Chodzący obowiązek. Czysty i zniewalający

Email Drukuj PDF

Jan Herman

Będzie mowa o wolności. Nie tej pisanej Dużymi Literami, tylko tej przyrodzonej, która wywodzi się z naszej konstrukcji psycho-motorycznej oraz z tak zwanej wolnej woli, pozwalającej używać siebie samego i elementów otoczenia do realizacji zadań-celów postanowionych podmiotowo-suwerennie. Zdefiniuję sobie na roboczo Wolność jako świadomy i podświadomy stan zbywalnej podmiotowości, suwerenności, autonomii, niezależności we wszelkich sprawach życiowych, dający swobodę wyboru wedle wolnej woli w dowolnej sprawie ograniczoną wyłącznie barierami Natury.
Taka wolność cechuje wszelkie organizmy żywe. O tym, jak taka wolność jawi się i manifestuje w rzeczywistości – decyduje przemycone przeze mnie słówko „zbywalność”.
W marcu, zachwycony nowym konserwatorium, napisałem tekściątko odwołujące się do sumeryjskiego pojęcia „ama-ar-gi” . Będę „używał” zdań z tego tekściątka, aby coś potem pokazać, nowego i może zaskakującego.
Wolność – pisałem – to jest coś przyrodzonego wszelkiemu Życiu, jako „składowa” ludzkiej godności przede wszystkim. Człowiek-Europejczyk uczynił z niej wehikuł Obywatelstwa i podglebie ludzkiej godności, opakował ją w rozmaite pozłotka i poumieszczał w Konstytucjach. Oraz wystawia rachunki z pretensjami każdemu państwu spoza Europy, jeśli nie celebruje wolności po europejsku.
W tym sensie Wolność jest podstawą wszelkiej polityki, pojmowanej jako poszukiwanie najlepszego z możliwych miejsca w przestrzeni życiowej (społecznej) i najlepszej z dostępnych dróg.
Człowiek-Europejczyk uczynił z niej wehikuł Obywatelstwa i podglebie ludzkiej godności, opakował ją w rozmaite pazłotka i poumieszczał w Konstytucjach. Oraz wystawia rachunki z pretensjami każdemu państwu spoza Europy, jeśli nie celebruje wolności po europejsku.
Przy czym samo słowo-pojęcie nabrało wagi, cery, karnacji, kończyn, zapachu i smaku. Najprościej mówiąc, utożsamiane jest z możliwie najszerszą swobodą wyboru „przysługującą” każdemu pojedynczemu człowiekowi i jego wspólnotom, grupom, zbiorowościom, społecznościom. Wyboru moralnego, intelektualnego, światopoglądowego, wyboru zachowań doraźnych (czyli brak ograniczeń, jarzm, ucisku, przymusu) i wyboru kariery (czyli podmiotowego kierowania swoim losem). Swobody wypowiedzi. No, i związanego z wszelkim wyborem możliwie najpełniejszego poinformowania, mającego cechy rzetelności. Wszystko to okraszone bardzo przejrzystą zasadą, znaną medykom, „primum non nocere” (po pierwsze: nie szkodzić), co przekłada się na: realizuj wszelkie swoje aspekty wolności, ale uważaj, by realizując się samemu, nie deptać wolności podobnym sobie.

*             *             *

Jedyny znany mi (ale nie doświadczony przeze mnie) stan wolności dający się nazwać „zupełnym” – to stan znany w koncepcie buddyjskim jako „nirwana”[1], a w koncepcie chrześcijańskim jako „wniebowstąpienie”[2]. W obu przypadkach są to stany, w których obcuje się z „pełnym poinformowaniem” (nic już nie jest niedostępną tajemnicą), a jednocześnie z „pełną orientacją” (nic już nie jest niepojęte). Aż prosi się w tym miejscu o dwa słowa: „flash” oraz „khôra”.
Najgłębsze znaczenie słowa „flash” – to „chwilowa manifestacja”. Poeci i kapłani używają tego znaczenia na określenie ciała, doczesności. Człowiek jest taki, jakim go stworzyło Uniwersum czy Opatrzność, a przejawia się w postaci przemijającego osobnika, który rodzi się, żyje i umiera. Nie przestaje jednak „być”, a „wynik” tego właśnie doczesnego bycia – idzie do archiwum jako „miniony”.
Najgłębsze znaczenie słowa „khôra” – to „błogie spełnienie”. Kiedy już nic się nie stanie, bo wszystko się stało. Niezależnie od drogi, po której człowiek zmierzał, dokładając sobie doświadczeń (na każdej z dróg gromadzone doświadczenie jest inne) – po napełnieniu „sakwy życiowej” jednakowe jest „spełnienie”, którego treścią jest „koniec gromadzenia”, „oto zakrętka”, „zamykamy wieko”.
Nirwana-wniebowstąpienie – nie obciążone stanem „flash”, zanurzone w stanie „khôra” – wyraża pełnię wolności właśnie dlatego, że nie serwuje owej wolności w żadnym „naczyniu” nadającym jej kształt: prawdziwa wolność jest powiem bezkształtna, niczym nieograniczona, w pełni zsynchronizowana i synergiczna z innymi wolnościami, z których każda jest inna, a ich wzajemne spotkania nie są wyzwaniem ograniczającym, tylko stają się okazją do wzajemnego samonapędzania, wzajemnego konsumowania swoich inności, różności, pluralności. Kondycja ludzka w przestrzeni, którą chrześcijanie nazywają Niebem (Królestwem Celestialnym), dysponuje więc nieograniczoną swobodą samorozwoju, którego niezbywalnym elementem jest samopoznanie. To wszystko nie oznacza „zawieszenia khôry” , nie oznacza że w Niebie dalej „coś się staje” (wszak obcują ludzkie kondycje): tam tyglą się już „nie-flashowi” ludzie (świętych obcowanie) stanowiący „czyste” aspekty Uniwersum, Boskości, stanowiący esencję uniwersalnego samopoznania.

*             *             *

Helmuth Plessner, antropolog rozpostarty między filozofię, zoologię i socjologię, pozostawił po sobie między innymi trzy dzieła:

1. „Die Frage nach der Conditio humana” (1961), pol.: Pytanie o conditio humana. Wybór pism;
2. „Macht und menschliche Natur. Ein Versuch zur Anthropologie der geschichtlichen Weltansicht” (1931), pol.: Władza a natura ludzka, Warszawa 1994;
3. „Grenzen der Gemeinschaft. Eine Kritik des sozialen Radikalismus” (1924) – pol.: Granice wspólnoty. Krytyka radykalizmu społecznego, Warszawa 2007;

Porusza w nich – moim zdaniem lepiej niż inni – problem „wolności doczesnej” człowieka uspołecznionego, „skazanego” na życie w jakiejś konstelacji: w rodzinie, grupie, sąsiedztwie, wspólnocie, firmie, organizacji, społeczności, społeczeństwie. Czyni to jednak przede wszystkim w niewielkim eseju „Homo absconditus”, w którym wykłada (tak to rozumiem), iż człowiek – rozpoznawszy granicę między tym co „domowe-osobiste” i tym co jest „zewnętrzem- otoczeniem” – żyje zamaskowany w mimikrze: to co w nim prawdziwe, staje się z jego woli (odruchu) głęboko skryte, a to, co ujawnia „na ogóle” – wyraża się w chytrych przeciwieństwach tego co osobiste-domowe.

*             *             *

Na samym początku, powyżej, użyłem w definicji wolności słów „stan zbywalnej podmiotowości”. Uczepmy się teraz owej „zbywalności”. Jest oczywiste, że plessnerowski człowiek pozostający w doczesnej, ziemskiej, społecznej kondycji „Homo absconditus” (zamaskowanego „ja”) – wchodzi z otoczeniem, zwłaszcza z innymi ludźmi, w umowy: ja dotąd, ty zaś dotąd, jeśli naruszymy tę granicę, będzie wojna. Umowy te mają wartość skrajnie doraźną: tak naprawdę odzwierciedlają aktualne status quo, z chwili zawarcia umowy. A że wszystko jest w ruchu, panta rhei, zmieniają się okoliczności, relacje, status quo – dochodzi do wojen, bo wciąż naruszane są umowne granice. Tak rodzi się T. Hobbesa Lewiatan (Bellum omnium contra omnes, Hobbes 1651): wszyscy ze wszystkimi o wszystko. Gwarantem umów, wydłużającym ich doraźność, czyniącym je trwałymi, okazuje się przymus i przemoc, czyli Państwo.
Wtedy umowa, dla której doraźnie wyzbyłem się części swojej podmiotowości – jako niespodziewanie trwały element mojej rzeczywistości – zaczyna mnie uwierać, staje mi się obca, przeciwstawia się mojej woli, staje się przemożna wobec mnie, powoduje mną wbrew woli. Mówimy o alienacji: dobrowolna umowa, na mocy której zbywamy chwilowo swoją suwerenność, traci swoją chwilowość bez naszej woli, przez co przestaje być dobrowolna.
I to wtedy zaczynają mędrcy tworzyć rozmaite definicje wolności, by uratować to pojęcie dla świata, dla człowieka, dla jego systemu pojęciowego zwanego Językiem. By odnaleźć jego sens pośród powszechniejącego przymusu i przemocy.
Piewcy wolności zdają się nie zauważać dwóch ciężarów z nią związanych: ten, kto wolny, jest zarazem „koniecznie” obowiązkowy, odpowiedzialny, pilny, uczciwy, przykładny, rzetelny, solenny, solidny, sumienny, porządny, prawdziwy, wiarygodny w tym co głosi i czyni, zaś ten, kto funkcję publiczną pełniąc, stoi na straży cudzej wolności, ma wciąż przebywać u szczytów kompetencji, deontologii, charytoniki, utylitarności, służebności, wzorcowej przykładności, niezłomnej czujności.
Owa „ślepota” na powyższe nie jest przypadkiem: otóż – jeśli dzielimy się na władców i władanych – to władcy chętnie opowiadają władanym o „obywatelskich cnotach”, jakby wnosząc, że w nich, we władcach, są one przymiotem oczywistym, „z urzędu”, „z rzeczy samej”, że są oni „najlepszą próbą” wyselekcjonowaną z „pospólstwa” – z drugiej strony przerzucają na Obywateli to, co jest ich własnym, władców ciężarem, czyli owe kompetencje, deontologię, charytonikę, utylitarność, służebność, wzorcową przykładność, niezłomną czujność. Czymże jest bowiem, na przykład, doświadczająca szarego człowieka prawna zasada „nawet jeśli nie znałeś przepisu, a naruszyłeś, to odpowiadasz jakbyś znał na odwyrtkę”, skonfrontowana z przysługującym władcy immunitetem (nawet jeśli naruszyłeś, to z twoją odpowiedzialnością poczekamy do końca kadencji)? Nie mówimy zatem o abstrakcjach i inteligenckich egzaltacjach, tylko o konkretnych rozwiązaniach ustrojowych, zwalniających władców z wszystkiego co ludzkiej wolności dotyczy, a jednocześnie czyniących z władców jakichś nad-obywateli!
J.J. Rousseau, jako dojrzały autor, pisał: „Porozumienie społeczne sprowadza się do następujących pojęć. Oddając swoją osobę i wszystkie swoje prawa we władanie woli ogółu w rezultacie otrzymujemy jedno ciało (społeczne), którego każdy członek staje się nierozerwalną częścią”. Nie zawsze tak sądził.

*             *             *

Niepostrzeżenie ogarnia nas, wszechogarnia System-Ustrój. Jest to subtelna, ale w pełni alienująca pajęcznia, kumulująca w sobie wszelkie zawierane przez człowieka umowy, wraz z ich narastającą nie-dobrowolnością w miarę, jak są utrwalane. Rousseau krzyczał w jednej ze swoich pierwszych prac: „Usuńcie ten nieszczęsny postęp, zabierzcie nasze błędy i nałogi, zabierzcie wytwory cywilizacji, a wszystko będzie dobre” (praca konkursowa: Czy odnowienie sztuk i nauk przyczyniło się do odnowienia obyczajów?). System-Ustrój jest owocem umowy społecznej, tak egzaltowanie pożądanej przez Epikura, Platona (Obrona Sokratesa. Kriton), Francisco Suàreza (Tractatus de legibus ac Deo legislatore), Thomasa Hobbesa (De cive, Leviathan, De corpore, De homine), Johna Locke’a (Two Treatises of Government), Rousseau (Du contrat social), P.J. Proudhona (Du principe fédératif) – każdy z nich miał swoich kontynuatorów, naśladowców, krytyków.     
Pojawia się zagadnienie tzw. „question begging” dotyczące domniemanej umowy społecznej (poprzez pozostanie na terytorium kontrolowanym przez jakiś rząd, ludzie automatycznie wyrażają przyzwolenie na to by podlegać temu rządowi, co czyni go legalnym). Roderick Long, prakseolog nie znający prac Kotarbińskiego, a chyba też Espinasa czy Flinta (sic!), bardzo libertarianin i trochę anarchista, kpi współcześnie z takiego myślenia: „Uważam, że osoba, która wysuwa ten argument, z góry zakłada, że rząd ma legalną władzę nad tym terytorium i, że każdy, kto znajduje się na tym terytorium musi zgodzić się na obowiązujące zasady. Ale jednocześnie zakłada tą samą rzecz, którą próbuje udowodnić, a mianowicie, że taka władza nad terytorium jest legalna. Jeśli nie, wtedy rząd jest jedynie kolejną grupą ludzi żyjącą na tym ogólnym, szeroko pojętym obszarze geograficznym. Ale ja mam swoją własność i nie wiem, jakie dokładnie są ich postanowienia. Wiem, że jestem na swojej posiadłości, która do nich nie należy – przynajmniej nie dali mi żadnego argumentu, że do nich należy – i dlatego fakt, że żyję w „tym kraju” oznacza, że żyję w pewnym geograficznym regionie, co do którego oni mają pewne żądania – ale pytaniem pozostaje czy te żądania są uzasadnione. Nie można zakładać czegoś jako środek do udowodnienia tego”.
Nawet jeśli Roderick Long jest niedoukiem (ma czas, żyje jeszcze), to celna jest jego krytyka rozumienia umowy społecznej jako dorobku cywilizacyjnego współstanowiącego „obowiązujący kod” społeczny.
Cóż bowiem dziś oznacza OBYWATELSTWO, a właściwie COHABITACJA TERYTORIALNA?  (Uwaga: polska Pedia pod tym słowem zajmuje się rozmaitymi konkubinatami, robiąc z nas durniów):
- Obowiązek rejestrowy: melduj, płać, głosuj, pokornie znoś. Ten obowiązek wyraża się takimi elementami codzienności jak: składaj doroczny PIT, informuj o zmianach twojego status quo (zakupy, małżeństwo, wygrane, prokreacja, przeprowadzka), legitymizuj swoich władców uczestnicząc w wyborach i udzielając się społecznikowsko, akceptuj rzeczywistość, co najwyżej wedle procedur wnoś poprawki jako petent;
- Zakaz walki o poprawę systemu ustroju. To znaczy: wolno ci wygłaszać rozmaite filipiki i wskazywać nieprawidłowości (o ile nie naruszysz paragrafów o ochronie dobrego imienia urzędu czy osoby, o ile nie obrazisz jakichś „uczuć”), ale rozpatrywanie i sądzenie zostaw odpowiednim władzom, nawet jeśli one wmieszane są w to, co wskazujesz jako nieprawidłowość, patologię, złą wolę, sprzeniewierzenie;
- Zakaz walki o swoje. Najbardziej perfidny element cohabitacji terytorialnej: jeśli dzieje ci się krzywda, ktoś na ciebie nastaje (a zwłaszcza urząd, organ, służba), jeśli tworzone są bez twojego zdania okoliczności pogarszające twoje status quo (wywłaszczenie, zadłużenie, warunki życia, warunki zatrudnienia, zabezpieczenie na przyszłość) – masz zakaz interwencji;

Powyższe nie ma nic wspólnego ani z obywatelstwem, ani z samorządnością, ani z wolnością. Jest jawnym, bezczelnym – i w oczywisty sposób nielegalnym – bo dokonanym pod przymusem i przemocą – naruszeniem podmiotowości, suwerenności, autonomii, godności ludzkiej, dokonanym pod kulturowo-cywilizacyjnym (państwowym) patronatem.
Inaczej – jest to terror stosowany przez grupę interesów, która zawładnęła instytucjami społecznymi, Prawem, wnikając w Państwo – i z tych pozycji „pacyfikuje” Ludność i eksploatuje Kraj.
Co na to Konstytucja?

Jan Herman


Przypisy:


[1] Warto też zauważyć: Upekṣā (उपेक्षा, Sanskryt) lub Upekkhā (Pali), jest buddyjskim ujęciem zrównoważenia nazywanym też wielką równością, niewzruszonością lub doskonałą bezstronnością. Jest czwartą z Czterech Niezmierzoności (czterech szlachetnych stanów umysłu: Maitri, Karuna, Mudita, Upeksa). Tybetańskim odpowiednikiem jest określenie btang.sñoms. Jest to bezstronny i zrównoważony stan umysłu charakteryzujący się brakiem silnych przywiązań (pożądań i pragnień), uprzedzeń (awersji) i decyzyjnego paraliżu wynikającego z niewłaściwego przeżywania niewiedzy. Niewzruszoność można ogólnie określić jako pewność, która jest rezultatem doświadczania wewnętrznej równowagi. W stanie upekṣā osoba wciąż doświadcza i zauważa co się dzieje, posiada także możliwość świadomego i aktywnego działania (a nie zaledwie reaktywnego). Do zobrazowania tego stanu umysłu używa się często analogii, w której porównuje się umysły grupy ludzi do huraganu, a osobę znajdującą się w stanie upekṣā do jego epicentrum, gdzie trudno poczuć jakiekolwiek poruszenie powietrza. Ten stan umysłu jest także porównywalny do ciężkiej, metalowej kuli znajdującej się na doskonale równym podłożu. Ta kula jest pełna potencjału, a gdy już zacznie się toczyć to prawie niemożliwym jest jej zatrzymanie, gdyż żadne zewnętrzne siły nie mają wpływu na jej ruch;
[2] Warto zauważyć: Ataraksja (stgr. αταραξια – brak zamętu, niepokoju) – niewzruszoność, równowaga ducha, ideał spokoju wewnętrznego człowieka. Stan osiągany przez wyzbycie się nadmiernych pragnień oraz lęku przed śmiercią i cierpieniem, a znajdowanie radości duchowych, których źródłem jest cnota i rozum. Termin ten wprowadził Demokryt, a charakterystyczny jest dla filozofii cynizmu, stoicyzmu i sceptycyzmu. Zgodnie z nimi jest to stan doskonały, stanowiący warunek szczęścia, a niekiedy nawet z nim tożsamy. U sceptyków wynikał z wstrzymania się od wszelkich osądów (epoché, afazja);


Więcej: http://publications.webnode.com/news/chodz%c4%85cy-obowi%c4%85zek-czysty-i-zniewalaj%c4%85cy/#.U43i2M7uzEU.facebook

 

Wydanie bieżące

Recenzje

Jest lato, na stację wjeżdża pociąg. Otwierają się drzwi bydlęcych wagonów, bucha smród brudu, odchodów…

Więcej …
 

Mieczysław Niedziałkowski należał do wybitnych działaczy polskiego ruchu socjalistycznego w okresie od zarania II Rzeczypospolitej do początku okupacji hitlerowskiej. Urodził się w 1893 r. w Wilnie z wywodzącej się ze zubożałego ziemiaństwa rodzinie inteligenckiej.

Więcej …
 

 
 
centrum
 
 
 
 
 
 

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 76 gości 

Statystyka

Odsłon : 3831775

Więcej …
 

Więcej …
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Więcej …

Temat dnia

13 listopada 1904 – Plac Grzybowski

W kalendarzu socjalistów polskich jest wiele istotnych dat, które wymagają upamiętnienia i refleksji. To na pewno 11 listopada i odzyskanie niepodległości w 1918 roku, to także 14 grudnia 1948 roku i rozwiązanie PPS. Należy do nich też data 13 listopada 1904 roku, kiedy to na Placu Grzybowskim w Warszawie odbyła się olbrzymia demonstracja robotnicza zorganizowana przez PPS w proteście przeciwko mobilizacji ogłoszonej przez władze carskie w związku z wojną rosyjsko-japońską.

Więcej …

Na lewicy

Mamy już dla pomnika Ignacego Daszyńskiego decyzję lokalizacyjną Rady M.St. Warszawy – poinformowali liderzy SLD i PPS podczas wspólnej konferencji prasowej 5  listopada 2017 r. w Warszawie.

Więcej …
 

Członkowie Stowarzyszenia "Pokolenia" w województwie śląskim w dniu 21 października 2017 roku wydali oświadczenie związane z 60 rocznicą powstania Związku Młodzieży Socjalistycznej i Związku Młodzieży Wiejskiej.

Więcej …
 

21 października 2017 roku w Piotrkowie Trybunalskim odbyła się VI Ogólnopolska Konferencja Naukowa – Szkice z dziejów lewicy. Socjaliści w historii Piotrkowa Trybunalskiego. Konferencja wpisuje się w 125. rocznicę obchodów powstania w 1892 roku Polskiej Partii Socjalistycznej.

Więcej …
 

14 października 2017 roku Stowarzyszenie Wolnego Słowa przy wsparci Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonaowanych zorganizowało konferencję “Socjaliści z Solidarności”. Konferencję należy uznać za duży wkład w obchody 125-lecia Polskiej Partii Socjalistycznej.

Więcej …
 

W Warszawie w dniu 7 października 2017 roku odbyło się plenarne zebranie Sygnatariuszy Porozumienia Socjalistów z licznym udziałem przedstawicieli innych ugrupowań i organizacji lewicy. W oparciu o uchwałę Rady Krajowej Stowarzyszenia „Pokolenia”, prezes Marek Klimczak złożył podpis pod deklaracją przystąpienia do Porozumienia Socjalistów.

Więcej …
 

W dniu 30 września 2017 roku Komisja Historyczna Polskiej Partii Socjalistycznej zorganizowała Konferencję: „Plan Rapackiego i inne polskie inicjatywy pokojowe jako wyraz interesu narodowego”. Dyskutowano również o aktualnych problemach bezpieczeństwa europejskiego.

Więcej …
 

W dniu 23 września 2017 roku odbyło się posiedzenie Rady Naczelnej Polskiej Partii Socjalistycznej. Przedyskutowano aktualne problemy polityczne związane z sytuacją w kraju i na lewicy. Przyjęto stanowiska i uchwały w sprawach bieżących.

Więcej …
 

W dniu 16 września 2017 roku odbyła się Konferencja „Wielcy Socjaliści” i prezentacja książki o tym tytule, która ukazała się nakładem Wydawnictwa „Kto jest Kim”. Organizatorem konferencji była Komisja Historyczna Polskiej Partii Socjalistycznej.
Konferencja ta zainaugurowała obchody 125 lecia PPS, które przypadają w listopadzie  br.

Więcej …
 

Wg Rzeczpospolitej kandydaci SLD i ugrupowań partnerskich wystartują w wyborach do sejmików pod szyldem SLD Lewica Razem - poinformował w dniu 16 września 2017 roku przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty. Jak dodał, do startu zostali zobowiązani m.in. b. parlamentarzyści Sojuszu.

Więcej …
 

W dniu 13 września 2017 roku odbyło się posiedzenie Rady Dialogu i Porozumienia Lewicy poświęcone ocenie sytuacji w kraju i na lewicy oraz przygotowaniu i omówieniu planu działań w okresie sezonu politycznego 2017/2018.

Więcej …
 

W dniu 8 sierpnia 2017 roku odbyło się posiedzenie Okręgowego Komitetu Warszawskiego PPS. Przedyskutowani sytuację na lewicy, m.in. w Warszawie. Podjęto decyzję o kontynuowaniu spotkań warszawskich ugrupowań lewicy.

Więcej …
 

W dniu 29 lipca 2017 roku przypadła 16. rocznica śmierci Edwarda Gierka, byłego I sekretarza KC PZPR. Z tej okazji przy jego grobie w Sosnowcu-Zagórzu spotkali się przedstawiciele środowisk lewicowych i mieszkańcy Sosnowca.

Więcej …