Krótki apel do członków i sympatyków lewicy

Chyba na miejscu będzie zwrócenie się do Was słowem „Towarzysze”. Nie chodzi tu o tanie i śmieszne nawiązywanie do „protokołu”, który tu i ówdzie każe zwracać się do siebie „pan-pani” albo „koleżanka-kolega”, tylko o podkreślenie, że łączy nas zarówno idea, ale i braterstwo. Zdolność do empatii, samopomocy, wzajemnictwa, dobrosąsiedztwa. Samodzielne i kolektywne-podmiotowe. Bez oglądania się na to, co zrobią ONI, czyli władze, właściciele, gracze, politycy.


NAS łączy? Tak: ludzi dotkniętych systemem-ustrojem niesprawiedliwym i nieludzkim. W którym normą stają się tak elementarne wykluczenia jak bezrobocie (na tyle poważne, że związane wielomilionową emigracją zarobkową), bezdomność (na tyle poważna, że związana z niemałą rzeszą ludzi bez własnego kąta, w którym mogliby odkładać dorobek życiowy), analfabetyzm (na tyle poważny, że nie w większości umiemy dotrwać do trzeciego akapitu dowolnego tekstu, nie potrafimy też poradzić sobie z najprostszymi działaniami arytmetycznymi), zbydlęcenie (na tyle dolegliwe, że „uświęconym zwyczajem” staje się walka wszystkich ze wszystkimi o wszystko, bo wszelkie, nawet elementarne dobra stały się dla większości „dobrami rzadkimi”), itd., itp.
Stajemy się – proletariat – zbiorowym muzeum ofiar Transformacji, w którym zamknięto setki tysięcy, a dalej miliony „dziwolągów”, domagających się praw niby oczywistych, ale starannie przykrytych procedurami, wtajemniczeniami, certyfikatami, dopuszczeniami – tak żeby tylko „swoi” mieli do nich rzeczywisty dostęp. Pozostali – to „masy, ciemny lud, motłoch, darmozjady, patologia”.
Ja się na role muzealnego eksponatu – akurat nie godzę. Nie Godze się na zagładę proletariatu, i na nazywanie go łże-słowami, równie nowoczesnymi, jak okropnymi w wymowie społecznej.
Pośród zaklęć na temat coraz bardziej kolorowych i pachnących witryn sklepowych, gadgetów „dostępnych dla każdego”, wskaźników, indeksów, parametrów, tabel, słupków, wykresów dowodzących „niebywałego postępu” – coraz więcej jest takich (i liczymy ich w setkach tysięcy, a nawet w milionach) – którzy bezpowrotnie utracili zdolność do samodzielnego radzenia sobie z rzeczywistością, z codziennością, a główna przeszkoda w tym – jest zaprowadzony i utrwalany w Polsce system-ustrój.
Fenomen pogłębiających się i poszerzających wykluczeń narasta, ale został „zagospodarowany” przez wsobne, zamknięte, hermetyczne multi-środowisko powiązanych ze sobą „wydziałów urzędowych, funduszy do walki z wykluczeniami oraz zblatowanych organizacji pozarządowych”: to szczególne „combo” uczyniło z „walki z wykluczeniami” osobliwą branżę, uzbrojona w procedury i algorytmy zabijające wszelka racjonalność, przerzucającą z kupki na kupkę miliardowe środki publiczne – bez widocznego efektu (patrz: rzeczywiste bezrobocie, rzeczywista bezdomność, rzeczywisty analfabetyzm, rzeczywiste zbydlęcenie, itd.). I to wszystko w dobie mega-globalnych projektów ekonomicznych! W dobie wspaniałości cywilizacyjnych!
Odnosi się wrażenie, że część Ludzkości (w tym Polaków) została skazana na odczłowieczenie, na trzeciorzedną rolę w „łańcuchu przetrwania”: jednym słowem – skazana na pożarcie, na stos ofiarny użyźniający swoimi popiołami sukces „tej lepszej części” Ludzkości. Z niedoli społecznej rozlewającej się szeroko po Ludności – nie wolno czynić „sposobu na stabilne i dostatnie życie” kilkunastotysięcznej „elity pomagaczy”, pośród której osoby i organizacje rzeczywiście poświęcające się dla pokrzywdzonych i nieprzystosowanych – stanowią chwalebne wyjątki.

*             *             *

Zadziwiające jest – a może tylko charakterystyczne – że w naszej przestrzeni społecznej, tak ewidentnie dotkniętej wykluczeniami i wyzyskiem przez wewnętrznych graczy oraz „zagranicę”, lewica jest politycznie w odwrocie.
Na ten odwrót składa się kilka kuriozalnych procesów, nie dających się objaśnić „przypadkowością):
-   Rejterada czołowego aktywu lewicy do ugrupowań wrogich proletariatowi, ale dających większe szanse na osobiste i grupowe kariery: dla mnie symbolem tej rejterady jest Dariusz Rosati czy Leszek Balcerowicz albo Marcin Święcicki, ale dotyczy to dziesiątków aktywistów, ostatnio Barbary Nowackiej czy – grupowo – SLD;
-    „Tonowanie” języka politycznego, kastrowanie go ze sformułowań „radykalnych”, nie-salonowych, powodowane owczą ucieczką spod topora „anatemy”, jaką na „komunistów” rzucają zgodnie ugrupowania reprezentujące „kapitał” i „hierarchię”, z wyrachowaniem mylące ustrój demokratyczny i opiekuńczy ze stalinizmem i podobnymi wynaturzeniami;
-    Na fali owej ucieczki spod anatemy – powstawanie ugrupowań „poprawnych politycznie”, sięgających po rozmaite egzaltacje, po wrażliwość udawaną, po wzruszenia ludzką niedolą – bez nazywania po imieniu spraw ustrojowo-systemowych (Wiosna, Razem): obliczone są one na udział w podziale łupów wyborczych i ignorują rzeczywiste  powody wykluczeń;
-    Szczególnie paskudne, podłe i plugawe są w działaniu rozmaite inicjatywy polityczne przywołujące na swoje sztandary „lewicowość” – które zamiast na wadliwych procesach ustrojowych skupiają się na kolorowych gadgetach, na problemach ważnych, ale celowo nie trafiających w sedno polskich patologii społecznych, systemowych;
-    Przechwytywanie przez ugrupowania wrogie polskiemu proletariatowi polityki opiekuńczej (z jednej strony „plusy socjalne”, z drugiej strony „fundusze pomocowe”) – i zamykanie jej w tych ograniczonych ramach opiekuńczości, byle nie dotknąć sedna, a zarazem spacyfikować autentyczne projekty demokratyczne;
-    Postępująca DEMUTUALIZACJA inicjatyw obywatelskich, samorządnych, spółdzielczych, lokalnych, wspólnotowych: cokolwiek odpowiada społecznemu zapotrzebowaniu – natychmiast podporządkowywane jest (ekonomicznie i administracyjnie) interesom marketingowym kapitału, hierarchii i aparatu administracyjnego;
-    Niesnaski podszyte ambicjami samozwańczych „monopolistów” sprawy lewicowej: nawet ludzie mogący się wykazać rzeczywistymi działaniami na rzecz upośledzonych ekonomicznie i ustrojowo – zaciekle walczą z „konkurencją”, co ostatecznie zniechęca pozostałych do działania i czyni ofiary ustroju – bezbronnymi;

Najważniejszym efektem tych procesów jest taki stan-kondycja społeczeństwa, w którym trwałe miejsce znalazły dla siebie „fenomeny”, wzajemnie splecione, nazywane poniżej językiem hiszpańskim:
-    Huerfanos (osieroceni, ofiary opresyjnego losu);
-    Inocentes (niewiniątka, ciamajdy, niedoinformowani);
-    Desdentados (bezzębni, bezsilni, gryzący samych siebie);
-    Excluidos (trwale wykluczeni, beznadziejnie pogrążeni);
-    Indignados (oburzeni, tłumni, zdolni tylko do awantury);

Upomniano się o nich w Polsce kilkakrotnie, w różnych fazach zaawansowania Transformacji: najmocniejsza pieczęć na polskiej wyobraźni odcisnęły „tymińszczyzna”, „lepperiada” i „kukizonada”. Za każdym razem zjednoczone siły kapitału, hierarchii i aparatu państwowego „poradziły” sobie z tym zagrożeniem, za każdym też razem w sposób niegodny, na pewno daleki od demokratyzmu.
Co ważniejsze: za każdym razem Lewica dystansowała się od tych spazmów, chyba głównie z powodu takiego, że to nie ona je „wymyśliła”. Oczywiście, nosiły one na sobie znaki ucieczki przed wspomniana „anatemą wobec >komunistów<”, ale nie dyskwalifikowało to ich (i społecznego dla nich wsparcia) jako esencjalnie lewicowego.
Kuriozum najważniejsze dziś, najbardziej aktualne – polega na tym, że słowo „lewicowość” kojarzy się w Polsce albo z marginalnymi inicjatywami typu tęczowego, zielonego, różowego, kombatanckiego – albo z ugrupowaniem pod obecną nazwa SLD, mającym w dorobku długą listę działań antyproletariackich, wspierającym od początku ten najbardziej antyspołeczny odcień Transformacji.
Nie skutkują nawet oczywiste „zdrady sprawy proletariackiej”, w postaci „zagrywek paprotkowych” czy – aktualne jak gorący kartofel – taktyczne, doraźne (i zarazem wizerunkowo zgubne i prawie na pewno politycznie nieefektywne) wejście SLD do ścisłej antyrządowej koalicji Nowo-Nomenklatury, co można przyrównać wyłącznie do zachowania przysłowiowych lemingów, wedle legendy tłumnie podążających ku przepaści, nie umiejących powstrzymać „instynktu samobójczego” nawet w obliczu ewidentnego dramatu politycznego.

*             *             *

Specjalnych słów wymaga tu człowiek, który w ostatnim trzydziestoleciu najmocniej zaznaczył się w obszarze polskiej lewicowości: to Piotr Ikonowicz. Wychował się w pośród najlepszych szans na edukację socjalistyczną, jest nosicielem niezłomności, która idealnie pasowała do „pierwszej” Solidarności, zanim ją zdominowała „ikona w klapie”, był w zacnym gronie „odnowicieli” Polskiej Partii Socjalistycznej, „praktykuje” od lat w obszarze walki z wyzyskiem i nieludzkim prawem dłużniczym czy eksmisyjnym. Organizuje wciąż nowe inicjatywy antykapitalistyczne, ćwiczące opór przeciw wyzyskowi i wykluczeniom. Jest ikoną walki w sytuacjach beznadziejnych, nieustającą inspiracją dla „nowego narybku” – który po jakimś czasie zawsze wspomina ten swój entuzjazm i cały „ikonowiczowski” epizod ze zgorzknieniem.
Wszystko to bowiem – dzieje się w klimacie „wycinania” konkurentów do osobliwej chwały „antysystemowca” – okrasza fatalną dla swoich inicjatyw (i dla ich ewentualnych „beneficjentów” ratowanych z otchłani) niezbornością organizacyjną, wiecznym „niedoczasem” politycznym, ośmieszającym ostatecznie ideę lewicowości (jak inaczej określić ideę lewicową uzyskującą poparcie liczone w promillach, i to w „społeczeństwie wykluczonych” potrzebującym – jak kania dżdżu – reprezentacji politycznej?). Stał się – zapewne przez swoje chorobliwe ambicje typu „owsiankowego” – maskotką mediów wrogich proletariatowi i nosicielem proletariackiej (powtórzmy” śmieszności.
Ma to niewątpliwy związek z tym, że – jako Przewodniczący PPS – doprowadził te partię do ruiny budżetowej, kadrowej i politycznej. Podobny los spotkał partię Nowa Lewica i – nieuchronnie – czeka Ruch Sprawiedliwości Społecznej. Wszystko to są inicjatywy „dowodzone” przez Piotra Ikonowicza, które przy odrobinie normalności powinny go wynieść na wyżyny europejskiej lewicy. Niestety – nic w fenomenie Piotra Ikonowicza nie jest normalne, a on zdaje się tym mało przejmować.Kilku jego byłych akolitów – z powodzeniem działa w przestrzeni „oznakowanej” niegdyś przez Piotra. Tyle że mają uraz do niego – i do jego apodyktyczności-autorytaryzmu.
Warto wspomnieć jeszcze o takich porażkach z udziałem Piotra Ikonowicza, jak Unia Lewicy, idea Minimalnego Dochodu Gwarantowanego, nieudany (a właściwie poniechany) sojusz (poprzez Daniela Podrzyckiego) z Sierpniem’80. Piotr był nieobecny w najważniejszym „samorządzie inicjatyw lewicowych” okresu Transformacji, czyli KPiORP. Czy jest jakieś inne wytłumaczenie, niż to sięgające po głębię jego fatalnej osobowości? Czy polskiej lewicy rzeczywiście nie było stać na to, by działalność Piotra „upilnować” w ryzach normalności? Czy w otoczeniu Piotra – mimo wszystko – jest ktoś, kto go w tych wszystkich zasługujących na pomnik staraniach – godnie zastąpi? Czy on sam odejdzie kiedyś jako człowiek-porażka, czy jednak jako „ikona”? czy podłości i paskudztwa, których niemało

po sobie Piotr pozostawia, również w kontaktach z „bronionymi” ofiarami Transformacji – nie są dobrym powodem do zastanowienia?

*             *             *

Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na martwy zapis konstytucyjny, w postaci artykułu 20 Konstytucji (wskazującego na „społeczną gospodarkę rynkową”). Mimo, że taka formuła ustrojowa była i jest jedynie ukłonem gospodarki opartej na własnościowych tytułach do dochodu (kapitale) w stronę wykluczonych, nie radzących sobie w kapitalistyczno-biurokratycznej rzeczywistości – to i tak żaden rząd nie zabrał się za wdrażanie tego łże-lewicowego projektu (co na to Trybunał Stanu, skoro Premierzy i Rządy nie wykonują zapisów konstytucyjnych?), choć SGR jest bardzo konkretnym doświadczeniem ustrojowym, realizowanym w rozmaitych postaciach przez wiele krajów.
Podobnie „podchodzi pod Trybunał” konsekwentne odżegnywanie się rządów „transformacyjnych” od wprowadzenia Minimalnego Dochodu Gwarantowanego, obsobaczanego na równi z SGR jako „wynalazek komunistyczny”, przez co marnuje się olbrzymi zasób elementarnej żywotności ekonomicznej i wielki potencjał demokratyczny: znów mowa jest o naruszeniu – tym razem licznych – wskazań konstytucyjnych, a wszystko pod pozorem odrzucenia „komunistycznej dobroczynności”. Samo formułowanie problemu w taki sposób świadczy o klasowym, antyproletariackim nastawieniu krytyków.

*             *             *

Wydawało się, że jedyną ostoją polskiej lewicowości jest Polska Partia Socjalistyczna. Westalka idei socjalistycznych, ofiara represji ze strony sanacji i ze strony stalinowców, głównie rodzimych. To najstarsza polska partia lewicowa, jedna z najstarszych w Europie. Wraz z równie dawną partią ludową jest nosicielem etosu troski i zarazem mobilizacji „dołów społecznych”, a w okresie międzywojennym obie partie praktykowały dziesiątki bliźniaczych i przenikających się inicjatyw, każda z tych inicjatyw w setkach odsłon regionalnych, środowiskowych, trudnych do rozróżnienia dla niezorientowanych, na przykład:

-    Spójnie mieszkaniowe;
-    Ubezpieczenia wzajemne;
-    Kasy chorych;
-    Mikropożyczki-chwilówki;
-    Ochotnicze straże pożarne;
-    Składkowe inwestycje (melioracja, wodociągi);
-    Kooperatywy spożywcze i zaopatrzeniowe;
-    Spółdzielnie pracy;
-    Uniwersytety Ludowe i Robotnicze;
-    Zbiórki solidarnościowe na rodziny uwięzionych działaczy;
-    Świetlice ludowe i robotnicze;
-    „Bibuła” (liczne pisma ulotne, niezbyt legalne);
-    Szkoły, przedszkola, żłobki, placówki pomocy medycznej;
-    Skauting;
-    Związki zawodowe;
-    Kluby sportowe;
-    Grupy dyskusyjne-samokształceniowe;
-    Interwencje doraźne (powodzie, pożary, klęski podobne);

Powtórzmy: każda z takich inicjatyw powielana była w setkach miast, wsi, powiatów, środowisk lokalnych, a to oznaczało ważący politycznie ruch socjalistyczno-ludowy. Patriotyczny i zarazem wyczulony na niesprawiedliwość społeczną, na wyzysk, ucisk, uciemiężenie.
Wiele z tych inicjatyw – najczęściej bez ideowej czy politycznej wrogości – wpisywało się w takie rozwiązania „sieciowe” jak Polski Czerwony Krzyż, Towarzystwo Przyjaciół Dzieci, organizacje kobiece (np. gospodyń domowych, sufrażystek), ochronki, Caritas, itp.Naprawdę, życie świata robotniczego i ludowego było wtedy naznaczone odpowiedzialnością i zaradnością obywatelską, dziś – „nie wiedzieć czemu” – wygasającą.Kiedy „nastała wojna kolejna” – ludowcy i ruch robotniczy wziął czynny udział w oporze, czym dały kolejne dowody na swój patriotyzm i wrażliwość na ucisk.
W okresie PRL, po przymusowym podporządkowaniu ruchu robotniczego i ruchu ludowego wizjom para-komunistycznym – wiele z tych inicjatyw upadło (zlikwidowano), ale też pojawiły się nowe, np. kasy zapomogowo-pożyczkowe czy ogródki jordanowskie (kontynuacja dawnej tradycji), kolonie letnie, akcje „szklanka mleka”, dotowane bary mleczne, itd., itp.
Obecnie Polska Partia Socjalistyczna nijak nie współpracuje z partią ludową (ani PSL, ani niegdyś Samoobrona), a kiedy w jej łonie wspomina się o powrocie do formuł wzajemniczych, spółdzielczych, samopomocowych, dobrosąsiedzkich, kooperatywnych – napotyka się na utyskiwanie, jeśli nie na pogardliwe „wyciszenie” tematów. Nie dziwota, że PPS wygasa kadrowo, a jej chwalebne tradycje są łakomym kąskiem dla konkurentów, nie mających nic takiego w dorobku, w tym dla śmiertelnego wroga, spadkobiercy „zjednoczeniowej” PZPR.

*             *             *

Przeskoczmy nieco wydarzenia historyczne.
Przez ostatnie cztery kadencje partią dowodził człowiek, który w co drugim oświadczeniu podkreślał, że „nie wyznaje się na polityce”. Nie wiadomo czemu – członkowie partii nie brali tego poważnie.Jego silnym atutem politycznym była przez te cztery kadencje niegdysiejsza osobista znajomość z legendą polskiego socjalizmu, Janem Mulakiem. Podczas 43 Kongresu PPS, w ubiegłą sobotę, ostatecznie zrezygnował z czynnej aktywności w kierownictwie (władzach) PPS,

okraszając to tytułem Honorowego Przewodniczącego. Głosowałem „za”, bo nie jestem mściwą świnią.
Pośród niewątpliwych „sukcesów” tego Towarzysza Polska Partia Socjalistyczna skurczyła się do rozmiarów członkowskich, o których wstyd wspominać, jej główna siedziba jest użyczona przez SLD, kilka struktur terenowych (ale i warszawska) zostało albo zlikwidowanych, albo miały trudności z wypełnieniem statutowych wymagań wyłaniania kandydatów na Kongres. Wydawnictwa markowane imieniem PPS (lub przypisywane PPS-owi) – są inicjatywami prywatnymi aktywistów. W Internecie PPS jest obecna, ale „sytuacja jest dynamiczna”.
Jakiś czas temu obecni twórcy Razem, czyli niegdysiejszy ruch Młodych Socjalistów (zrodzony „przy” Unii Pracy) – próbowali „wrogiego przejęcia” PPS (mówiłem: łakomy kąsek tradycji międzywojennych).Jednym słowem – partia się sypie, za co nie da się obwiniać wyłącznie wieloletniego Przewodniczącego, ale nie da się też uznać, że to tylko „naturalne procesy”. On był szefem. I swobodnie dobierał sobie doradców-współpracowników.

Można natomiast obwiniać „ustępujące władze” za następujące grzechy:
-    Rozgardiasz podczas Kongresu, począwszy od niewydolności technicznej (mikrofony), po celowy chaos wprowadzany przez nad-ambitne środowiska;
-    Uporczywe „uzależnianie” losów PPS od śmiertelnego wroga, SLD, który przewłaszcza narrację PPS (nie przekuwając jej w działania) i liderowanie na lewicy;

W swoim sprawozdaniu z działalności Przewodniczący wskazał na to, że „różne ugrupowania” ubiegają się o nas dla celów koalicyjnych”. Naiwność czy jawna ściema? Którzy aktywiści dostają propozycje od „różnych ugrupowań”, aby uczestniczyć w realnych „rozdaniach” kadrowych i programowych? Najważniejsi „koalicjo-oferenci” – to wciąż SLD i Razem. Oba cuchnące z daleka i własną porażką, i „sprawdzoną w boju” wrogością wobec PPS.
Grzech ten uwypuklę uwagą następującą: Przewodniczący dostawał jasne, nie-zakamuflowane sygnały, by „zostawić w cholerę” te SLD-owską modliszkę, bo efekt takiej „współpracy” jest nie tylko zerowy, ale wręcz ujemny: PPS samo-obarcza się nie swoją porażką (zresztą, żenującą), a jego „imię” zanika w świadomości „elektoratu”.Za swój osobisty sukces Przewodniczący uznaje zarówno uczestnictwo w prezydenckim zespole omawiającym polityczne aspekty 100-

lecia Niepodległości, jak też ostateczne postawienie pomnika Ignacego Daszyńskiego niedaleko pomnika Romana Dmowskiego, też „ojca-założyciela” odrodzonej Rzeczpospolitej. Rzecz w tym, że tylko czekać, aż pomnik zostanie ukraszony „ryngrafem” sławiącym głównego sponsora, Włodzimierza Czarzastego. Trzeba go naprawdę nie znać, by wierzyć, że bezinteresownie wyłożył niemałą kasę na tak ważny dla polskiej przestrzeni publicznej pomnik. Mimo to – jak na razie chwała mu. Czekajmy, co dalej.
Zresztą, uroczystość erekcji-odsłonięcia pomnika – to podręcznikowy wzorzec marginalizacji PPS przez SLD. To nie jest pomnik (jak na razie) działacza PPS – tylko „zakup” tytułu do chwały kogoś, kto raczej ani PPS, ani jego tradycji nie szanuje. Zrobił coś dla kontynuowania tej tradycji? Partia PPS jest dziś w dużo większym rozkroku niż przed Kongresem. Celowo wywołany chaos organizacyjny posłużył „anty-warszawskiej” selekcji we władzach. Centrum życia partyjnego najprawdopodobniej przeniesie się w „teren”, i to ku środowiskom, których jakoś nie widać zbyt wyraźnie w – choćby internetowych – oświadczeniach politycznych, tym bardziej ideowych.
Mam w tej sprawie lekki „niedowład informacyjny”: zniesmaczony celowym zamieszaniem dezorganizującym Kongres, widząc że szykuje się „niedobra zmiana” (kto zresztą wie, czy niedobra, ale na pewno osiągnięta w niedobrym stylu) – złożyłem swój mandat delegata i opuściłem obrady.
Czas wracać do Poronina, czy jakoś tak.

*             *             *

Skoro tytuł powyższy sygnalizuje, że będzie apel do członków i sympatyków – to go krótko wygłaszam:

>>Powodem, dla którego zrodził się ruch robotniczy, socjalistyczny – była dziejowa niesprawiedliwość, wyzysk, wykluczenia (tak dziś nazywamy nędzę), konieczność uratowania obywatelskiej podmiotowości proletariatu, poprzez działania polityczne (samorządność) i ekonomiczne (spółdzielczość). Czyli drogą demokratyczną, z pominięciem „epanástasi”, czyli rebelii, buntu, rozpierduchy, rewolucji, zadymy, itp. (stanowczość – tak, ale nie wojna). Powód ten „spowszedniał” nam w okresie PRL, ale dziś odrodził się wulkanem niesprawiedliwości, ucisku, opresji wobec aktywu, postępującej nędzy, do tego dziedzicznej. W Polsce jest ostatni moment na to, by Proletariat i jego bezinteresowna reprezentacja upomniały się o demokrację i świat bez ucisku, o świat bez wyzysku. Wzruszanie ramionami na to, co powoli, konsekwentnie sprowadza Polskę i jej społeczeństwo do roli „karmy: dla kapitału, hierarchii i aparatu biurokratycznego – to zbrodnia eutanazji politycznej stosowanej na większości społeczeństwa<<

Liczę na to, że organizatorzy kongresowego zamętu są po tej samej stronie. A jeśli nie są – to tym bardziej nie ma na co czekać.

Jan Herman


Więcej: https://publications.webnode.com/news/krotki-apel-do-czlonkow-i-sympatykow-lewicy/?

 

 

Wydanie bieżące

Recenzje

Przez okres ostatnich dwóch lat, z różną intensywnością, na ogół jednak raz w tygodniu, publikowałem na łamach gazety Trybuna materiały publicystyczne, eseje i komentarze w ramach cyklu My Socjaliści. Obejmowały one szeroki wachlarz  problemów, choć założeniem moim było ukazanie otaczającej nas rzeczywistości społeczno-politycznej poprzez doświadczenia i wartości ideowe polskich socjalistów. Sytuacja ta była konsekwencją mojego zaangażowania w działalność w ruchu socjalistycznym, szczególnie w ramach PPS a także aktywną, prowadzoną od lat działalność dziennikarską i publicystyczną na łamach wielu pism i w Internecie.

Więcej …
 

Niewiele  jest w polskiej historii osób tak bardzo zasłużonych i zapomnianych jednocześnie. Jego życiorys to gotowy scenariusz na serial telewizyjny. Jan Józef Lipski, bohater biografii Łukasza Garbala, doczekał się w końcu kompletnej monografii.

Więcej …
 

W dzisiejszych czasach coraz trudniej o pasjonującą powieść poświęconą ludziom lewicy. Dosyć często pomija się ich wkład w kształtowanie polskiej państwowości czy w walkę o sprawiedliwość społeczną. Szablonowo traktuje się ich losy, wpisując w obowiązującą narrację.

Więcej …
 

 

 
 
 
 
 

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 15 gości 

Statystyka

Odsłon : 4866013

Więcej …
 

Więcej …
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Więcej …

Temat dnia

W poszukiwaniu męża stanu

Nie napawają optymizmem badania dotyczące wyłonienia liderów opozycji w Polsce. Aż 41,2 proc. Polaków przyznało, że nie są w stanie wskazać lidera opozycji. Z polityków, którzy pojawili się w zestawieniu, najwięcej głosów (12,1 proc.) zdobył prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz – to wynik sondażu SW Research dla portalu rp.pl. Chociaż zdecydowanie największą partią opozycyjną w Sejmie jest Platforma Obywatelska, Polacy nie docenili szefa tego ugrupowania.

Więcej …

Na lewicy

W dniu 9 listopada 2019 roku w warszawskiej siedzibie PPS odbyło się posiedzenie Prezydium Rady Naczelnej PPS poświęcone bieżącej sytuacji politycznej po wyborach do parlamentu oraz przygotowaniu do posiedzenia Rady Naczelnej PPS.

Więcej …
 

W dniu 8 listopada 2019 roku w Klubie Księgarza  w Warszawie odbyła się promocja nowej książki Andrzeja Ziemskiego „Rewolucja Konstytucyjna”, która ukazała się w październiku. Promocję organizowali: „Porozumienie Socjalistów” i Wydawnictwo „Kto jest Kim”.

Więcej …
 

W dniu 9 listopada 2019 roku jak podała PAP, obradowała w Warszawie Rada Krajowa SLD. Przyjęto postanowienia m.in. w sprawie organizacji Klubu Parlamentarnego Lewica.

Więcej …
 

W dniu 7 listopada 2019 roku w Warszawie z inicjatywy Porozumienia Socjalistów, przedstawiciele organizacji i partii lewicy złożyli kwiaty pod pomnikiem Ignacego Daszyńskiego z okazji 101 rocznicy powołania Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej, którego premierem został socjalista, przewodniczący PPS-D Galicji – Ignacy Daszyński.

Więcej …
 

W dniu 6 listopada 2019 roku w Lublinie odbyło się sympozjum naukowe „101 lat niepodległości Polski” z udziałem licznego grona naukowców, studentów i działaczy lewicy.

Więcej …
 

W dniu 30 października 2019 roku w Warszawie odbyło się posiedzenie Zarządu Porozumienia Socjalistów. Stowarzyszenie kontynuuje działalność Ruchu Społecznego „Praca-Pokój-Sprawiedliwość”, które zostało zarejestrowane wiosną 2004 roku.

Więcej …
 

W dniu 30 października 2019 roku w Warszawie odbyło się statutowe, comiesięczne zebranie Koła PPS Warszawa-Śródmieście. Tematem zebrania była wstępna ocena sytuacji politycznej po wyborach parlamentarnych.

Więcej …
 

Biuro Prasowe PPS opublikowało w dniu 16 października 2019 roku informację na temat udziału PPS w wyborach parlamentarnych 2019.

Więcej …
 

Państwowa Komisja Wyborcza podała w dniu 14 października 2019 roku oficjalne wyniki wyborów parlamentarnych 2019. W Sejmie Prawo i Sprawiedliwość zdobyło 235 mandatów (43,59 procent głosów); Koalicja Obywatelska - 134 mandaty (27,40 procent głosów); SLD - 49 mandatów (12,56 procent głosów);

Więcej …
 

W dniu 11 października 2019 roku w Warszawie Porozumienie Socjalistów zorganizowało konferencję naukową z okazji 70. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej oraz 70. rocznicy nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Chinami a Polską.
W części oficjalnej konferencji wystąpili: ambasador nadzwyczajny i pełnomocny ChRL w Polsce, JE Liu Guangyuan oraz poseł do Parlamentu Europejskiego, prof. Bogusław Liberadzki.

Więcej …
 

Jak podała PAP, w dniu 5 października 2019 roku odbyła się Konwencja Lewicy w Katowicach. Wziął w niej udział m.in. były prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Więcej …
 

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych ma nowego Przewodniczącego. W dniu 25 września 2019 roku głosami członków Rady OPZZ został nim Andrzej Radzikowski, który do tej pory pełnił funkcje Wiceprzewodniczącego OPZZ.

Więcej …