Problemy społeczne a siła polityczna

Zmiana na urzędzie Prezydenta RP, ciężkie suchoty Platformy, rozsypka lewicy oraz spazm Kukizowy – to wyznaczniki nieuchronnych przemian, jakie nastąpią jesienią 2015 w Polsce, choćby nie wiem jak zaklinać rzeczywistość.
Plują sobie w brodę „demokraci”, widząc jak wiele jeszcze zostawili w rękach „przypadkowego społeczeństwa”. Przecież wiadomo, że Polacy-szaracy są do imentu niekumaci w sprawach publicznych, a tuśmy tak pourządzali, że co i rusz „urna i ulica” są języczkami u politycznej wagi – zdają się psioczyć „demokraci”.
Ja to widzę tak:
1.       Cztery wyznaczniki przemian (pierwszy akapit powyżej) sygnalizują najpoważniejsze problemy, ale ich sedno omijają szerokim łukiem;
2.       Rzeczywiste problemy społeczne nie przekładają się na mapę sił politycznych ani w odwzorowaniu 1:1, ani nawet w połowie;

Zacznijmy zatem od owych wyznaczników.

Zmiana na urzędzie Prezydenta RP. Urząd ten nie jest w Polsce zbyt mocno posadowiony ustrojowo: Prezydent więcej może zdziałać jako organizator porozumień łagodzących spory albo – paradoksalnie – wywoływacz „wojen na górze”, niż gospodarz robiący użytek ze swojej inicjatywy ustawodawczej. Nie bez znaczenia jest fakt, że „nad” Prezydentem jest praktycznie Rząd (Premier, jednoosobowo), a do tego Państwo polskie jest „kontrolowane” przez rozmaite siły pozapaństwowe: korporacje międzynarodowe, ugrupowania polityczno-gospodarcze Europy i świata, sekretne matryce oraz Kościół. Mówienie o tym wielu oburza lub śmieszy, ale trudno jest wskazać Rząd i Prezydenta Polski, któryby nie brał poważnie (a nawet przede wszystkim) zdania tych pozapaństwowych sił w swojej codziennej robocie: ja nawet idę dalej i twierdzę, że urząd Prezydenta RP (i Prezesa RM) jest całkiem konkretnie, formalnie (a nie zawsze jawnie) podporządkowany dyktatowi tych sił. Zupełnie inaczej widzi to opinia publiczna w Polsce: żargonowemu pojęciu „głowa państwa” nadaje się tu sens dosłowny i oczekuje się, że cokolwiek Rząd niedociąganie – Prezydent naprawi. Pokutuje tu (być może) legenda Naczelnika-Dziadka albo Sekretarzy, oparta na oczekiwaniu, że więcej „może” nieformalny przywódca, „ojciec narodu”, niż struktury wyposażone w konstytucyjne prerogatywy. Tym samym w zapomnienie idzie dziesięcioletnia prezydentura Kwaśniewskiego, który jak ognia unikał zabaw zapałkami systemowo-ustrojowymi: bardziej „ceni się” zarówno rozrabiakę Wałęsę, jak też aktywnego wobec Kaukazu i Ukrainy Kaczyńskiego i słynącego z potknięć Komorowskiego: wydają się oni bardziej soczyści i prawdziwsi od Kwaśniewskiego. Skoro więc „żyrandolowca” zastąpił uczeń Kaczyńskiego – oczekuje się od niego działań programowych, i to oczekiwanie jest powszechne, właściwe nie tylko dla zwolenników zmiany rządów. W tym kontekście opinia publiczna ustawia urząd Prezydenta RP „mocniej” niż to jest w rzeczywistości, zatem skoro się dokonała zmiana – zmienia się również pogląd na możliwą stałość lub zmienność władzy w Polsce.
To wszystko oznacza, że zarówno zwolennicy, jak też przeciwnicy urzędującego od kilkunastu dni Prezydenta Dudy noszą w sobie przerośnięty obraz Urzędu  jako Organu Władzy, realnej, konkretnej, namacalnej, przerośnięty wbrew oczywistym konstytucyjnym zapisom i wbrew uwikłaniu tego urzędu w „kontrole” pozapaństwowe.

Ciężkie suchoty Platformy. Ugrupowanie to jest w oczach rosnącej większości nosicielem wszystkiego co się zakłamaniem zwie: począwszy od KLD, które w „wilczy” sposób ograło i Unię Wolności, i AWS, poprzez „pierworodny grzech założycielski” (duży udział służb w powstaniu nowego bytu), aż po ściemę „zielonej wyspy” i „cudu” i rejteradę Premiera z Wicepremierką na saksy do Europy – wszystko to „elektoratowi” kojarzy się z odium każdego z najdrobniejszych niepowodzeń Transformacji i poważnych przez nią niesionych patologii. Projekt PO oparty był – można przypuszczać – na założeniu, że przemiany ustrojowe w gospodarce wyzwolą jakąś „ekstra” energię zbiorową, zintensyfikują to co w ekonomii nazywa się „pracą”, a przemiany społeczne wyzwolą ludzką inwencję twórczą i społecznikowską oraz przemyślność i zapobiegliwość gospodarską w każdym zakamarku życia społecznego, uwalniając Państwo od troski o codzienny los Ludności. Przy takim założeniu wystarczy być u władzy i rozbudować Nomenklaturę, która zbuduje Twierdzę Konstytucyjną raz na zawsze fundującą panowanie żywiołu liberalno-biurokratycznego.
Cały ten plan wziął w łeb, kiedy po Buzku i Marcinkiewiczu-Kaczyńskim Platforma objęła resorty: już pierwszy „rachunek możliwości” pokazał, że „nie ma na czym budować” (dziś wiemy, że zbyt dużo w gospodarce jest systemowo-ustrojowej odśrodkowości, nie dającej się zwyczajnie, po prostu „zdrapać”), stąd Tusk ogłosił, że „Polska potrzebuje cudu” i „zorganizował” ten cud biorąc zewsząd (najwięcej z UE) jak najwięcej funduszy zwanych pomocowymi, a w istocie drenujących i formatujących Polskę „pod Europę”. Kiedy i to okazało się kosztowne (lawinowo rosnąca zapaść bilansów i budżetów w całym przekroju gospodarczym i administracyjnym) – ostatnią próbą „skoku” na zasoby publiczne były Polskie Inwestycje Rozwojowe: plajta tego projektu była najprawdopodobniej bezpośrednią przyczyną rejterady „współ-ojca projektu PO”. A że zrobił on wiele, by ciąć równo z korzeniami konkurencję (Płażyński, Piskorski, Olechowski, Rokita, Schetyna i wielu innych, w jakimś sensie nawet Komorowski i najwybitniejsi platformiani „europejczycy”) – dziś nie ma w PO osoby, która przyznałaby się do tej porażki i wzięła się za sanację ugrupowania.
To zaś oznacza, że jedyna siła apostolska polskiej Transformacji traci głos, a przynajmniej posłuch „w narodzie”:  ten eufemizm oznacza zniecierpliwienie niższych warstw Nomenklatury, a nawet całych koterii współbudujących PO.

Rozsypka lewicy. Jej podstawowym problemem w Polsce (poza wyjątkami) jest rywalizacja rozmaitych konstelacji o miano „prawdziwej” lewicy, przy czym to co zdaje się zwyciężać w świadomości jako „prawdziwość” – jest w rzeczywistości konserwatyzmem a’rebours, podnoszącym takie konserwatywne kwestie jak rodzina, praca, praworządność, sumienie, wychowanie, kultura – w sposób zgoła niekonserwatywny. Lewica w Polsce rozpostarta jest między kilka fenomenów społecznych: związki zawodowe, zarówno te ugodowo-państwowotwórcze jak też te radykalno-flibustierskie, korpus parlamentarno-nomenklaturowy, ruch intelektualno-medialny skupiony najczęściej w klubach dyskusyjnych, fundacjach, stowarzyszeniach i redakcjach oraz żywioł manifestacyjno-podskakiewiczowski, niekiedy uciekający się też do inicjatyw „sanitarnych” skierowanych na interwencyjną pomoc w palących sprawach jednostkowych – no, i wypierający projekty „klasowe” nurt „kulturowy”, którego wyrazicielem są pięknoduchy zielono-feministyczno-LGBT-respect, wspólnie pochylające się bezsilnie nad mnożącymi się wykluczeniami. Paradoksalnie lewica polska karmi się pozalewicowymi spazmami antyustrojowymi, związanymi z nazwiskami wymienionymi poniżej, gdzie mowa o spazmie Kukizowym. Spazmy te dają jej nowe spojrzenie, na krótko korygują język, narrację, przekaz. Przy tym wszystkim charakterystyczna jest wypowiedź Ryszarda Kalisza sprzed lat, który zauważając, iż „marksizm nie jest już inspiracją dla polskiej lewicy”, jednocześnie nie wskazał, co w zamian. Lewica bowiem – podążając za jej niegdysiejszą „nadzieją”, Aleksandrem Kwaśniewskim, stała się na wskroś pragmatyczna, porzuciła wszelkie społeczne projekty na rzecz uczestnictwa w grze bieżącej, co owocuje porzuceniem „elektoratu” przez lewicową inteligencję (np. Rosati, Święcicki, w jakimś sensie Modzelewski, Bugaj, Belka).
To zaś wszystko oznacza, że lewica polska nie jest w stanie ani uruchomić, ani choćby autoryzować żadnego ruchu „indignados” (a tych w Polsce mnoży się do syta, choć drobnicowo), zatem długo jeszcze będzie się w Polsce zazdrościć podmiotowości i konceptu takim formacjom jak Die Linke, Podemos czy Syriza.

Spazm Kukizowy. Rozpatrywanie przypadku Pawła Kukiza bez porównań z Wałęsą, Tymińskim, Lepperem i Palikotem – może okazać się niepłodne. Od początku bowiem Transformacja niesie z sobą szkody materialne i wykluczenia społeczne, które nie są (wbrew propagandzie) niezbędnym kosztem przemian, tylko od zarania były wytrychami ustrojowymi mającymi „szokowo” zdynamizować przemiany. Wałęsa uruchamiając swoją „wojnę na górze” podważył proces przeistaczania się aktywu Solidarności i Komitetów Obywatelskich w święte krowy ustrojowe, którym „się należy” za sam fakt uczestnictwa w podstawianiu nogi komunie. Może wyczuwał, że grozi to totalitaryzmem a’rebours, opartym nie na tępej przemocy, ale na „religii solidarnościowej”. Tymiński był w swej robocie mniej wyrafinowany: ogromadził wokół swojej kampanii wszystkich, którzy ponosili uzasadnione i nieuzasadnione koszty początków Transformacji, podważył jej społeczny sens, a nawet przesłanie kulturowe. Gdyby był w tym bardziej wiarygodny – mógłby pokonać nawet Wałęsę, co miałoby niewyobrażalne skutki – nie bójmy się – cywilizacyjne, bo wykreślenie dorobku Solidarności tuż po tym, jak zaczęła „rządzić” – oznaczałoby porażkę wszystkich wyobrażeń o demokracji, nawet tej reprezentowanej przez „samorządność wiecową”, która w bardziej skrajnej postaci objawiła się podczas ukraińskich Majdanów. Lepper – zacząwszy od dość prostej negacji „balcerowiczowskich” odsetek kredytowych – okazał się obrońcą prowincjonalnej struktury społecznej, opartej na znanych z imienia i nazwiska liderach przedsiębiorczości: na gospodarzach wiejskich, tracących autorytet na skutek „wizyt” komorniczych oraz na przedsiębiorcach, rugowanych z „rynku” przez „rwaczy dojutrkowych”, nie zakorzenionych w środowisku, działających w formule „tyle zysku co w pysku”, czyli „skubnij i znikaj”. Palikot – reprezentujący skądinąd „rwactwo dojutrkowe” – dał upust swoim „filozoficznym” wyobrażeniom o dobrej polityce i stworzył specjalny wentyl polityczny dający szansę awansu grupom i osobom, których obecność w „medialnej” polityce była przedtem niewyobrażalna: wyrokowcy, apostaci kościelni, reprezentanci ruchu LGBT, transseksualistka. Jak na eksperyment polityczny – osiągnął Palikot niespotykany w tej części świata sukces, po czym go koncertowo pogrzebał we własnej błazenadzie.
Kukiz, który rozmontował myślenie „głową muru nie przebijesz”, a ostatnio „nakrywa” system-ustrój na konstruowaniu Twierdzy Konstytucyjnej, budowanej dla „dopuszczonych” – idzie tym samym szlakiem: znakomite wyczucie słabizny ustrojowej i kompletna niedojrzałość do gry pośród dinozaurów.

*             *             *

Te cztery okoliczności już teraz – i to się nie odstanie – odcisnęły swoje piętno na myśleniu politycznym „szaraka wyborczego”, zatem wsteczne próby apostołów Transformacji i ich głównych adwersarzy, by powrócić do wygodnej dwu-biegunowości politycznej są okastrowane z tego, co się nazywa „orientacją wprzód”. Im bardziej Platforma będzie się popisywać polskim skokiem transformacyjnym, im bardziej będzie PiS uderzać w tony egzaltacji – tym bardziej wiarygodny staje się Kukiz, nawet uwzględniwszy jego szaleństwo.

*             *             *

A teraz spróbujmy zastanowić się, jakie rzeczywiste problemy społeczne mogłyby odcisnąć swój jednoznaczny, bez meandrów, ślad w rzeczywistości politycznej. O rozmaitych wyzwaniach polskich pisałem wielokrotnie, tu jednak skupię się na tym, co może i „powinno” przełożyć się na projekty polityczne, i to „od jutra”:
1.       Krańcowo nierówny podział dochodu uzyskiwanego ze zbiorowej pracy (naturalnej żywotności ekonomicznej i przedsiębiorczości). Polska gospodarka jest areną brutalnej gry o tytuły do dochodu, natomiast wytwarzaniem tego dochodu większość graczy zdaje się nie przejmować. Stąd oczekiwania co do funduszy pomocowych czy inwestorów zagranicznych i dość wyraźna dyskryminacja rodzimych przedsiębiorców (w tym rolno-spożywczych, budowlanych, przewozowych, imp-ex-owych), wsparta zadłużeniem budżetów (kontrole, zmowy „rynkowo-nomenklaturowe”, np. przetargowe, opresja skarbowa i celna, niestabilność warunków działania);
2.       Wsobność ekonomiczna Państwa, abdykującego od gospodarskiej roli zarządcy Krajem i Ludnością. Zadłużenie podmiotów gospodarujących, administracji lokalnej, budżetu Państwa – czyni Polskę bankrutem, może nawet nie ze względu na bilionową skalę, ile ze względu na brak wiarygodnych mechanizmów odwracających tendencję zadłużeniową. W przypadku „rynkowego” podmiotu zarząd ma w takich sytuacjach obowiązek zgłoszenia upadłości, natomiast kiedy mamy do czynienia z powszechnym deficytem, i to pogłębiającym się – poszukuje się rozwiązań sanacyjnych, które nijak i nigdy się nie zwrócą gospodarczo, za to ostatecznie kolonizują polską gospodarkę i politykę;
3.       Miazma kulturowa, dla której od kilku dni mam nazwę Dismaland i którą opisałem TUTAJ. Dziadzienie kulturowe, w tym dziadziejąca inteligencja, nie wywiązująca się z misji kreatora-nosiciela etosów i organizatora społecznej przedsiębiorczości społecznikowskiej, artystycznej, intelektualnej, biznesowej – jest oczywista. Swoje też robią eksperymenty na polskiej oświacie, przy czym mowa nie tylko o niesławnej reformie edukacyjnej. Inteligencja ma kiepski wybór: albo stanie się politycznie służebna, albo zostanie sprowadzona do nędzy pod każdym względem;
4.       Uwikłanie Państwa w konflikty wojenne nijak Polsce nie służące. Grą wstępną były oczywiście Bałkany i bliskowschodnie wybrzeże Morza Śródziemnego, ale nikt nie zastanowił się nad stanowczą rezygnacją Tadeusza Mazowieckiego z roli komisarza europejskiego ("W Bośni ważą się losy międzynarodowego porządku i podstawowych zasad, na których ufundowano cywilizację. Nie jestem przekonany, że punkt zwrotny, na jaki liczyliśmy, nadejdzie, dlatego nie mogę dłużej uczestniczyć w pozornej tylko misji ochrony praw człowieka" – pisał 27 lipca 1995 r. w liście do Organizacji Narodów Zjednoczonych). Późniejsze decyzje dotyczące Iraku i Afganistanu (wraz z bazą tortur na terenie Polski) – dopełniły szkód politycznych i wizerunkowych;
5.       Słabnąca pozycja Polski w regionie Europy Środkowej. Polska nie wykorzystała ani swojej wiodącej początkowo roli w rozmontowaniu „obozu socjalistycznego”, ani możliwości, jakie dała CEFTA czy Grupa Wyszehradzka, a poczynania polskiej dyplomacji w sprawie Ukrainy zniecierpliwiły wszystkich do tego stopnia, że dla NATO liderem regionalnym stała się Estonia i Rumunia, a regionalne sprawy gospodarczo-polityczne pozostają w rozsypce, nie licząc „trójkąta sławkowskiego”. Obecne rozwiązania personalne na szczytach polskiego Państwa nie służą odrodzeniu się pozycji Polski w regionie;

Możnaby pewnie tę listę wydłużać, ale jakże ponętny wydaje się przykładowy program składający się z następujących haseł: (1) wyrównać sprawiedliwe relacje między wkładem pracy a dochodami, (2) wyprowadzić Państwo na prostą finansową i uczynić służebnym wobec Kraju i Ludności, (3) odwrócić proces kulturowej degradacji społeczeństwa, (4) natychmiast zaprzestać zbrojeń uczestnictwa w cudzych misjach wojskowych, (5) postawić na integrację środkowo-europejską, zwłaszcza wobec kryzysu Rosji i Europy.
Takie hasła – przełożone na konkretne działania – są ogromnie „pracochłonne”, ale wydają się niezbędne. Tyle, że siły polityczne, które na skutek czterech wcześniej omówionych okoliczności SA w Polsce najbardziej żywotne – wcale tak nie myślą: Platforma nadal chce kolonizować Polskę i zamykać Państwo w „twierdzy dla swojaków”, PiS trwa w projekcie „jagiellońskim”, Kukiz unika wszelkiego myślenia programowego, lewica bawi się w rozwiązania „kulturowe”, Prezydent stawia na resorty siłowe.

Zadaniem zaś Ludności jest nadal nic z tego wszystkiego nie rozumieć.
Zatem jestem utopistą. I niech tak zostanie.

Jan Herman

 

Wydanie bieżące

Recenzje

W roku 2018 ukazała się książka dra Kai-Fu Lee – AI Superpowers, China, Silicon Valley, and the New World Order. Jej polskie tłumaczenie ukazało się w roku 2019 pt. Inteligencja sztuczna, rewolucja prawdziwa. Chiny i USA i przyszłość świata.

Więcej …
 

Opublikowana przez Wydawnictwo Ruthenus z Krosna książka J. Ewy Leśniewskiej „Jan Gotlieb Bloch (1836 – 1902) i dzieje rodu” jest dziełem imponującym i stanowi najbardziej – jak dotąd – wyczerpującą biografię jednego z największych kapitalistów XIX stulecia, pacyfisty i filantropa, wsławionego w świecie głównie przez 6-tomowe opracowanie „Przyszła wojna pod względem technicznym, ekonomicznym i politycznym”, nazywane „biblią pacyfizmu” – pierwszego Polaka, który został zgłoszony do Pokojowej Nagrody Nobla.

Więcej …
 

W 2018 roku ukazała się wizjonerska książka Jamie Bartlett’a „Ludzie przeciw technologii. Jak Internet zabija demokrację”. Jest ona analizą relacji człowieka ze światem cyfrowym, w który dopiero wchodzimy. Szczególnie wiele miejsca autor poświęca ewolucji liberalnego modelu demokracji w starciu z nowymi technologiami, ich przemożnym wpływem na człowieka i budowane od wieków struktury państwa demokratycznego.

Więcej …
 

 

 
 
 
 
 

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 35 gości 

Statystyka

Odsłon : 5115440

Temat dnia

Amerykańskie wojska w Polsce: haniebna umowa

Jeżeli ktokolwiek miał wątpliwości co do lokajskiego statusu Polski wobec Stanów Zjednoczonych, to po przeczytaniu warunków stacjonowania amerykańskich żołnierzy w naszym kraju, powinien je ostatecznie stracić.
Po i tak już dostatecznie kompromitujących negocjacjach, przypominających raczej pokorne błagania o stacjonowanie na polskiej ziemi obcych, amerykańskich wojsk, przyszedł czas na sfinalizowanie tej sprawy. Portal Onet dostarczył szczegóły umowy wojskowej z USA, dotyczącej statusu wojsk stacjonujących w Polsce.

Więcej …

Na lewicy

Delegacja Polskiej Partii Socjalistycznej w dniu 31 lipca 2020 roku złożyła kwiaty przed pomnikiem zgrupowania „Żywiciel” oraz przy tablicy pamiątkowej na „Kotłowni WSM” pamięci poległym w pierwszym boju Powstania, powstańcom z Batalionu OW PPS im. gen. J. Dąbrowskiego.

Więcej …
 

W dniu 25 lipca 2020 roku na sosnowieckim cmentarzu spotkali się ludzie pamiętający o 19 rocznicy śmierci polskiego przywódcy okresu Polski Ludowej - Edwarda Gierka.

Więcej …
 

Stefan Aleksander Okrzeja członek organizacji Bojowej PPS, bohater walki o niepodległość Polski i przemiany społeczne został przypomniany i uczczony przez przedstawicieli Rady Naczelnej PPS w dniu 21 lipca 2020 roku.

Więcej …
 

W dniu 13 lipca 2020 roku tuż przed godziną 20. Państwowa Komisja Wyborcza przekazała wyniki głosowania w II turze wyborów prezydenckich na podstawie danych ze wszystkich obwodowych komisji wyborczych. Jak poinformował przewodniczący PKW, Andrzej Duda w II turze wyborów uzyskał 51,03 proc. głosów - zagłosowało na niego 10 440 648 osób. Z kolei Rafał Trzaskowski osiągnął wynik 48,97 proc. - zagłosowało na niego 10 018 263 osób.

 

Prezydium Rady Naczelnej PPS przyjęło w dniu 6 lipca 2020 roku uchwałę w sprawie II tury wyborów prezydenckich.

Więcej …
 

PKW podała w dniu 30 czerwca 2020 roku ostateczne wyniki I tury wyborów prezydenckich, które odbyły się 28 czerwca.

Więcej …
 

Wg portalu Polskiej Partii Socjalistycznej, w dniu 26 czerwca 2020 roku na zaproszenie koła Śródmieście PPS  w warszawskiej siedzibie partii, odbyło się spotkanie promocyjne nowego numeru "Przeglądu Socjalistycznego".

Więcej …
 

Sąd Najwyższy w dniu 12 czerwca 2020 roku postanowił uchylić decyzję PKW w sprawie odrzucenia wniosku Komitetu Wyborczego Waldemara Witkowskiego o wpisanie na listę kandydatów w wyborach na urząd Prezydenta RP.
Tym samym Państwowa Komisja Wyborcza zobowiązana została do wpisania na listę kandydatów w wyborach prezydenckich, które odbędą się w dniu 28 czerwca 2020 roku kandydata Waldemara Witkowskiego. Inne skargi na decyzje PKW zostały odrzucone.

Więcej …
 

Rada Naczelna Polskiej Partii Ssocjalistycznej zebrała się na posiedzeniu poświęconym omówieniu stanowiska partii w sprawie wyborów na urząd Prezydenta RP oraz bieżących zagadnień dotyczących działalności organizacji.

Więcej …
 

Wg informacji rzecznika PPS w dniu 30 czerwca 2020 roku Organizacja Młodzieżowa PPS, „Czerwona Młodzież” uczestniczyła w demonstracji ruchów lewicowych przed Sejmem RP, zorganizowanej przez ZSP Związek Wielobranżowy Warszawa, Komitet Obrony Praw Lokatorów i Federację Anarchistyczną, Wrocław.

Więcej …
 

Rada Naczelna PPS opublikowała w dniu 11 maja 2020 roku stanowisko dotyczące nieodbycia wyborów prezydenckich.

Więcej …
 

W piątek 8 maja2020 roku, w Dniu Zwycięstwa, delegacje Polskiej Partii Socjalistycznej, Stowarzyszenia Porozumienie Socjalistów oraz delegacja Sojuszu Lewicy Demokratycznej złożyły w Piotrkowie Trybunalskim wieńce pod Pomnikiem Wdzięczności za Polskę i Lud (1939-1945 ) oraz na Cmentarzu Żołnierzy Radzieckich.
Delegacje Lewicy Piotrkowskiej oddały tym aktem hołd wszystkim wyzwolicielom państw Europy spod jarzma niewoli okupanta faszystowskiego.
Cześć i Chwała Bohaterom !