Tragikomedia ukraińska

Dlaczego tragi...? Po pierwsze, dlatego, iż wydarzenia na Ukrainie, szczególnie w Kijowie, odzwierciedlają wielkie nieszczęście narodu ukraińskiego, który cierpi i ciągle nie może doczekać się normalności, dobrobytu, spokoju, zrównoważonego rozwoju i efektywnej współpracy z zagranicą. Co gorsza, są to cierpienia trwające od stuleci. Wytrzymałość społeczna jest na wyczerpaniu. To jest groźne dla wszystkich.  Po drugie, dlatego, iż obiektywnie sytuacja na Ukrainie jest dramatyczną ilustracją oraz wynikiem niedowładu i anachronizmu dotychczasowych „systemów”, szczególnie faszyzmu, sowietyzmu i neoliberalizmu, które zainfekowały ten kraj, a także – subiektywnie – wyrazem niezdolności jego elit politycznych i intelektualnych do wypracowania i do wdrożenia własnego optymalnego modelu ustrojowego.


Dlaczego komedia...? Po pierwsze, dlatego, iż prawie wszyscy zainteresowani uczestnicy tych wydarzeń oraz inspiratorzy i decydenci krajowi i zagraniczni udają przysłowiowych „wariatów” czy clownów cyrkowych. Nie chodzi im bynajmniej o dobro narodu i państwa ukraińskiego, lecz prawie wyłącznie o własne egoistyczne interesy – wielkomocarstwowe, polityczne, strategiczne, gospodarcze, partyjne, osobiste i prestiżowe. Po drugie, dlatego że tragikomedii ukraińskiej, jej ofiar i strat, można było z łatwością uniknąć przy odrobinie dobrej woli, wzajemnego zrozumienia i troski o obywateli i o dobro uniwersalne. Bowiem, kwestia wejścia na nową drogę, była (i jest) do uregulowania cywilizowanymi metodami negocjacyjnymi, kompromisowymi i in. Tak trzeba było postępować niezwłocznie, gdy tylko rozliczne konflikty interesów wyszły na jaw i uległy gwałtownemu zaostrzeniu na Ukrainie.
Przyczyn kryzysu ukraińskiego jest bardzo wiele. Wspomnijmy jedynie o najważniejszych spośród nich. Głównym inspiratorem są Stany Zjednoczone. Skutki kryzysu globalnego i zmiana układu sił na niekorzyść USA zwiększyły ich agresywność nie tylko w kwestii ukraińskiej, lecz również w przypadku, np., Egiptu, Syrii, Iranu i in. W polityce globalnej działa system naczyń połączonych. Jest wyraźne iunctim między prowokacyjną rolą Stanów wobec Rosji, poprzez stymulowanie kryzysu ukraińskiego oraz wobec Chin – poprzez podsycanie napięcia w ich sporach terytorialnych z Japonią, z Koreą Południową i z Filipinami.
W ten sposób, USA starają się odzyskiwać utracone pozycje i umacniać swe wpływy na arenie międzynarodowej. Jednakże Rosja i Chiny blokują, z coraz wyraźniejszą łatwością, efektywnością i zręcznością te niebezpieczne starania (magia zmiany układu sił). Poza aspektami makro, Stany Zjednoczone chciały także uzyskać pewne doraźne „korzyści” w kontekście kryzysu ukraińskiego: zakłócić olimpiadę zimową w Soczi, zemścić się za przyjęcie agenta Edwarda Snowdena w Rosji (i za wykorzystywanie jego rewelacji) itp. Jednak – jest prawie pewne, iż te wysiłki amerykańskie spełzły na niczym. Faktem pozostaje jednak, iż strona amerykańska wydała już wiele miliardów dolarów na operację ukraińską (najpierw na doprowadzenie do i na finansowanie prozachodnich i proamerykańskich – skorumpowanych i skompromitowanych później rządów w Kijowie (prezydent Wiktor Juszczenko i premier Julia Tymoszenko). Zresztą, podobne mechanizmy i skala finansowania została zastosowana przez Waszyngton w odniesieniu do „rewolucji solidarnościowej” w Polsce. Nic nowego!
Wydarzenia na Ukrainie można zaliczyć do kategorii tzw. rewolucji placowych – plac Tien An Men w Pekinie, plac Tahrir w Kairze, plac Taksim w Istambule i plac Majdan w Kijowie. Od samego początku tych wydarzeń, niektórzy czołowi politycy i wysocy urzędnicy rządowi z USA zachęcali bezpośrednio i bezceremonialnie swych zwolenników (tzw. opozycjonistów) do walki o obalenie obecnej władzy (tzw. prorosyjskiej) na Ukrainie. Zwycięstwo w tej walce miałoby utorować drogę do powrotu władzy (tzw. prozachodniej i proamerykańskiej). Starania te i wielkie nakłady finansowe przynoszą, jak do tej pory, bardzo marne owoce Amerykanom. Znamienne, iż władze ukraińskie, przecież legalnie wybrane przez naród i władze rosyjskie reagują dość tolerancyjnie i z przymróżeniem oka na poczynania Amerykanów  na Majdanie, choć stanowią one jawną i brutalną ingerencję w sprawy wewnętrzne niepodległego kraju (Ukrainy). USA nie zgodzą się nigdy na to, aby np. minister spraw zagranicznych Ukrainy, przemawiał do niezadowolonych tłumów na placu przed Białym Domem i wzywał je do obalenia prezydenta i rządu USA. Jego agresywność i nieporadność w kwestii ukraińskiej budzi coraz większe opory i sprzeciwy we władzach UE i powoduje rosnące napięcia w stosunkach USA – UE.
Charakterystyczne jest w tym kontekście, iż władze niemieckie postępują z umiarem i z rozwagą w kwestii ukraińskiej. Najwyraźniej, uzgadniają i koordynują one swe poczynania z innym zainteresowanym supermocarstwem – Rosją. Rola Gerharda Schroedera, byłego kanclerza RFN i obecnie głównego doradcy Gazpromu, nie powinna być niedoceniana w tym względzie. Generalnie, Niemcy – we własnych interesach – rozgrywają perfekcyjnie kartę ukraińską (rosyjską, polską i in.). Czego Adolf Hitler nie zdołał osiągnąć drogą wojny i zbrodni (wschodnie rynki zbytu, siła robocza, surowce itp.), Angela Merkel osiąga z łatwością drogą pokoju i negocjacji. Polska jest już półkolonią niemiecką, zaś Ukrainie groziłoby to samo, albo jeszcze gorzej, po jej przystąpieniu do UE. Widać już jak na dłoni, że kwestia stowarzyszenia Ukrainy z UE i zablokowanie tego procesu przez prezydenta Wiktora Janukowycza stanowiło jedynie pretekst i swoiste alibi dla ukierunkowania opozycji w stronę prób obalenia tegoż prezydenta i jego rządu.
Inne przyczyny kryzysu na Ukrainie: jest ona swoistą ofiarą nasilającej się obecnie konfrontacji między Wschodem i Zachodem oraz widocznego już nawrotu „zimnej wojny”. Stany Zjednoczone nie mogą pogodzić się z erozją swej pozycji supermocarstwa nr 1 (do niedawna) i absolutnej dominacji w świecie. Stają się one coraz bardziej nieobliczalne, agresywne, nerwowe i wybuchowe. To źle wróży całej ludzkości. Ale proces ich erozji jest już nieodwracalny, tym bardziej, iż kryzys globalny wyrządził ogromne szkody materialne i moralne jego sprawy i winowajcy (USA). Głównym elementem nasilającego się awanturnictwa amerykańskiego w świecie jest zaostrzenie się walki o „strefy wpływów”, szczególnie na obszarach Azji-Pacyfiku oraz w Europie Środkowo-Wschodniej. Walka ta toczy się z nową siłą – generalnie – między Wschodem i Zachodem oraz, w szczególności, między Stanami Zjednoczonymi i Rosją (w Europie i w Azji), a także między Chinami i Stanami Zjednoczonymi (na rozległych obszarach Azji i Pacyfiku).
Niektórzy fachowcy dostrzegają także, nie bez racji, istotne elementy walki o „strefy wpływów” w Europie Środkowo-Wschodniej między UE a USA, między UE a Chinami, między UE a Rosją oraz między UE a USA. Problem polega wszakże na tym, iż żadna ze stron w tej walce nie dysponuje i nie zamierza przeznaczyć gigantycznych środków na wydźwignięcie Ukrainy, szczególnie jej gospodarki z niebywałej zapaści cywilizacyjnej i rozwojowej z ostatnich dziesięcioleci, którą można jedynie porównać do wielkiego głodu ukraińskiego w czasach radzieckich (1932-33 r.). I Wschód i Zachód zachowują się obłudnie i cynicznie w kwestii kryzysu ukraińskiego. Unisono powiadają tak: nie ingerujemy w sprawy wewnętrzne Ukrainy; rozwiązanie problemu – to sprawa samych Ukraińców. A jednocześnie czynią wiele celem umacniania swych wpływów w tym kraju i sterowania biegiem wydarzeń w odpowiednią dla siebie stronę.
W odwiecznej walce supermocarstw o „strefy wpływów” w naszym regionie zauważalna jest niesamowita analogia między losami Polski i Ukrainy (oraz innych krajów), które były i są brutalnie przepychane:  raz – ze Wschodu na Zachód i drugi raz – z Zachodu na Wschód. Casus Polski: 1772 rok – początek trzech rozbiorów; nasz kraj zniknął z mapy Europy. Został on nie tylko przepchnięty – ale wręcz wchłonięty przez mocarstwa ościenne. Napoleon włączył Polskę (Księstwo Warszawskie) do francuskiej „strefy wpływów” (1807-1815). Po wojnach napoleońskich, w 1816 r. utworzono kadłubowe Królestwo Kongresowe, które przetrwało do 1864 r. Po czym, każdy z zaborców zagarnął „swoją” część dla siebie i nią zarządzał. I tak to się kołatało aż do końca I wojny światowej, kiedy na kongresie pokojowym w Wersalu w 1918 r. Polska powróciła na mapę Europy, ale po zachodniej stronie barykady. Zachód okazał się jednak dla Polski niezwykle okrutny i nasłał na nią Hitlera – ze wszystkimi znanymi tego konsekwencjami. Po II wojnie światowej, na konferencjach w Jałcie i w Poczdamie, Zachód nie wyrażał bynajmniej woli finansowania odbudowy zdruzgotanej Polski i wolał ją przekazać Josipowi Stalinowi (znów przesunięcie na Wschód). I tak to trwało do upadku „muru berlińskiego” oraz do rozpadu ZSRR.
Od 1989 r. Polska znów funkcjonuje w zachodniej „strefie wpływów”; lecz – logicznie rzecz biorąc – po pewnym czasie powinna ona powrócić ponownie na Wschód...
Z Ukrainą było podobnie. Po rozbiorach Polski i po utracie Chanatu Krymskiego, państwo to zostało podzielone między carstwo rosyjskie (większa część) i Austrię (później Austro-Węgry). Tak to trwało aż do Rewolucji Październikowej w Rosji w 1917 r. Na Ukrainie wybuchła wówczas wojna domowa, w wyniku której utworzono Ukraińską Republikę Ludową. Wdała się ona w wojnę z Rosją radziecką i została pokonana przez Armię Czerwoną w 1919 r. Utworzona została następnie Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka, która była jednym z założycieli (i głównych filarów) ZSRR – utworzonego w 1922 r. Po napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę, terytorium Ukrainy uległo rozszerzeniu na zachód, ale i ona sama padła ofiarą agresji i okupacji niemieckiej (do 1944 r.). W roku 1954 Krym powrócił do Ukrainy. Odzyskała ona niepodległość w 1991 r. (po rozpadzie ZSRR), ale Rosja zachowała swoje silne wpływy w tym kraju.
Wprowadzono tam dość dziwny ustrój bazujący na wielopartyjności (pozory demokracji) i na pseudogospodarce rynkowej, ustrój przeżarty korupcją i innymi patologiami. W wyniku tego, w kraju panowała długotrwała recesja, pogłębiona kryzysem globalnym. PKB spadł o prawie 25 proc. Ludziom żyje się coraz gorzej. W 2004 r., prorosyjski Wiktor Janukowycz wygrał wybory prezydenckie – z niewielką przewagą głosów. Zwycięstwo to zostało zakwestionowane przez jego oponenta, prozachodniego Wiktora Juszczenkę, który na fali „pomarańczowej rewolucji” doprowadził do drugiej rundy wyborów i je wygrał. Nastąpiła reorientacja Ukrainy na Zachód, szczególnie w kierunku UE. Premierem została Julia Tymoszenko. Zjawiska patologiczne, np. grabienie majątku narodowego, korupcja i in. uległy zaostrzeniu. Sojusznicy z okresu „pomarańczowej rewolucji” (Juszczenko-Tymoszenko) stali się zaciekłymi przeciwnikami. Kolejne wybory prezydenckie (w 2010 r.) wygrał ten trzeci – Wiktor Janukowycz (48 proc. głosów), a J. Tymoszenko zdobyła 45 proc., zaś W. Juszczenko (poniżej 6 proc.).
I znów wahadełko ukraińskie przesunęło się w stronę wschodnią. Zachód nie daje jednak za wygraną – 21 listopada 2013 r. – wywołał on placowy bunt na Majdanie w Kijowie (i w innych miastach Ukrainy), który nie wiadomo jeszcze, czym się zakończy? 
Pewne jest jednak to, że Rosja „nie odda” Ukrainy w pacht Zachodowi tak łatwo, jak oddała Polskę w 1989 r.! Z kolei, Zachód też nie zamierza ustępować pola Rosji. Walka o ten bardzo ważny – politycznie, ludnościowo, strategicznie i gospodarczo element „stref wpływów” jest więc daleka od zakończenia. Sytuacja na i wokół Ukrainy zaostrza się z każdym dniem i grozi destabilizacją tego kraju, całego regionu a może i nawet znacznie poważniejszymi konsekwencjami. Bowiem „kartą ukraińską” grają, przede wszystkim, główne supermocarstwa (Rosja-USA-UE-Niemcy-Chiny), przy czym żadne z nich nie ma zamiaru finansowania odbudowy tego kraju – zniszczonego przez wieloletnią recesję, przez kryzys globalny, przez notoryczne patologie i przez marne zarządzanie. Bowiem ukraińskie odrodzenie wymagałoby setek miliardów euro czy dolarów. Po prostu, Unia nie chce widzieć chorej Ukrainy w swoim składzie; ale udaje, że „drzwi są dla niej otwarte”. Biedne społeczeństwo ukraińskie jest bezceremonialne oszukiwane. Co gorsza, jak wynika z powyższego krótkiego przeglądu historii nowożytnej, Ukraina nie ma tradycji demokratycznych i trudno sobie wyobrazić, jak mogłaby ona wdrażać u siebie normy i wzorce zachodnie (byle nie neoliberalizm!?), przyjmować acquis communautaire itp.?
Pewnym kluczem do zrozumienia sytuacji wewnętrznej jest analiza tamtejszego niezwykle zagmatwanego i niestabilnego układu sił polityczno-społecznych. Brakuje w nim charyzmatycznych przywódców (np. ukraińskiego Piłsudskiego czy Wałęsy), jasnych programów i koordynacji poczynań. Każdy ciągnie egocentrycznie w swoją stronę. Kraj pogrąża się w bagnie anarchii i jest nadal zarządzany przez tajemne moce, usadowione przeważnie na „tylnym siedzeniu” lub zdalnie sterowane z zewnątrz. Na rządzących i na bojowników Majdanu oddziaływują silnie grupy wpływowych oligarchów oraz klany ukraińskie: doniecki, dniepropietrowski i rodzinny (familijny), związany z władzą. Nazwiska kilkudziesięciu oligarchów są znane. Do czołówki zaliczają się miliarderzy: Rinat Achmetow, Ihor Kołomojski, Wadim Nowiński i Wiktor Pińczuk. Ugrupowania i poszczególni oligarchowie wzbogacili się niebywale w wyniku przejęcia (uwłaszczenia) państwowego majątku postradzieckiego. Oni też, wraz z armią i z siłami bezpieczeństwa, stanowią faktyczną władzę na Ukrainie. Partie polityczne, od lewicy do prawicy, łącznie z rządzącą Partią Regionów, są im posłuszne. Majdan i wielobarwna jego otoczka jest notorycznie manipulowana przez tych, którzy dają pieniądze.
Ale na Majdanie pojawiły się też inne siły sterowane przez partie opozycyjne: Batkiwszczina (przywódca Arsenij Jacyniuk, pod nieobecność Julii Tymoszenko); Udar (Cios) – boksera Witalija Kliczko oraz Swoboda – kierowana przez Oleha Thiahnyboka. Obok nich aktywizują się zawsze groźni nacjonaliści ukraińscy, banderowcy, pogrobowcy UPA i inni. Nie mam pewności, czy z tego nieładu polityczno-społecznego wyłoni się kiedyś optymalny i trwały ład (system) na Ukrainie – uniezależnionej od Wschodu i od Zachodu – jak się tam powiada? Jeśli tak, to kiedy i za jaką cenę? Nie wiem. W każdym razie, siły (krajowe i zagraniczne) uwikłane w kryzys ukraiński grają raczej na czas, licząc na błędy oponentów i konkurentów – żeby je wykorzystać we własnym interesie. Ale zniewolony naród ukraiński nie ma czasu do stracenia. Domaga się niezwłocznego przezwyciężenia kryzysu i polepszenia sytuacji. Jednakże obecne siły rządzące, formalnie i faktycznie oraz pretendenci do rządzenia dysponują jedynie nikłymi zdolnościami i możliwościami samodzielnego przezwyciężenia kryzysu, ustabilizowania sytuacji i zapewnienia rozwoju.
W tych niezwykle złożonych uwarunkowaniach i przy tak licznych niewiadomych (np. rola armii i sił bezpieczeństwa, ingerencja supermocarstw i in.), teoretycznie można przewidywać kilka wersji rozwiązań – od najlepszych do najgorszych: 1. osiągnięcie porozumienia między zwaśnionymi stronami ws. pokojowego i kompromisowego uregulowania kryzysu, przeprowadzenia przedterminowych wyborów powszechnych i prezydenckich, przyjęcia nowej konstytucji, programu naprawczego oraz zgodne realizowanie tego programu – przy wsparciu ze strony Wschodu i Zachodu. Wymagałoby to jednocześnie stosownych uzgodnień między supermocarstwami grającymi „kartą ukraińską”. W obecnych realiach, rozwiązanie takie, choć bardzo pożądane, będzie jednak bardzo trudne do osiągnięcia i wręcz idealistyczne; 2. zdobycie zdecydowanej przewagi przez jedną ze stron konfliktu – czy to koalicyjną, czy opozycyjną, czy też jeszcze inną (wojsko?). Uzyskanie takiej przewagi mogłoby nastąpić, np., w wyniku rażącego błędu którejś lub pozostałych stron konfliktu itp. Wówczas, dominująca strona mogłaby dobrać sobie jednego czy dwóch względnie niezawodnych koalicjantów, uspokoić nastroje i wyprowadzić kraj z etapu kryzysowego. Możliwość taka istnieje – choć jest mało prawdopodobna w praktyce;
3. stopniowa erozja obecnej koalicji rządzącej i przejmowanie od niej ośrodków władzy – od regionów do centrali przez opozycję. Trochę na zasadzie: „nie palcie komitetów, lecz zakładajcie własne”. Pytanie tylko, czy rządzący i ich poplecznicy dopuszczą do takiej erozji i do bezwolnego oddania władzy bez walki? Ewentualna strategia tego rodzaju, już realizowana przez opozycję, może doprowadzić do wojny domowej. Ryzyko jest więc bardzo duże, tym bardziej, iż – jak świadczą doświadczenia ukraińskie – nawet demokratyczne wybory nie zawsze służą unormowaniu sytuacji. 4. możliwość rozwiązań siłowych: w przypadku przedłużania się kryzysu, obok ewentualności wprowadzenia stanu wyjątkowego, wojskowego zamachu stanu, ww. wojny domowej itp. Istnieje też wysokie prawdopodobieństwo rozlania się fali rewolucyjnej z majdanów na cały kraj. Powszechna rewolucja ma jednak to do siebie, iż pociąga za sobą długotrwały stan anarchii, bałaganu i biedy, czego nie należałoby życzyć Ukraińcom. 5. interwencja supermocarstw (z nie dającym się wykluczyć użyciem sił zbrojnych, w przypadku, gdyby rozwój sytuacji na Ukrainie zagroził bezpieczeństwu Rosji czy państw NATO). Głównie chodziłoby więc o zagraniczną interwencję pokojową, np., w postaci konferencji międzynarodowej, neutralizacji Ukrainy, przyznania jej niezbędnej pomocy, czy nawet utworzenia dwóch państw ukraińskich: wschodniego i zachodniego.
Jak widać, żadna z ww. ewentualności rozwiązań nie jest idealna. Trzeba jednak poszukiwać realnych dróg wyjścia z sytuacji, żeby przyczynić się do poprawy doli narodu ukraińskiego oraz nie dopuścić do poważniejszej zawieruchy międzynarodowej w wyniku analizowanego kryzysu.
Uwypuklił on jaskrawo wagę, możliwości i złożoności stosunków polsko-ukraińskich. Bez wątpienia, kryzys u naszych wschodnich sąsiadów i jego konsekwencje mogą mieć kardynalne znaczenie dla bezpieczeństwa i dla rozwoju Polski, naszego regionu i Eurazji w przyszłości. Jak uczy ponad tysiącletnia historia, relacje polsko-ukraińskie układały się raczej w pasmo zmarnowanych szans i możliwości oraz w bezmiar cierpień i krwi przelanej niepotrzebnie po obydwu stronach. Łatwo mogę wyobrazić sobie, jak wyglądałyby dziś nasze narody i państwa, gdyby – zamiast tego – ich sąsiedzkie współistnienie upływało pod znakiem zgodnej współpracy, wzajemnego zrozumienia i poszanowania oraz obopólnych korzyści. Zapewne, nie doszłoby również do tragedii typu rzeź wołyńska, akcja Wisła a nawet do... obecnego kryzysu na Ukrainie. Winowajcy są po obydwu stronach. Ale dziś nie pora na jątrzenie i na rozpamiętywanie historii. Tej się już nie da zmienić. Trzeba nam ratować teraźniejszość i budować lepszą przyszłość.
Tymczasem, od początku istnienia niepodległej Ukrainy do dziś, podejście kolejnych ekip rządzących w Polsce, niektórych partii politycznych czy pojedyńczych politykierów pozostawia bardzo wiele do życzenia. Błędy wynikają z prób kontynuacji mesjanistycznego powołania Polski wobec innych, szczególnie sąsiadów, do megalomańskiego przewodzenia w regionie i do zaszczepiania innym – rzekomo znakomitych – rozwiązań i dokonań transformacji polskiej po 1989 r. Takie podejście było i jest fałszywe i irracjonalne, na co zresztą, Ukraińcy się nie zgadzają. Ale niektórzy politykierzy polscy uparcie brną dalej w tym kierunku, pogarszając naszą sytuację. Co mamy do zaoferowania Ukraińcom? Naszą „demokrację kolesiowską”? Nasz neoliberalizm i jego efekty? Naszą przynależność do UE oraz uzależnienie PL od Berlina, od Waszyngtonu i od Brukseli? Co jeszcze?  Przecież Ukraińcy dostrzegają to dobrze i nie życzą sobie naszych rad. Polski model transformacyjny jest nie do zastosowania na Ukrainie.
Tak jak kiedyś „Polska miała być Polską”, tak teraz Ukraina chce rzeczywiście być Ukrainą – samostijną. Ale czy jej się to uda? Nie jestem pewien. Dlatego też efektywność poczynań polskich w sprawach ukraińskich jest zerowa – z punktu widzenia polskiego interesu narodowego i państwowego. Potwierdzają to nasze nieudane próby ratowania „rewolucji pomarańczowej”, realizacji „partnerstwa wschodniego” czy – obecnie – popierania opozycji, realizacji ukraińskiej misji premiera RP w Europie oraz bratania się z banderowcami. Czysty nonsens. Ponadto, niektórzy politykierzy zdają się nie dostrzegać, iż – w kwintecie supermocarstwowym, grającym „kartą ukraińską” – Polska nie ma nic do gadania. Nasze możliwości udzielenia pomocy Ukraińcom czy ukierunkowania biegu wydarzeń po naszej myśli – teoretycznie i praktycznie – są bardzo niewielkie.
Realizm nakazuje przeto, aby raczej się trzymać z daleka od gorejącego kotła ukraińskiego i dopiero po wyklarowaniu się i po ustabilizowaniu sytuacji wypracować innowacyjny program współistnienia i współpracy po wsze czasy. Można jednak zrozumieć nerwowość i niepewność niektórych spośród polskich politykierów, którzy obawiają się oddziaływania „zarazy ukraińskiej” na Polskę i na obecny establishment.
Natomiast najwyższa już pora, aby zatroszczyć się o losy i o przyszłość mniejszości polskiej na Ukrainie. Szacunki dotyczące jej liczebności są bardzo rozbieżne – od 100.000 do 2.000.000 obywateli polskiego pochodzenia lub o polskich korzeniach skupionych w około 20 powiatach. Praktycznie niewiele wiadomo w RP o ich położeniu w czasach kryzysowych i o ich przyszłości. Kto im pomaga, jak i czym? Wezwania do utworzenia autonomii polskiej na Ukrainie kojarzą się z analogicznymi apelami o autonomię śląską w Polsce. Nie tędy droga. Ponadto, jest bardzo istotne, aby społeczeństwo polskie znało prawdę o naszych wschodnich sąsiadach i nie ulegało tendencyjnej histerii medialnej pod hasłem obalania „prorosyjskiej” władzy na Ukrainie i zaprowadzania tam „europejskich” porządków a la polonaise.
W konkluzji, okrutna tragikomedia ukraińska oraz cały jej kontekst regionalny i globalny stanowi bolesną ilustrację stanu rzeczy nie tylko w tym wielkim kraju – po licznych przejściach i perturbacjach w ostatnich stuleciach i dziesięcioleciach, lecz również odzwierciedlenie konsekwencji międzynarodowych dla Ukrainy – po załamaniu się systemu dwubiegunowego i jednobiegunowego w układzie sił światowych i po wytworzeniu się próżni systemowej na naszej planecie. W efekcie tego, los Ukrainy (Egiptu, Syrii, Iraku, Afganistanu, Afryki Środkowej i in.) może dziś spotkać każdy naród i każde państwo. Dlatego też w interesie wszystkich leży rewolucja systemowa – wypracowanie i wdrożenie nowoczesnego i efektywnego ustroju w każdym kraju oraz rzeczywiście nowego ładu polityczno-społeczo-gospodarczego na całym świecie. Innej drogi nie ma!

Sylwester Szafarz

 

 

Wydanie bieżące

Recenzje

Przez okres ostatnich dwóch lat, z różną intensywnością, na ogół jednak raz w tygodniu, publikowałem na łamach gazety Trybuna materiały publicystyczne, eseje i komentarze w ramach cyklu My Socjaliści. Obejmowały one szeroki wachlarz  problemów, choć założeniem moim było ukazanie otaczającej nas rzeczywistości społeczno-politycznej poprzez doświadczenia i wartości ideowe polskich socjalistów. Sytuacja ta była konsekwencją mojego zaangażowania w działalność w ruchu socjalistycznym, szczególnie w ramach PPS a także aktywną, prowadzoną od lat działalność dziennikarską i publicystyczną na łamach wielu pism i w Internecie.

Więcej …
 

Niewiele  jest w polskiej historii osób tak bardzo zasłużonych i zapomnianych jednocześnie. Jego życiorys to gotowy scenariusz na serial telewizyjny. Jan Józef Lipski, bohater biografii Łukasza Garbala, doczekał się w końcu kompletnej monografii.

Więcej …
 

W dzisiejszych czasach coraz trudniej o pasjonującą powieść poświęconą ludziom lewicy. Dosyć często pomija się ich wkład w kształtowanie polskiej państwowości czy w walkę o sprawiedliwość społeczną. Szablonowo traktuje się ich losy, wpisując w obowiązującą narrację.

Więcej …
 

 

 
 
 
 
 

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 41 gości 

Statystyka

Odsłon : 4843520

Więcej …
 

Więcej …
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Więcej …

Temat dnia

Wybory, wybory, i już po…

Mimo niepewności, co do wyników wyborów, tę najtrudniejszą po 1989 roku kampanię mamy już za sobą. Obfitowała ona w emocje, jakich nikt od lat nie zafundował Polakom. Walka toczyła się o zwycięstwo zjednoczonych: prawicowej koalicji i częściowo zjednoczonej, ale podzielonej nadal i pełnej determinacji opozycji. Bez względu na wynik tych wyborów, dwa co najmniej fakty są pewne. Po pierwsze – scena polityczna nie będzie zmierzać, mimo starań pana d’Hondta, do modelu dwubiegunowego i po drugie – na scenie tej znajdzie się na pewno na powrót, koalicja lewicowa.

Więcej …

Na lewicy

Biuro Prasowe PPS opublikowało w dniu 16 października 2019 roku informację na temat udziału PPS w wyborach parlamentarnych 2019.

Więcej …
 

Państwowa Komisja Wyborcza podała w dniu 14 października 2019 roku oficjalne wyniki wyborów parlamentarnych 2019. W Sejmie Prawo i Sprawiedliwość zdobyło 235 mandatów (43,59 procent głosów); Koalicja Obywatelska - 134 mandaty (27,40 procent głosów); SLD - 49 mandatów (12,56 procent głosów);

Więcej …
 

W dniu 11 października 2019 roku w Warszawie Porozumienie Socjalistów zorganizowało konferencję naukową z okazji 70. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej oraz 70. rocznicy nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Chinami a Polską.
W części oficjalnej konferencji wystąpili: ambasador nadzwyczajny i pełnomocny ChRL w Polsce, JE Liu Guangyuan oraz poseł do Parlamentu Europejskiego, prof. Bogusław Liberadzki.

Więcej …
 

Jak podała PAP, w dniu 5 października 2019 roku odbyła się Konwencja Lewicy w Katowicach. Wziął w niej udział m.in. były prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Więcej …
 

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych ma nowego Przewodniczącego. W dniu 25 września 2019 roku głosami członków Rady OPZZ został nim Andrzej Radzikowski, który do tej pory pełnił funkcje Wiceprzewodniczącego OPZZ.

Więcej …
 

Polacy mają głód solidarności. Tylko Lewica może go zaspokoić – to motto wyborcze odbywającej się w dniu 20 września 2019 roku w Studiu Filmowym „Panika” w Gdyni Konwencji wyborczej Lewicy. Podczas Konwencji zaprezentowali się liderzy list na Pomorzu, a także liderzy ugrupowań: Wiosny, Razem i SLD.

Więcej …
 

W dniu 10 września 2019 roku odbyło się w Warszawie spotkanie sygnatariuszy Porozumienia Socjalistów. Przedyskutowano sytuację polityczną przed wyborami parlamentarnymi w październiku 2019 roku. Przyjęta została deklaracja „Polsce potrzebna jest lewica”, w której podkreślono wzrost oczekiwań społecznych, co potwierdzają badania, na aktywny udział lewicy w nowym Sejmie i Senacie oraz zwiększenie wpływu wartości ideowych lewicy na treści stanowionego prawa.

Więcej …
 

W dniu 31 sierpnia 2019 roku uległa uprawomocnieniu decyzja Krajowego Rejestru Sądowego w sprawie rejestracji stowarzyszenia Porozumienie Socjalistów.

Więcej …
 

W dniu 31 sierpnia 2019 roku obradowała w Warszawie Rada Naczelna Polskiej Partii Socjalistycznej. Przedyskutowano sprawy związane z wyborami parlamentarnymi.

Więcej …
 

W dniu 18 sierpnia 2019 roku w Warszawie odbyła się prezentacja kandydatów na pierwsze miejsca na listach wyborczych Lewicy. Działacze Lewicy Razem otrzymali 6 miejsc, działacze SLD – 17 a działacze Wiosny – 18.

Więcej …
 

W dniu 14 sierpnia 2019 roku Komitet Wyborczy Sojusz Lewicy Demokratycznej uzupełnił wady zawiadomienia do Państwowej Komisji Wyborczej dotyczące skrótu nazwy komitetu; nowy skrót to "KW Sojusz Lewicy Demokratycznej", a nie "KW Lewica" - poinformowała szefowa Krajowego Biura Wyborczego Magdalena Pietrzak.

Więcej …
 

11 sierpnia 2019 roku Prezydium RN PPS odbyło posiedzenie poświęcone ocenie przebiegu kampanii wyborczej do parlamentu RP 2019 roku. Towarzysze zapoznali się z działaniami sztabów wyborczych i udziałem w nich członków naszej Partii.

Więcej …