Krwawe żniwo mitu żydokomuny

Tydzień po ataku Niemców na ZSRR, 29 VI 1941 roku Reinhard Heydrich szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy wysłał do dowódców podległych sobie Einsatzgruppen dalekopis przypominający wytyczne w sprawie tak zwanych akcji samooczyszczających, mające obowiązywać w początkowym okresie militarnej okupacji sowieckich terenów. Warto przytoczyć jego fragment, do niedawna nieznany polskim historykom:
„Nie należy stawiać przeszkód dążeniom do samoczyszczenia, występującym w antykomunistycznych i antyżydowskich kręgach na nowo zajętych obszarach. Przeciwnie należy je wywoływać, nie pozostawiając śladów, intensyfikować, jeśli to potrzebne oraz kierować na odpowiednie tory, w taki jednak sposób żeby miejscowe „koła samoobrony” nie mogły powoływać się na rozporządzenia, lub udzielone politycznie przyrzeczenia”.
Jakie było ideologiczne i emocjonalne tło pogromów, które polska ludność przeprowadziła swym żydowskim sąsiadom w wielu miasteczkach Podlasia w czerwcu i lipcu 1941?  Tomasz Gross, w swym polskim wydaniu książki „Sąsiedzi” jedynie mimochodem nakreślił przyczyny pogromów w Jedwabnem i pobliskim Radziłowie.
Wyjaśnia to historyk Mirosław Tryczyk w książce „Miasta Śmierci” napisanej w oparciu o materiały 700 procesów karnych toczących się po wojnie, rekonstruując przyczyny i przebieg tragicznych wydarzeń.
Tereny Jedwabnego i okolic długo przed wojną cieszyły się wątpliwą sławą regionu, którego ludność zarażona była bakcylem nacjonalizmu i antysemityzmu. W zachodniej części województwa białostockiego miały miejsce pikiety, podczas których narodowcy bili osoby wychodzące ze sklepów żydowskich i niszczyli zakupione towary. Niejednokrotnie inspirowali je miejscowi księża, wśród których większość (wg raportu wojewody białostockiego z 1934 r.) sympatyzowała z endecją lub była członkami SN, wielu z nich często odmawiało pochówku socjalistom i komunistom.
O skali sympatii jaką na tamtych terenach cieszyła się endecja, świadczy m.in. fakt, że w wyborach w 1937 r. w Jedwabnym i okolicach frekwencja wyniosła jedynie 10%, co było wynikiem ogłoszonego przez nacjonalistów, a wspieranego z ambon, bojkotu wyborów.
Po wybuchu II wojny światowej tereny te znalazły się początkowo pod okupacją sowiecką. Miejscowi Żydzi byli oskarżani, zgodnie z rozpowszechnionym mitem żydokomuny, o sympatię do okupanta i donoszenie do NKWD. Autor książki „Miasta Śmierci” dowodzi, że oskarżenia te były na ogół bezpodstawne, a Żydzi nie byli przez sowieckie władze faworyzowani.
M. Tryczyk podaje liczby aresztowanych przez NKWD w rejonie jedwabieńskim do czerwca 1940 roku. Na 37 tysięcy Polaków zamieszkujących rejon aresztowano 753, a z 1400 miejscowych Żydów aresztowi poddano 94, co stanowiło odpowiednio 2% miejscowej populacji Polaków i 6% populacji Żydów. Mimo to, mit żydokomuny okazał się trwały, a Żydów obwiniono między innymi o spowodowanie aresztowań mieszkańców Jedwabnego, które miały miejsce 19/20 czerwca 1941 roku.
Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej wojska hitlerowskie błyskawicznie, bo 23 czerwca, zajęły Jedwabne, pozostawiając tam jednak niewielki posterunek żandarmerii. Ukonstytuowały się, jak w innych miasteczkach regionu, polskie władze cywilne i polska milicja, a ich istnienie Niemcy tolerowali do późnej jesieni 1941 roku. Od razu też zaczęły się pierwsze samosądy na Żydach i domniemanych komunistach. Ludność żydowską polska milicja zmuszała ponadto do wykonywania poniżających prac - pielenia rynku łyżkami i czyszczenia wychodków gołymi rękoma.
8 lipca 1940 roku gestapowcy zainicjowali rozmowy z zarządem miasta, prawdopodobnie polecając mu przystąpienie do eksterminacji Żydów. Wedle zeznań świadków, Niemcy zażądali, by oszczędzić rzemieślników fachowców, jednak obecny na miejscu Bronisław Sz, stolarz, zaprotestował mówiąc, że Polacy mają wystarczająco dużo własnych rzemieślników. Jednocześnie Niemcy odmówili wydania Polakom broni, w związku z czym uczestnicy pogromu posługiwali się pałkami, szpadlami, siekierami, a także kilkoma zdobytymi przy rozbrajaniu Rosjan karabinami.
W wyniku ustaleń z gestapo, burmistrz Marian K. polecił chętnym mieszkańcom Jedwabnego, których stawiło się kilkudziesięciu, by uczestniczyli w zaganianiu Żydów na rynek. Tam do 10 lipca głodzono ich i bito, każąc nosić pomnik Lenina, śpiewać „Przez nas wojna, za nas wojna” oraz „Hitler złoty, dał Żydom roboty”. 75 najmłodszych i najsilniejszych Żydów zakatowano nad wykopanym przez nich zbiorowym grobem. Pozostałych uformowano w pochód pod wodzą sędziwego rabina każąc mu nieść czerwoną szmatę i zagnano do stodoły gdzie zostali spaleni żywcem. W tym samym czasie pozostała ludność miasteczka grasowała po żydowskich mieszkaniach, szukając chorych i ukrywających się jeszcze Żydów.
Oto zeznania ocalałego Szmula W.:
„Potem stodoła została oblana benzyną i podpalona, po czym poszli bandyci po żydowskich mieszkaniach szukając pozostałych chorych i dzieci. Znalezionych chorych sami zanieśli do stodoły, a dzieci wiązali po kilka za nóżki, i przytaszczali na plecach, kładli na widły i rzucali na żarzące się węgle. Po pożarze z jeszcze nierozpadłych ciał wybijali siekierami złote zęby z ust”.
W pogromie i rabowaniu dobytku żydowskiego dobrowolnie uczestniczyli także mieszkańcy Radziłowa, Wąsosza, Szczuczyna i innych okolicznych miejscowości, gdzie pogromy dokonały się już wcześniej. Z 1600 osób narodowości żydowskiej zamieszkałych przed wojną w Jedwabnem, pogrom przeżyło jedynie około 200.
Wedle podobnego scenariusza odbył się pogrom w Radziłowie, miasteczku oddalonym kilkanaście kilometrów od Jedwabnego. Tam już 25 VI 1941 r. zjawiła się na posterunku żandarmerii delegacja Polaków pytając czy grozi kara za zabicie Żyda. „Niemcy odpowiedzieli, że Żydów nie chroni żadne prawo i można czynić z nimi co się podoba”.
Jak pisze w oparciu o zeznania świadków M. Tryczyk „polscy sąsiedzi przychodzili nocami, włamywali się do wybranych wcześniej mieszkań żydowskich, wyciągali mężczyzn na dwór i katowali tak długo, aż ich zabili (…). Dopiero wtedy następował atak na ich dom, rabunek, pobicie rodziny i dzieci, często połączone ze zgwałceniem młodych Żydówek (…). Najgłośniejszego tego rodzaju ataku w Radziłowie dopuścił się miejscowy milicjant Ludwik K., który w biały dzień wywlókł na ulicę matkę i córkę z rodziny B i po kolei je zgwałcił a następnie zamordował uderzeniami kolby karabinu”.
Co ciekawe, za dnia polscy sąsiedzi zachowywali się poprawnie. Upadek porządku publicznego i puszczanie hamulców moralnych następowało powoli. I tak na przykład felczer M. członek zarządu miasta opatrywał Żydów, podczas gdy jego syn uczestniczył w aktach samosądów.
W Radziłowie pogrom, zarządzony na rozkaz miejscowego polskiego zarządu miasta, dowodzony przez milicjantów, wcześniejszych uczestników antysowieckiej partyzantki, zaczął się 7 lipca i trwał przez 3 dni. W tym czasie oddział gestapo, który wcześniej pojawił się w mieście, był nieobecny. Tutaj też poprowadzono Żydów na rynek, a następnie do znajdującej się nieopodal stodoły. Pochód prowadził miejscowy ksiądz Dołęgowski, z krzyżem. Podobnie jak w Jedwabnem całe wydarzenie było dokumentowane przez Niemców za pomocą aparatów fotograficznych.
Jak zeznał po wojnie Antoni O.:
„Wzdłuż domu mieszkalnego siostry mojej matki wykopany był rów. Tam mężczyźni stawiali dzieci żydowskie w wieku od 6 do 10 lat. Jak dziecko było starsze wpędzano je razem z dorosłymi do stodoły. Dzieci ustawiano po 10 koło siebie i mój wuj Władysław D, który miał jako jedyny karabin - strzelał w pierwszego. Pociski przez przejściu przez ciało pierwszego dziecka, zabijało następnego. Mówili, że szkoda kulek na Żydów”.
Metodę tę nazywano na „dziesiątaka”: „Skutek był taki, że wiele tych postrzałów nie było śmiertelnych i wiele dzieci Polacy pochowali żywcem. Zabijano w ten sposób i dorosłych.” W masakrze zginęło 800 osób. Po 3 dniach Niemcy przybyli do Radziłowa, zakazali dalszych mordów, a spod trupów wydostali żywego żydowskiego chłopca, którego odesłano do getta w Łomży. Wielu sprawców radziłowskiej masakry działało później w NSZ czy Armii Krajowej Obywatelskiej, dokonując antysemickich aktów zbrodni, a po wojnie walcząc w antykomunistycznym podziemiu.
Oto opis z Radziłowa:
„Sz. i jego siedmioletniego syna zastrzelił w łóżku jego furman. Następnie oba ciała pogrzebał w dole ze skrzyniami na śmieci koło jego mieszkania. Starą, chorą matkę, mordercy wyciągnęli z łóżka położyli na otwartym wozie i mocno popędzili konia. W szybkim biegi spadła spod koła, o które zaczepiła się jej koszula nocna i wlokła się po kamiennym bruku. Kiedy przyniesiono ją z masakry zostały po niej zakrwawione nogi”.
W Wąsoszu, masakra wedle tego samego scenariusza łącznie ze spaleniem części ofiar w stodole, rozegrała się 5 lipca 1941 r. Zeznanie Menachema F.:
„5 lipca 1941 obstawiła polska policja miasteczko Wąsosz (pow. grajewski) Chuligani miejscowi mordowali w domu i poza domem, kobiety gwałcili, ucinali piersi, małe dzieci rozbijali o mur, zabito też żony komandirów sowieckich (…) trupom obcinano palce ze złotymi pierścieniami, ze szczęk wyrywano złote zęby, gdy w domu zastali rodziców i dzieci to najpierw mordowali dzieci (…) Pogrom trwał 3 dni. Tyle czasu dali im Niemcy na mord i grabież. Zginęło około 1200 Żydów, przeżyło 15”.
Zeznanie Stanisława D. mieszkańca Wąsosza uczestniczącego w zaganianiu Żydów do okopów przeciwczołgowych, gdzie mieli zostać zamordowani: 
„Widziałem naocznie jak J. Antoni kazał się wszystkim Żydom kłaść na ziemi, przy czym jedna osoba kładła się głową w jedną stronę, a druga w przeciwną. Następnie J. Antoni bił po głowach tych ludzi posiadanym narzędziem. Była to sprężyna, na końcu której miał odważnik wagowy. Czy wszystkich uderzył chociaż po razu, w to wątpię, bo robił to błyskawicznie, a następnie krzyknął do stojących opodal ludzi: Kurwa go mać, zasypywać”.
Zofia L, Polka, tak precyzuje sposób działania zbrodniarzy z Wąsosza: „Kazali się układać ludziom na wznak, przykładali łopaty do gardeł i wbijali nogami. I już człowieka nie było”.
W swej książce M. Tryczyk wymienia jeszcze inne miejscowości na Podlasiu, gdzie dokonywały się podobne dobrze udokumentowane zbrodnie, które zamiast pogromami, z uwagi na ich zorganizowany charakter należałoby nazwać chyba zbrodniami ludobójstwa. Są to Szczuczyn, gdzie inicjatorem zbrodni był agent gestapo Mieczysław K., stojący na czele samozwańczego sądu „antykomunistycznej trójki” złożonej z siebie i dwóch miejscowych narodowców, a gdzie mordowano między innymi zaostrzonymi brzozowymi kołkami. Jest to Goniądz, gdzie na czele komitetu antykomunistycznego stał folksdojcz Bernard K. Tam Żydów mordowano sztyletami, bagnetami i kijami, wyciągając ich domów, a systematyczne mordy trwały od połowy lipca do połowy września 1941 roku. 
Wszędzie gdzie dokonywano masowych mordów – w Rajgrodzie, Kolnie, Suchowoli, Brańsku, Jasionówce powtarza się ten sam schemat: mordów dokonywano z antykomunistycznymi hasłami na ustach, pod formalną nieobecność niemieckich władz, lub przy ich bezczynności. W miejscowościach takich jak Szczuczyn, czy Brańsk, gdzie utworzono getta Polacy uczestniczyli w systematycznych mordach Żydów w zasadzie przez całą okupację, między innymi służąc w szeregach tzw. Hilfspolizei.
Co szokujące, po wojnie władze niezwykle łagodnie obchodziły się ze zbrodniarzami. Przestępcy sądzeni na podstawie tak zwanego dekretu sierpniowego, wydanego w 1944 r. przez PKWN nie byli skazywani za zabójstwo, jeśli uczestniczyli jedynie w zadenuncjowaniu lub ujęciu i doprowadzeniu Żyda.
I tak Bernard K. inicjator wydarzeń w Goniądzu, gdzie zamordowano przynajmniej 180 Żydów został wyrokiem z 3 lutego 1949 r. skazany na 5 lat więzienia i 5 lat pozbawienia praw publicznych.
Antoni L, nauczyciel z Rajgrodu, na którego rozkaz zabito ponad 100 Żydów, przedwojenny członek Stronnictwa Narodowego, przewodniczący samozwańczego polskiego samorządu zwanego Komitetem Wyniszczenia Komunizmu wyrokiem sądu z 7 maja 1958 roku został uniewinniony.
Dlaczego tak się stało?
Wielu ze tych sprawców po wojnie było członkami PPR i PZPR. Przede wszystkim jednak władze komunistyczne troszcząc się o swoją popularność wśród miejscowej ludności starały się zatuszować zbrodnie dokonane przez polskie milicje w czerwcu i lipcu 1941 roku. Często manipulowano świadkami, starając się ich skłonić do zmiany zeznań i przypisania zbrodni Niemcom.
Dopiero dziś, prawda o polskich zbrodniach tamtego okresu, często paradoksalnie dzięki prokuratorom IPN-u, wychodzi na jaw.
Zbrodnie te, powinny skłonić nas do refleksji nad historią polskiego nacjonalizmu, którego propaganda zebrała w czasie wojny tragiczne żniwo. Główny ideolog polskiego nacjonalizmu Roman Dmowski nie widział, przypomnijmy, sprzeczności między tradycją katolicką a szowinistycznym, wzywającym do odizolowania Żydów w gettach i odebrania im praw obywatelskim, antysemityzmem. W 1935 roku pełen podziwu dla „narodowej rewolucji” w Niemczech napisał o niesławnych ustawach norymberskich:
„Takie prawodawstwo jest wzorowane na prawodawstwie epoki, która miała najmądrzejszą politykę w stosunku do żydów, na średniowieczu i nauce Kościoła Katolickiego”.

Tomasz Sosnowski
---
Mirosław Tryczyk „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów”, Warszawa, Wydawnictwo RM, 2015.

 

Wydanie bieżące

Recenzje

Przez okres ostatnich dwóch lat, z różną intensywnością, na ogół jednak raz w tygodniu, publikowałem na łamach gazety Trybuna materiały publicystyczne, eseje i komentarze w ramach cyklu My Socjaliści. Obejmowały one szeroki wachlarz  problemów, choć założeniem moim było ukazanie otaczającej nas rzeczywistości społeczno-politycznej poprzez doświadczenia i wartości ideowe polskich socjalistów. Sytuacja ta była konsekwencją mojego zaangażowania w działalność w ruchu socjalistycznym, szczególnie w ramach PPS a także aktywną, prowadzoną od lat działalność dziennikarską i publicystyczną na łamach wielu pism i w Internecie.

Więcej …
 

Niewiele  jest w polskiej historii osób tak bardzo zasłużonych i zapomnianych jednocześnie. Jego życiorys to gotowy scenariusz na serial telewizyjny. Jan Józef Lipski, bohater biografii Łukasza Garbala, doczekał się w końcu kompletnej monografii.

Więcej …
 

W dzisiejszych czasach coraz trudniej o pasjonującą powieść poświęconą ludziom lewicy. Dosyć często pomija się ich wkład w kształtowanie polskiej państwowości czy w walkę o sprawiedliwość społeczną. Szablonowo traktuje się ich losy, wpisując w obowiązującą narrację.

Więcej …
 

 

 
 
 
 
 

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 37 gości 

Statystyka

Odsłon : 4810252

Więcej …
 

Więcej …
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Więcej …

Temat dnia

Metro na Pradze w tle marzeń socjalistów

Otwarto wreszcie w niedzielę  - 15 września nowy odcinek  warszawskiego metra  po prawej stronie Wisły . Ten fragment stolicy  w ramach dzielnic Praga Północ i Targówek odegrał kiedyś znaczącą rolę w historii  polskiego ruchu socjalistycznego. Odruchowo  dla  tamtych obszarów zapamiętano czyny rewolucyjne PPS w tym Stefana Okrzei co uhonorowano ulicą jego imienia.

Więcej …

Na lewicy

Polacy mają głód solidarności. Tylko Lewica może go zaspokoić – to motto wyborcze odbywającej się w dniu 20 września 2019 roku w Studiu Filmowym „Panika” w Gdyni Konwencji wyborczej Lewicy. Podczas Konwencji zaprezentowali się liderzy list na Pomorzu, a także liderzy ugrupowań: Wiosny, Razem i SLD.

Więcej …
 

W dniu 10 września 2019 roku odbyło się w Warszawie spotkanie sygnatariuszy Porozumienia Socjalistów. Przedyskutowano sytuację polityczną przed wyborami parlamentarnymi w październiku 2019 roku. Przyjęta została deklaracja „Polsce potrzebna jest lewica”, w której podkreślono wzrost oczekiwań społecznych, co potwierdzają badania, na aktywny udział lewicy w nowym Sejmie i Senacie oraz zwiększenie wpływu wartości ideowych lewicy na treści stanowionego prawa.

Więcej …
 

W dniu 31 sierpnia 2019 roku uległa uprawomocnieniu decyzja Krajowego Rejestru Sądowego w sprawie rejestracji stowarzyszenia Porozumienie Socjalistów.

Więcej …
 

W dniu 31 sierpnia 2019 roku obradowała w Warszawie Rada Naczelna Polskiej Partii Socjalistycznej. Przedyskutowano sprawy związane z wyborami parlamentarnymi.

Więcej …
 

W dniu 18 sierpnia 2019 roku w Warszawie odbyła się prezentacja kandydatów na pierwsze miejsca na listach wyborczych Lewicy. Działacze Lewicy Razem otrzymali 6 miejsc, działacze SLD – 17 a działacze Wiosny – 18.

Więcej …
 

W dniu 14 sierpnia 2019 roku Komitet Wyborczy Sojusz Lewicy Demokratycznej uzupełnił wady zawiadomienia do Państwowej Komisji Wyborczej dotyczące skrótu nazwy komitetu; nowy skrót to "KW Sojusz Lewicy Demokratycznej", a nie "KW Lewica" - poinformowała szefowa Krajowego Biura Wyborczego Magdalena Pietrzak.

Więcej …
 

11 sierpnia 2019 roku Prezydium RN PPS odbyło posiedzenie poświęcone ocenie przebiegu kampanii wyborczej do parlamentu RP 2019 roku. Towarzysze zapoznali się z działaniami sztabów wyborczych i udziałem w nich członków naszej Partii.

Więcej …
 

W dniu 5 sierpnia 2019 roku w Warszawie odbyła się robocza narada zawiązującej się Koalicji „Lewica”. Bazą jej jest porozumienie trzech ugrupowań: Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Partii Wiosna i Partii Lewica Razem.

Więcej …
 

Podczas festiwalu Pol’and’Rock (dawny Przystanek Woodstock) Stowarzyszenie ‘NIGDY WIĘCEJ’ miało zaszczyt gościć Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara oraz przyjaciół z wielu krajów.

Więcej …
 

W dniu 1 sierpnia 2019 roku, w 75 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego delegacja OKR Polskiej Partii Socjalistycznej w Piotrkowie Trybunalskim, z członkiem Rady Naczelnej PPS Bogdanem Chrzanowskim, złożyła wieniec przed Grobem Nieznanego Żołnierza w tym mieście, oddając hołd wszystkim poległym za wolność i niepodległość Polski.

 

Warszawska Organizacja Polskiej Partii Socjalistycznej złożyła w dniu 29 lipca 2019 roku kwiaty przed pomnikiem Żołnierzy AK Obwód „Żywiciel” oraz przed tablicą pamiątkową, na Żoliborzu przy tzw. "Starej Kotłowni" położonej przy ulicy Suzina.

Więcej …
 

W dniu 28 lipca 2019 roku lewica zorganizowała w Białymstoku wiec przeciw przemocy. Na centralnym skwerze w tym mieście poza aktywistami organizacji LGBT pojawili się też liderzy partii lewicy: Robert Biedroń z Wiosny, Adrian Zandberg z Razem i Włodzimierz Czarzasty z SLD. Byli obecni przedstawiciele innych ugrupowań lewicy m.in. PPS.

Więcej …