Inna Rzeczpospolita jest możliwa!

„Ktoś powie może, że Rzeczpospolita to utopia. Tak jest, ale świat w którym żyjemy – świat praw człowieka, powszechnego głosu wyborczego, zabezpieczeń socjalnych i respektowania osobistych swobód – świat, do którego tak przywiązani są liberałowie, przekonani, że dalsza zmiana na lepsze nie jest już możliwa, to nic innego, jak zrealizowana  utopia. Ziściła się ona dlatego, że przez wieki zdeterminowane grupy ludzi walczyły o jej urzeczywistnienie. Ale zanim mogły o nią zawalczyć, musiały sobie ten lepszy świat wyobrazić[...] To właśnie wyobraźnia okazuje się więc najbardziej polityczną spośród  wszystkich władz umysłu, bo ona przedstawia nam coś, co mogłoby być, chociaż jeszcze tego nie ma. Nie pozwólmy, aby ktokolwiek odebrał nam prawo do jej używania”[1].
Tak  brzmią ostatnie słowa książki. Jej autor ceniony kulturoznawca, a równocześnie historyk i politolog, dr habilitowany Jan Sowa opublikował swoją kolejną pracę proroczo uprzedzając swoisty obywatelski bunt społeczny. Jakby przewidział krytyczne nastroje, tak wyraźne w pierwszej turze przegranych wyborów prezydenckich 2015 roku.                      
Autor w swej dotychczasowej twórczości holistycznie ocenia procesy przekształceń  społecznych i gospodarczych  w świecie i w Polsce. Rzeczowo, już w swoich  poprzednich książkach prezentuje dzieje Polski jako części składowej przemian społecznych dokonujących się na naszym kontynencie i w świecie. Prezentuje spokojne zrównoważone stanowisko przyjęte do wiadomości przez ogół uczonych, niezależnie od ich sympatii politycznych. Napisał: „Lekcja z Marksowskiej analizy historii jest przede wszystkim taka, że każda formacja społeczna  musi  zadbać o materialne warunki swojego istnienia. Warunkami tymi  są zarówno konkretne instrumenty technologiczne, jak i formy organizacji społecznej rozumianej jako konfiguracja ludzkich działań oraz energii, a więc zjawisk jak najbardziej materialnych[...] przykłady funkcjonowania biopolitycznych dóbr wspólnych pokazują nam kierunek, w jakim zmierzać może model organizacji społecznej wykraczający po opozycję prywatne versus państwowe, czyli kapitalizm versus socjalizm[...]. Zwieńczeniem tego procesu jest wielkoprzemysłowy kapitalizm, w obrębie którego zakłady przemysłowe są własnością zawsze od pracownika wyalienowaną, bo należą albo do prywatnych przedsiębiorców, albo do państwa. Ruch, jaki rozpoczął się w niematerialnej domenie cyfrowej, a obecnie dzięki technologiom skanowania i druku przestrzennego przenosi się na świat otaczających nas przedmiotów i urządzeń, odwraca proces akumulacji pierwotnej i ponownie łączy ze sobą producenta i środki produkcji, tworząc tym samym materialne warunki innego ustroju – Rzecz-pospolitej biopolitycznych dóbr wspólnych. Ten ruch  nie domknie się oczywiście sam z siebie. Aby owa Rzeczpospolita nie tylko stała się możliwa, ale realnie zaistniała, potrzebne jest celowe, kolektywne działanie. Konieczne jest więc również odzyskanie innego dobra wspólnego: władzy politycznej jako takiej”[2].
Główne przemyślenia Jana Sowy dotyczą „dobra wspólnego”. Tak zatytułował – moim zdaniem – najważniejszy rozdział: „Rzeczpospolita, czyli dobro wspólne”. Traktuje to pojęcie „jako rodzaj kapitału – a więc jednocześnie zasobu i relacji społecznej”[3]. Zauważa, że „Zasoby materialne, w tym szczególnie pieniądze, nie są jedyną formą kapitału. Obok nich jest jeszcze kapitał symboliczny (wiedza), kulturowy (wychowanie i różnego rodzaju kompetencje kulturowe związane z pozycją  społeczną) oraz społeczny (sieć współpracy i zaufania między jednostkami)”. Autor podkreśla, że logika funkcjonowania dobra wspólnego „odsyła nas poza kapitalizm jako ostateczny horyzont organizacji życia społecznego. Odnajdujemy w niej obietnicę bogactwa niebędącego efektem kapitalistycznej akumulacji”[4].
Wzmiankuje także  o przeprowadzanej  krytyce dóbr wspólnych, których tragedia polega na ich egoistycznym wykorzystywaniu. Natomiast koszty utrzymania dóbr wspólnych przerzucane są na wszystkich obywateli. Ponadto często zniszczeniu ulega środowisko naturalne. Tragedii dóbr wspólnych nie zapobiega ani własność prywatna, ani państwowa. Jednakże pożytkom dóbr wspólnych dobrze może służyć  samoorganizacja i samorząd. Przywołuje przykład postulatów pierwszej „Solidarności ” jako wyrazu kontroli społecznej nad dobrem wspólnym: oddolnie  samoorganizowanym przez użytkowników w możliwie najlepszy  sposób. Wskazuje także na skuteczne  przykłady takich działań w świecie: pastwiska w Turcji i w Szwajcarii, sieci irygacji pastwisk  w Hiszpanii i na Filipinach, łowiska  ryb w Japonii i w Stanach Zjednoczonych. Uważa za stosunkowo  najlepsze rozwiązanie  dla korzystania z dóbr  wspólnych „biopolityczność rozumianą jako wspólną, kolektywną  podmiotowość  człowieka, jako istoty kooperującej z innymi”[4].
Wskazuje na konieczność korzystania  przez całe społeczeństwa  z takich głównych dóbr
wspólnych  jak język, wiedza, kod  (czyli oprogramowanie), miasto i demokracja. „Wszystkie one  uwidaczniają  radykalnie   kooperatywny i  wspólnotowy  charakter ludzkiego świata”[5].
Podobnie jak język – biopolityczne dobro wspólne, także „wiedza pomnaża się wyłącznie wtedy, kiedy może krążyć, być przekazywana, komentowana, modyfikowana, podważana i w ten sposób rozwijana”[6]. Autor wskazuje, iż „Wychwalając  innowacyjność kapitalizmu,  zapominamy, że  nie jest ona w nawet najmniejszym stopniu celem działania tego systemu, a jedynie środkiem  do celu zasadniczego – większego zysku”[7].
Wielką wagę przywiązuje Jan Sowa do takiego dobra wspólnego, jakim jest kod czyli oprogramowanie. Jest ono szczególnie ważne dla wszystkich krajów świata, szczególnie w ostatnich latach, kiedy już wszyscy odczuwamy przecież skutki kolejnej  naukowej i technologicznej  rewolucji bioinformacyjnej. Zauważa: „Nigdzie pragmatyczna przewaga otwartego, wspólnotowego i uspołecznionego modelu produkcji nad modelem prywatno-zamkniętym nie jest widoczna tak wyraźnie, jak w sektorze wysokich technologii, w tym  szczególnie w tworzeniu kodu, czyli oprogramowania”[8]. Podkreśla, iż dostępne  są coraz bardziej dwie  technologie: skanowanie oraz druk przestrzenny czyli 3D. Pozwalają one przy pomocy jednego procesu technologicznego  w niewielkiej skali i przy małych nakładach  produkować przedmioty oraz maszyny dotychczas powstające jedynie w produkcji wielkoprzemysłowej. Jest to wydarzenie, które zdaniem Jana Sowy wpływa istotnie na nową sytuację w siłach wytwórczych. Pozwala bowiem  „na coraz  dalej idące uniezależnienie  się  od  zmonopolizowanej przez wielki kapitał  produkcji wielkoprzemysłowej i wytwarzanie właściwie w warunkach domowych bardzo szerokiego spektrum produktów” [9].
Autor wskazuje, że  „Pytanie, na które odpowiedzi  dostarcza technologia drukowania przestrzennego, czyli jak zapewnić podstawowe środki materialnej egzystencji – takie jak  dom, meble, czy  proste  urządzenia – przy pomocy łatwo dostępnych surowców, jest dzisiaj podstawową stawką w rozgrywce o przeżycie i emancypację miliardów ludzi zamieszkujących Afrykę, Azję  czy Amerykę Łacińską”[10].
Nasuwa się wniosek, iż współcześnie w naszym kraju istnieje możliwość i potrzeba  pożytecznego zastosowania rewolucyjnych i rewelacyjnych nowych technologii. Dziwi, że nie skorzystano na przykład – o czym   informowały także polskie media – z jednego z najważniejszych, a z punktu widzenia państwa, niezwykle taniego i prostego elastycznego półprzezroczystego ogniwa słonecznego wynalezionego przez Olgę Malinkiewicz, nagrodzonego w 2013 roku. Wynalazek  ten, o światowym znaczeniu, zasadniczo zmienia  dotychczasowe zasady produkcji i upowszechniania energii na naszym globie[11].
Przedstawione wyżej problemy dóbr wspólnych, to nie utopia, ale zadania bliskie realizacji, lub nawet częściowo i sporadycznie  realizowane. Ważne jest, jak szybko przenikną one do świadomości ogółu  i powszechnie zaczną być stosowane. Autor książki wskazuje na przyczyny trudności  w wykonaniu zadań; kapitalizm korporacyjny odgrywa istotną negatywną rolę w korzystaniu z technologicznych możliwości dóbr wspólnych. Omawia jeszcze jeden ważny proces przemian, który dokonuje się w ostatnich latach: „integracja w jednym  systemie  człowieka, maszyny i informacji[...]. Ta synteza powstaje na naszych  oczach. Jest ważne, że nie mamy tu wcale do czynienia z pojedynczymi maszynami, tylko z  ich systemem, bo drukarki przestrzenne są technologicznie powiązane w taki właśnie system. Oprócz  materialnej formy mają też komponent niematerialny, a mianowicie pliki z zapisanymi  programami drukowania. Pliki te są wymieniane przez Internet i tworzą  coraz większe bazy danych, z których może korzystać każda drukarka połączona z będącym w sieci komputerem.  Ta właśnie zintegrowana sieć, swoista  wspólnota-ludzi-i-nieludzi,  złożona z baz danych przechowujących je komputerów, innych komputerów połączonych z drukarkami i skanerami przestrzennymi oraz z ludzi, będących członkami tego cybernetycznego ciała wielości, powoli, ale skutecznie drukuje  materialne podstawy nowej  wspólnoty, Rzeczpospolitej, która nadchodzi”[12].
W kapitalizmie postfordystycznym, w którym żyjemy ważną rolę odgrywa Internet. „Kto jest wytwórcą takich portali społecznościowych, jak  Facebook, czy wyszukiwarek, jak  Google? Wysoka cena akcji tych spółek nie odzwierciedla  pracy wykonanej przez ich menedżerów czy programistów, ale raczej rozproszonej pracy wielości – równoległej i doskonale skoordynowanej  kooperacji setek milionów użytkowników i użytkowniczek. Każde ich kliknięcie  przyczynia się do generowania wartości  przechwytywanej przez te firmy dzięki temu, że są właścicielkami  platform,  na których dokonuje się ta  kooperacja[...]. Google  tylko mapuje tworzącą się w ten sposób sieć, a następnie przedstawia ją osobom korzystającym  z ich wyszukiwarki, budując w ten sposób bazę danych jako swoją własność i główny towar handlowy”[13].
Innym przykładem pasożytowania tegoż kapitalizmu jest wykorzystywanie relacji, które powstają w serwisach społecznościowych. Jan Sowa  prezentuje jednak optymizm materialistycznego idealisty wobec następujących przemian: „Ruch  jaki rozpoczął się w niematerialnej domenie cyfrowej,  a obecnie dzięki technologiom skanowania i druku przestrzennego przenosi się na świat otaczających nas przedmiotów i urządzeń, odwraca proces akumulacji  pierwotnej i ponownie łączy ze sobą producenta i środki produkcji, tworząc tym samym materialne warunki innego ustroju –  Rzeczpospolitej biopolitycznych dóbr wspólnych. Ten ruch nie domknie się oczywiście sam z siebie. Aby owa Rzeczpospolita  nie tylko stała się możliwa, ale realnie zaistniała, potrzebne jest  celowe, kolektywne działanie. Konieczne jest więc również odzyskanie innego dobra wspólnego: władzy politycznej jako takiej”[14]. 
Również – co dobitnie stwierdza autor – „Miasto jest najbardziej namacalnym i  najsilniej obecnym w naszym codziennym doświadczeniu przejawem biopolitycznego dobra wspólnego”[15]. Wszelkie działania  zmierzające do prywatyzacji części miasta są zamachem na to – z swej istoty – wspólne dobro. Jednakże aktualnie nader często dochodzi w polis do konfliktu dobra wspólnego z prywatnym, a także publicznego ze wspólnym. Samorządy miejskie, jako formalnie rzecz biorąc przedstawicielstwa wspólnoty, czy urzędnicy magistraccy często ulegają prywatnym grupom interesu w zawłaszczaniu dobra wspólnego. Przejawem tego są systematycznie powtarzające się afery reprywatyzacyjne, czy prodeveloperskie, naruszające lub niszczące wspólnotowe wartości miasta.
Autor – powołując się na obszerną dokumentację  – wskazuje na wielką dynamikę powstawania i działania oddolnych, pozarządowych organizacji i ruchów miejskich tworzonych na zasadzie samoorganizacji  w interesie dobra wspólnego. Jak podkreśla, celowo nie używa pojęcia „obywatelskie” dla  działań samorządnych organizacji, czy fundacji. Termin ten niestety stał się rodzajem przykrywki na rzecz ustępstw dla interesów partykularnych, sprzecznych z dobrem wspólnym:  „Wyrazem kryzysu  obywatelskości jest los organizacji trzeciego sektora – stowarzyszeń  i fundacji tradycyjnie kojarzonych z oddolną, obywatelską aktywnością”[16]. Przerzucane są na nie  obowiązki, które powinny spełniać instytucje państwowe, czy administracji  publicznej. To „nie tylko prowadzi do degeneracji  etosu obywatelskiego, ale również osłabia prospołeczną funkcję, którą pełnił trzeci sektor”[17].
Te negatywne konsekwencje szczególnie widoczne są w kulturze: ogromnie wzrosła liczba organizacji w tej dziedzinie, a równocześnie nastąpił spadek zaufania społecznego: „W badaniach  przeprowadzonych w latach 1990-1994 na pytanie, czy większości ludzi można ufać, twierdząco odpowiedziało  w Polsce  31,3 proc. osób, a 59,5 proc. było zdania, że należy raczej mieć się na baczności. Dwie dekady później, w latach  2010-2014, na to samo pytanie otrzymujemy zatrważająco gorsze odpowiedzi, tylko 22,2 procent badanych uważa, że warto i należy sobie ufać, a 75,6 procent odpowiada, że trzeba być bardzo ostrożnym”[18].
Wreszcie demokracja, jako nader ważna  instytucja  biopolitycznego dobra wspólnego wymaga nowego oglądu, zarówno z teoretycznego, jak i praktycznego  punktu widzenia. Władza polityczna  ustanowiona  w demokratyczny sposób jest istotnym przejawem  biopolitycznego dobra wspólnego. Jednakże – zgodnie z obowiązującą konstytucją  Rzeczypospolitej – demokratycznie wybranych posłów nie obowiązuje instrukcja wyborców. Sprawują oni swą parlamentarną władzę jedynie w ramach oznaczonych przez prawo. Niekiedy bywa, że tak się nie dzieje. Zarówno u nas jak i w innych parlamentarnych republikach. Może to powodować i powoduje różnego rodzaju protesty i zrywy społeczne przeciw władzy, kiedy alienuje się ona  od wyborców.
Co istotne – jak  zauważa Jan Sowa – masowe wystąpienia w ostatnich latach w Maghrebie, na Bliskim Wschodzie, w Afryce, w Europie (Madryt) i w Stanach Zjednoczonych (ruch Occupy Wall Street) kwestionowały trafność poczynań  liberalnych w procesie globalnej demokratyzacji i żądały jej nasilenia. „W chwili, gdy obywatele państw o rządach dyktatorskich walczą o więcej autonomii i emancypacji, a mniej plutokracji i korupcji, mieszkańcy krajów zwanych demokratycznymi – a nawet obywatele USA, państwa uznającego się  za ideał demokracji – żądają  tego samego. Co więcej, ruchy protestu  zwróciły się przeciw rządom zarówno konserwatywno-prawicowym (w Anglii), jak i  liberalno-lewicowym (w Hiszpanii) oraz centrowym (w Stanach Zjednoczonych)”[19].
Autor dla rozwiązania tej teoretycznej i praktycznej łamigłówki  zachowań wielkich grup społecznych  wprowadza rozróżnienie poczynań „ludu” i działań „wielości”.  Stwierdza, że jak dotychczas pojęcie „ludu” łączyło się z zasadą demokracji przedstawicielskiej –
parlamentaryzmem. To już – jego zdaniem –  nie wystarcza dla zrozumienia  wielu potężnych ruchów społecznych, o których była mowa. Napisał, że demokracja  „Zamiast perspektywy indywidualistyczno-liberalnej, która nie jest w stanie  przekroczyć horyzontu tożsamościowo-kulturowego,  wprowadza punkt widzenia zbiorowy i wspólnotowy. Właściwym  podmiotem demokratycznych  rewolucji, o które tu chodzi nie jest też <lud>, centralne pojęcie ustroju  liberalno-demokratycznego,  tylko wielość (multitudo)”[20].  W rozumieniu autora  różnica między obu pojęciami jest fundamentalna: „lud jest  formacją wpisaną  w logikę parlamentaryzmu, a więc w logikę reprezentacji, natomiast  wielość pozostaje zbiorowym podmiotem  demokracji, która odrzuca samą ideę  reprezentacji”[21].
Interesujące  są przeprowadzone przez autora  rozważania filozoficzno-historyczno-polityczno-psychologiczne dla uzasadnienia wprowadzenia wielości jako głównej przyczyny  i przejawu licznych zawirowań ,rokoszy i buntów ostatnich lat. Chyba jednak jeszcze zbyt mało wiemy na ten temat, aby pokusić się o precyzyjne  określenie przyczyn i charakteru wielości  dotyczącej poczynań szerokich mas, przeprowadzanych w ich interesie, czy w interesie społecznych większości, czy nawet całego społeczeństwa.  Co istotne  na pewno nie tylko w mniemaniu Jana Sowy: „Masowe  powstania, zrywy i okupacje, które od początku 2011 roku przetaczają się przez wiele regionów świata, zwracają się przeciw temu postmodernistycznemu uniwersum demokracji parlamentarnej, służącemu utrzymaniu przy życiu chwiejącej się władzy kapitału. Domagają się końca przegranego systemu powtarzając slogan znany z manifestacji  w Argentynie w 2001 roku: <Que se vayan todos> (Oni wszyscy muszą odejść).  <Ben Ali – wynoś się!>, <Cameron – wynoś się!>. Z tego między innymi powodu ruch okupacji i protestów niektórym wydaje się pozbawiony celów i  postulatów. Nie oczekuje od polityków i rządzących niczego poza tym, żeby się wynieśli  i pozwolili ludziom w demokratyczny sposób decydować o własnym życiu”[22].  
Nasuwają się refleksje, do których namawia czytelników autor omawianej książki:  na pewno wielkie ruchy społeczne powstają w wyjątkowych sytuacjach.  Przykładem działania  swoistej wielości może być przecież nie tak odległa w czasie walka całego, przecież ogromnie nie tyko klasowo, narodowościowo, religijnie  zróżnicowanego społeczeństwa Polski z okupantami podczas II wojny światowej.  Również wielościowy charakter miała  ząbkująca „Solidarność”  skupiająca  miliony bezpartyjnych, członków PZPR, ZSL, SD, związkowców, katolików, prawosławnych i ateistów.
Ostatnim, niezbadanym jeszcze przykładem jest niespodziewany masowy  ruch poparcia  milionów wyborców dla nowicjusza w polityce  – Pawła Kukiza, który w pierwszej turze wyborów prezydenckich 2015 roku powiedział: „nie i precz” rządzącym elitom. Co się urodzi  z tego ruchu jeszcze nie wiadomo, chociaż  Kukiz od razu uzyskał wsparcie prawicy.
W związku z całkiem nową sytuacją polityczną po wyborach,  już widoczny jest odzew dziennikarzy, do niedawna  przeważnie  wspierających neoliberalne poczynania rządzących.  Publicysta Jacek Żakowski m.in. zauważył: „<Większość polskich  elit nie dostrzegła, że u ich boku wyrosła  społeczność gorszych obywateli> – napisał Marek Beylin w <Gazecie Świątecznej>. Myślę, że Marek idealizuje  współczesne polskie elity. Bo tego nie dało się nie dostrzec.
Polskie elity w większości tego właśnie chciały. Chciały czerpać jak największe korzyści z transformacji i modernizacji, nieważne, jakim kosztem płaconym przez innych. To im się udało. Zdecydowana większość elit III i zwłaszcza IV RP, losem nieelitarnej części społeczeństwa się nie przejmowała”[23].
Mimo, że Jan Sowa niebezzasadnie nie ma dobrego zdania o współczesnej socjaldemokracji, warto przypomnieć o jej dokonaniach. Wybitni myśliciele, związani z Szkołą Frankfurcką, tacy jak  Erich Fromm, Herbert  Marcuse, Max  Horkheimer, Jurgen Habermas uważali, że socjaldemokratyczny program przemian spowoduje upadek kapitalizmu i powstanie nowego, sprawiedliwego ustroju[24]. Wiadome są wielkie socjalne osiągnięcia socjaldemokracji w XIX i XX wieku w świecie, a szczególnie w europejskiej Skandynawii.  Socjaldemokracja wyrosła ze związków zawodowych. Wszędzie tam, gdzie one są silne – ogółowi żyje się  lepiej. Znamienne, iż prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, Ewa Mączyńska w czerwcu 2011 roku stwierdziła: „...nasza odpowiedź na pytanie,  jaki będzie  przyszły model  ustroju społecznego, jest obecnie raczej niemożliwa. Zapewne inne perspektywy ma skandynawski  model kapitalizmu, bazujący na dążeniu do równowagi ekonomicznej i społecznej oraz niedopuszczaniu do pogłębiania się zróżnicowania dochodowego w społeczeństwie, a inny – oparty na ostrej rywalizacji, anglosaski model kapitalizmu  neoliberalnego”[25].
Ważne, nie tylko dla mieszkańców Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, są przemiany jakie następują w tym państwie,  Nieimponująca liczebnością i niedoceniana w Europie lewica socjaldemokratyczna związana jest z amerykańską  Partią Demokratyczną. Lewica ta od lat dąży do poprawy warunków życia większości obywateli USA i istotnej modyfikacji ustroju. Ostatnio, wyrazem tego dążenia była reforma ubezpieczeniowa Baracka Obamy, zapewniająca  obowiązkowe  ubezpieczenie wszystkim, z wkładem finansowym państwa dla najuboższych. Spotkało się to ze zdecydowanym, acz nieudanym sprzeciwem prawicy –  głównie Partii Republikańskiej. „Komunista” – to najłagodniejszy epitet, jakim jest obrzucany prezydent  przez przeciwników.
Czołowy ideolog Partii Demokratycznej i jej najbardziej znany wizjoner Robert Reich był Ministrem Pracy  (22 01 1993 r. – 10 01 1997 r.) w rządzie demokraty Billa Clintona.  Uznano go za najlepszego ministra pracy w historii USA. Z jego inspiracji utworzono 22 miliony nowych miejsc pracy. Wkrótce  po objęciu przez niego urzędu uchwalona została ustawa  „Family and Medical Leave Act”, która zapewniała  zatrudnionym  i ich rodzinom opiekę medyczną.  Robert Reich doprowadził, po raz pierwszy od 1989 roku,  do wzrostu płacy minimalnej w USA. Zrezygnował ze stanowiska, kiedy Clinton, wcześniej urzeczony  socjalnym  programem   ministra, przestał  go realizować. Reich  równocześnie czynny naukowo w 1991 roku opublikował  fundamentalne dzieło „Praca narodów. Przygotowanie się do kapitalizmu XXI wieku”.
Przeprowadził w nim całkiem nową stratyfikację klasową współczesnego społeczeństwa kapitalistycznego. Wskazał – widziany już dzisiaj powszechnie i „szybko’, bo po bez mała  ćwierćwieczu, ogromny wzrost bogactwa najbogatszych i zubożenie szczególne dolnej  jednej piątej ludności  Stanów Zjednoczonych prowadzące do ogromnej dezintegracji społecznej.  Zaproponował wprowadzenie progresywnego podatku dochodowego.  Zakwestionował rolę t. zw. wolnego rynku. Napisał: „Idea wolnego rynku w oderwaniu od praw i politycznych decyzji, które go tworzą, jest tak czy inaczej czystą fantazją. Rynek nie został stworzony  przez Boga w którymkolwiek z pierwszych sześciu dni przynajmniej nie bezpośrednio, ani nie jest utrzymywany wolą boską. Jest dziełem ludzkim, zmieniającą się sumą zestawu sądów o indywidualnych  prawach i odpowiedzialności. Co jest moje? Co jest twoje? Co jest nasze?  I jak określamy i postępujemy przeciwko działaniom, które zagrażają granicom posiadania –  kradzieży, przymusowi, oszustwu, wymuszeniu, czy beztrosce ?  Czym powinniśmy handlować,  a czym nie powinniśmy (narkotykami, seksem, głosami wyborczymi, dziećmi). Jak powinniśmy egzekwować te decyzje i jakie kary powinniśmy stosować przy ich naruszeniu?  Wraz z tym jak naród formułuje i gromadzi odpowiedzi na to pytanie stwarza  swoją wizję rynku”[26].     

***

Mimo uzasadnionych zastrzeżeń Jana Sowy co do możliwości i potrzeby korzystania z doświadczeń innych krajów, warto przyjrzeć się nader trudnym poczynaniom lewicowych, czy lewicujących Amerykanów w mateczniku kapitalizmu korporacyjnego.
Takich jak zapewne niesłusznie niemający Nobla Robert Reich, noblista  Paul Krugman, noblista Joseph Stiglitz, Noam Chomsky – zwany amerykańskim dysydentem.  Uporczywie i w pewnym sensie skutecznie, np. tworząc i działając w ogromnych międzynarodowych  organizacjach alterglobalistycznych walczą oni z korporacyjnym kapitalizmem i neoliberalizmem nie tylko  w interesie amerykańskiego ogółu. Wielkomocarstwowe Stany Zjednoczone, mimo wzrastającej potęgi Chin czy potężniejących Indii, nadal odgrywają nader ważną rolę w świecie[27].

Autor „Innej Rzeczpospolitej” szybko, bo w tym samym numerze „Gazety Wyborczej”(2-3 maja 2015 r.), w której miał wywiad, doczekał się bezzasadnej, krytycznej recenzji swojej książki. Pewnie dlatego, żeby się zbytnio „nie rozpuścił”, „zamiast pięknych marzeń otrzymujemy niebezpieczne majaki” – napisał krytyk.
Są w opracowaniu jeszcze inne cenne wątki powodujące istotne refleksje.  M.in. na nowo napisana geneza początków „Solidarności”. „Inna Rzeczpospolita jest możliwa. Widma  przeszłości, wizje przyszłości” zmusza do ważnych przemyśleń.

Eugeniusz Rudziński, prof. dr hab., politolog, historyk idei

Przypisy:

1. Jan Sowa. Inna Rzeczpospolita jest możliwa. Widma przeszłości, wizje przyszłości. Warszawa, wyd. I, 2015 r., s.272 – 273.
2. Jak wyżej, s,235 – 236.
3. Jak  wyzej, s. 189
4. Jak wyżej, s.190.
5. Jak wyżej, s,193.
6. Jak wyżej, s.207.
7. Jak wyżej, s.210.
8. Jak wyżej, s.213.
9. Jak wyżej, s.215.
10. Jak wyżej, s.223.
11. Jak wyżej, s.225.
12. Olga Malinkiewicz, Internet.
13 .Jan Sowa, jak wyżej, s.231.
14. Jak wyżej, s.232 – 233.
15. Jak wyżej, s.235 – 236.
16  Jak wyżej, s.236.
17. Jak wyżej, s.240.
18. Jak wyżej, s.242
19. Jak wyżej, s.245
20. Jak wyżej, s.250.
21. Jak  wyżej, s.250 – 251.
22. Jak wyżej, s.267 –268.
23. Jacek Żakowski. Elity same tego chciały. „Gazeta Wyborcza” 8 czerwca 2015 r.
24. E. Rudziński,  J. Zawitaj. Dziejopisarstwo Andrzeja Feliksa Grabskiego. Pułtusk 2012, s.123.
25. Ewa Mączyńska. Ewolucja modeli ustroju gospodarczego Warszawa 27-28 06  2011. Internet.
26. Robert Reich. Praca narodów. Przygotowanie się do kapitalizmu XXI wieku. Toruń 1997.
27. E.Rudziński. Amerykański kapitalizm po szoku? [ebook] Warszawa 2012.

 

Wydanie bieżące

Recenzje

W roku 2018 ukazała się książka dra Kai-Fu Lee – AI Superpowers, China, Silicon Valley, and the New World Order. Jej polskie tłumaczenie ukazało się w roku 2019 pt. Inteligencja sztuczna, rewolucja prawdziwa. Chiny i USA i przyszłość świata.

Więcej …
 

Opublikowana przez Wydawnictwo Ruthenus z Krosna książka J. Ewy Leśniewskiej „Jan Gotlieb Bloch (1836 – 1902) i dzieje rodu” jest dziełem imponującym i stanowi najbardziej – jak dotąd – wyczerpującą biografię jednego z największych kapitalistów XIX stulecia, pacyfisty i filantropa, wsławionego w świecie głównie przez 6-tomowe opracowanie „Przyszła wojna pod względem technicznym, ekonomicznym i politycznym”, nazywane „biblią pacyfizmu” – pierwszego Polaka, który został zgłoszony do Pokojowej Nagrody Nobla.

Więcej …
 

W 2018 roku ukazała się wizjonerska książka Jamie Bartlett’a „Ludzie przeciw technologii. Jak Internet zabija demokrację”. Jest ona analizą relacji człowieka ze światem cyfrowym, w który dopiero wchodzimy. Szczególnie wiele miejsca autor poświęca ewolucji liberalnego modelu demokracji w starciu z nowymi technologiami, ich przemożnym wpływem na człowieka i budowane od wieków struktury państwa demokratycznego.

Więcej …
 

 

 
 
 
 
 

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 13 gości 

Statystyka

Odsłon : 5115906

Temat dnia

Amerykańskie wojska w Polsce: haniebna umowa

Jeżeli ktokolwiek miał wątpliwości co do lokajskiego statusu Polski wobec Stanów Zjednoczonych, to po przeczytaniu warunków stacjonowania amerykańskich żołnierzy w naszym kraju, powinien je ostatecznie stracić.
Po i tak już dostatecznie kompromitujących negocjacjach, przypominających raczej pokorne błagania o stacjonowanie na polskiej ziemi obcych, amerykańskich wojsk, przyszedł czas na sfinalizowanie tej sprawy. Portal Onet dostarczył szczegóły umowy wojskowej z USA, dotyczącej statusu wojsk stacjonujących w Polsce.

Więcej …

Na lewicy

Delegacja Polskiej Partii Socjalistycznej w dniu 31 lipca 2020 roku złożyła kwiaty przed pomnikiem zgrupowania „Żywiciel” oraz przy tablicy pamiątkowej na „Kotłowni WSM” pamięci poległym w pierwszym boju Powstania, powstańcom z Batalionu OW PPS im. gen. J. Dąbrowskiego.

Więcej …
 

W dniu 25 lipca 2020 roku na sosnowieckim cmentarzu spotkali się ludzie pamiętający o 19 rocznicy śmierci polskiego przywódcy okresu Polski Ludowej - Edwarda Gierka.

Więcej …
 

Stefan Aleksander Okrzeja członek organizacji Bojowej PPS, bohater walki o niepodległość Polski i przemiany społeczne został przypomniany i uczczony przez przedstawicieli Rady Naczelnej PPS w dniu 21 lipca 2020 roku.

Więcej …
 

W dniu 13 lipca 2020 roku tuż przed godziną 20. Państwowa Komisja Wyborcza przekazała wyniki głosowania w II turze wyborów prezydenckich na podstawie danych ze wszystkich obwodowych komisji wyborczych. Jak poinformował przewodniczący PKW, Andrzej Duda w II turze wyborów uzyskał 51,03 proc. głosów - zagłosowało na niego 10 440 648 osób. Z kolei Rafał Trzaskowski osiągnął wynik 48,97 proc. - zagłosowało na niego 10 018 263 osób.

 

Prezydium Rady Naczelnej PPS przyjęło w dniu 6 lipca 2020 roku uchwałę w sprawie II tury wyborów prezydenckich.

Więcej …
 

PKW podała w dniu 30 czerwca 2020 roku ostateczne wyniki I tury wyborów prezydenckich, które odbyły się 28 czerwca.

Więcej …
 

Wg portalu Polskiej Partii Socjalistycznej, w dniu 26 czerwca 2020 roku na zaproszenie koła Śródmieście PPS  w warszawskiej siedzibie partii, odbyło się spotkanie promocyjne nowego numeru "Przeglądu Socjalistycznego".

Więcej …
 

Sąd Najwyższy w dniu 12 czerwca 2020 roku postanowił uchylić decyzję PKW w sprawie odrzucenia wniosku Komitetu Wyborczego Waldemara Witkowskiego o wpisanie na listę kandydatów w wyborach na urząd Prezydenta RP.
Tym samym Państwowa Komisja Wyborcza zobowiązana została do wpisania na listę kandydatów w wyborach prezydenckich, które odbędą się w dniu 28 czerwca 2020 roku kandydata Waldemara Witkowskiego. Inne skargi na decyzje PKW zostały odrzucone.

Więcej …
 

Rada Naczelna Polskiej Partii Ssocjalistycznej zebrała się na posiedzeniu poświęconym omówieniu stanowiska partii w sprawie wyborów na urząd Prezydenta RP oraz bieżących zagadnień dotyczących działalności organizacji.

Więcej …
 

Wg informacji rzecznika PPS w dniu 30 czerwca 2020 roku Organizacja Młodzieżowa PPS, „Czerwona Młodzież” uczestniczyła w demonstracji ruchów lewicowych przed Sejmem RP, zorganizowanej przez ZSP Związek Wielobranżowy Warszawa, Komitet Obrony Praw Lokatorów i Federację Anarchistyczną, Wrocław.

Więcej …
 

Rada Naczelna PPS opublikowała w dniu 11 maja 2020 roku stanowisko dotyczące nieodbycia wyborów prezydenckich.

Więcej …
 

W piątek 8 maja2020 roku, w Dniu Zwycięstwa, delegacje Polskiej Partii Socjalistycznej, Stowarzyszenia Porozumienie Socjalistów oraz delegacja Sojuszu Lewicy Demokratycznej złożyły w Piotrkowie Trybunalskim wieńce pod Pomnikiem Wdzięczności za Polskę i Lud (1939-1945 ) oraz na Cmentarzu Żołnierzy Radzieckich.
Delegacje Lewicy Piotrkowskiej oddały tym aktem hołd wszystkim wyzwolicielom państw Europy spod jarzma niewoli okupanta faszystowskiego.
Cześć i Chwała Bohaterom !