Po co komu ich cicha dyktatura…?

Drukuj PDF

Jan Herman
Felieton - Moja Polska

Najprawdopodobniej jestem demokratą. W dobrym stylu jest teraz dodawanie: dobrym, prawdziwym demokratą. To oznacza, że cokolwiek rodzi się w mojej głowie, sercu, sumieniu czy duszy – liczę się z tym, że innym rodzą się może całkiem inne, nawet odwrotne rzeczy, a do tego nie zawsze ludzie czy historia staną po mojej stronie. Czyli: wrzucam własne kamyki na szeroką toń, inni tez wrzucają – i niech fale się same ze sobą dogadują, moje niekoniecznie muszą okazać się „naj-mojsze”.
Ostatnio doświadczam w „swojej” przestrzeni , że Jarosław Kaczyński i jego formacja polityczna jest na cenzurowanym, i to tym bardziej, im więcej wygrywa potyczek o rację. A jeśli którąś przegra czasem, albo przynajmniej grozi mu przegrana – używają sobie na nim wszyscy. O takich mówiliśmy „dyżurny podpadziocha”. Pamiętacie sformułowanie „wina Tuska”? To była histeryczna obrona „wyznawców” polityka przed infamią, przed wskazywaniem palcem na domniemanego sprawcę - czegokolwiek.
„Wyznawcom” Kaczyńskiego nie pozwala się na symetryczną do tamtej obronę. Im jakby mniej wolno. Tuskowi wystarczało zachować spokój i robić dobrą minę. Kaczyński musiałby być dwa razy najlepszy we wszystkim, żeby wreszcie ktoś machnął ręką: no, dobrze, może on jest w porządku.
To mnie razi i przeraża. Powoduje moje odruchowe wejście między sforę i cierpkie uwagi wobec tych, którzy zdają się mieć sezonowy, a może dożywotni karnet na rację. Nie, nie macie tej racji na zawsze, nie w każdej sprawie. Nie wolno wam używać argumentu w stylu „wiadomo, to oczywiste”.
To, że Jarosław z bratem kiedyś podwędzili Księżyc – nie oznacza przecież, żeśmy wszyscy ów Księżyc utracili. To nie wafel, który raz zjedzony – znika bezpowrotnie. Nadal wszyscy mamy Księżyc na niebie, nadal każdy ma do niego równe prawo…
Są dwie metody „naukowego” uwiarygodniania własnych opinii-sądów. Pierwsza z nich sprowadza się do selekcji „dowodów”, znana jest w sądownictwie jako stronniczość. Druga z nich skupia się na torpedowaniu dowolnego argumentu, wyszydzaniu dowolnej racji przeciwników przyjętych opinii-sądów, używanie każdej wątpliwości w taki sposób, jakby bezwarunkowo je obalała.
Jestem (byłem) naocznym świadkiem przyjęcia przez pewne „wzięte” inteligenckie środowisko wróżebnej jeszcze wtedy tezy o tym, że zwycięstwo formacji kojarzonej głównie z PiS oznaczać będzie niechybne zaprowadzenie faszyzmu, być może „jedynie” piłsudczykowskiej sanacji, w każdym razie jakiejś zaawansowanej postaci totalitaryzmu.
Zanim powiem, na czym to moje świadkowanie polegało, spiszę jeszcze naprędce dziesięć (może być więcej) argumentów na to, co nazwałem swego czasu Mega-Neo-Totalitaryzmem i co spotkało się z reakcją lidera tego środowiska następującą: Janku, o Mega-Neo-Totalitaryzmie tutaj nie będziemy rozmawiać. Oto one (niektóre sięgają poza datę tego, czego byłem naocznym świadkiem):
Transformację przeprowadzono w Polsce podstępem (tzw. pakiet Balcerowicza), dokładnie wbrew oczekiwaniom społecznym, redagowanym w słowach „socjalizm tak, wypaczenia nie”, równie wbrew projektowi tzw. Samorządnej Rzeczpospolitej uchwalonym przez Solidarność podczas jej „pierwszego festiwalu”: ani społeczeństwo, ani władze PRL-RP nie rozumiały głębokiego sensu cywilizacyjnego przemian ustrojowych;
Na skutek Transformacji pojawiły się w Polsce: wielkie bezrobocie w świecie pracy, rwactwo dojutrkowe w gospodarce, szkolnictwo wyższe na poziomie „technikum gotowania na gazie”, upadek prawa pracy akceptowanego w krajach przodujących, drobna-rozpaczliwa przestępczość pospolita, oszustwa-afery zakotwiczone w Nomenklaturze, wykluczenia ekonomiczne i polityczne wielkich zbiorowości, likwidacja polskich sektorów w ważnych dziedzinach gospodarki, zupełne porzucenie sektora rolno-spożywczego, zanik zabezpieczeń społecznych, wyparcie polskich marek i kapitału z wielu obszarów handlu i konsumpcji, itd.;
Narastało uzasadnione odczucie społeczne, znane pod hasłem Polska w Ruinie, oznaczające lawinowe zadłużenie ludności, kraju i administracji lokalnej, obniżenie średniego poziomu opieki medycznej i oświaty, wrogie przejęcia kluczowych podmiotów gospodarczych, wyprzedaż za bezcen sektora bankowości i ubezpieczeń, spekulację władz dobrami publicznymi, zaprzestanie tzw. konserwacji obiektów i urządzeń, szczególnie w infrastrukturze, itd. (patrz: kampania Tymińskiego, Leppera, Kukiza);
W sferze przekazu medialnego rozprawiano się z wszelką krytyką Transformacji i jej skutków (michnikowszczyzna przeciw oszołomom), prawie równie energicznie rozprawiano się w Polsce z myśleniem socjalistycznym (na rzecz ludzi pracy i masowo wykluczanych, na rzecz samorządności i majątku wspólnego), celowo myląc to myślenie z komunizmem i oskarżając PRL o ten właśnie komunizm, w to miejsce wprowadzano w Polsce bezkrytyczny kult domniemanych wersji Wolności, Rynku, Demokracji, Przedsiębiorczości), reagując na krytykę ostracyzmem, stygmatyzacją, nagonkami i linczami (np. windykacyjnymi);
Trzykrotnie poddano Polskę próbie kolonizacji w wykonaniu flibustierskiego-bukanierskiego kapitału rwaczego-spekulacyjnego: Najpierw Powszechna Prywatyzacja, potem cztery „reformy Buzka” (budżety samorządów, oświaty, zdrowia i emerytalne), na koniec – niedokończona – akcja ostatniego rządu Tuska znana jako Polskie Inwestycje Rozwojowe, powierzona niedoukowi-narcyzowi udającemu bankowca, co nas uratowało przed trzecią falą rujnującą, po której bylibyśmy już tylko „niedojrzałą inkluzją” Prawdziwej Europy;
Pod hasłem „integracji europejskiej” w Polsce wypierano sukcesywnie rodzimy ład ustrojowy (usuwano wszelkie osobliwości narodowe, słowiańskie, polskie doświadczenia mocarstwowe i samorządowe, również doświadczenia mega-projektowe, jak Gdynia, COP, Chełm) – a w to miejsce przenoszono „żywcem” rozwiązania „zachodnie” nijak nie dające się kulturowo-mentalnie przyswoić bez strat moralnych i gospodarczych – wszystko to podlane sosem nowej Konstytucji, zawierającej kilka ewidentnych „ściem”, na przykład art. 20 i art. 104 czy instytucje „rzeczników”;
Społeczeństwo na mocy „mądrości ludowej”  reagowało odwracając się od Solidarności i tzw. Etosu (wraz  jego tytularnym nosicielem, Wałęsą), a przekonało się o łże-lewicowości formacji, której liderował A. Kwaśniewski i L. Miller oraz ich „spadkobiercy”: to oznaczało ostateczny odwrót od „koncesjonowanej” lewicy i takiejż „ludowości”, ale szafarze obu skompromitowanych formacji zrobili wiele,  by nie zrodziła się postępowa konkurencja dla nich w ludowo-lewicowej przestrzeni ideowej i społecznej;
Kosztem kolosalnego uzależnienia, uwiązania, wręcz kolonizacji Polski wobec Zachodu (odrębnie wobec Europy i Ameryki) – brnęliśmy w rozwiązania i sojusze (gospodarcze, ustrojowe), dla których ostatecznie byliśmy jedynie „królikiem doświadczalnym” (patrz: „terapia szokowa” i „reformy Buzka” w ich budżetowej istocie), czasem zaś pożytecznym idiotą (jak w przypadku Ukrainy – misja R. Sikorskiego „w imieniu” Trójkąta Weimarskiego), ale zarazem przyjmujemy „jak pelikany” zachodnie komplementy obliczone na dalszą „lemingizację”;
Na użytek wyborów-głosowań 2005 uruchomiono wspólny-etosowy projekt ustrojowy pod zawołaniem IV Rzeczpospolitej: był to nieco podejrzany co do rzeczywistych intencji projekt samo-naprawy Państwa i ukłon w kierunku Elektoratu. W ostatniej chwili jednak tzw. POPiS rozpadł się po oczywistej wolcie Tuska (wcześniej aktywnego podczas operacji usunięcia Premiera J. Olszewskiego i sprawnego w eliminowaniu współzałożycieli PO)
Niespodziewana (dla obu waśnionych „plemion” polskich ) przegrana wyborcza B. Komorowskiego naznaczona ostała dwoma znaczącymi spazmami politycznymi: przygotowaną na kolanie nowelizacją ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (w niej zapis o możliwości odsunięcia Prezydenta, tu: obcego politycznie) oraz nieco mniej niespodziewaną rejteradą Premiera który „pośród sukcesów” opuścił Kraj mimo trwającej kadencji – i udał się na oczywiste „saksy” w łonie biurokracji brukselskiej;
Mimo takich argumentów (wspieranych obficie przez nie tylko moją publicystykę) – wspomniane przeze mnie środowisko wciąż bezkrytycznie (poza kosmetycznymi uwagami) wielbiło Transformację i nosicieli Etosu. Tym bardziej szokowała zajadłość i łatwość, z jaką latem i jesienią 2015 wieszano psy na formacji skupionej wokół J. Kaczyńskiego, choć proponowałem w tym środowisku rzeczową dyskusję, np. ludziom z wykształceniem ekonomicznym i wprawą w debatach polityczno-społecznych.
Nikt nie twierdzi, że formacja dotąd zawiadywana przez J. Kaczyńskiego jest wzorcem cnót politycznych, wolnym od pogardy wobec maluczkich, od niekompetencji, wspierania swojaków, itp. Uderzająco jednak różni się ona od kosmopolitycznej „postsolidarności”, aktywnie sprzyjającej rabunkowej kolonizacji kraju, wpędzeniu ludności w pułapkę wykluczeń, służalczości wobec Euro-Zachodu. Po  jesieni 2015 podjęto nie dający się zignorować, historyczny wysiłek budżetowy zbliżający Polskę do rozwiązań bliskich Minimalnemu Dochodowi Gwarantowanemu i – nie do końca mądrze oraz prawdziwie – uruchomiła patriotyczne wątki „polityki historycznej”, w której wykonaniu grzeszy jednak inkwizycją-opryczniną-maccartyzmem.
Obwoływanie tej formacji – jeszcze przed objęciem władzy aż po dziś – faszystowską – jest grubym nadużyciem opartym na nieprawdzie. W przypisie daję akapit szerzej tę myśl objaśniający[1].
Jako ktoś, kto śledzi uważnie politykę polską i trochę w niej eksperymentuje – nie widzę w PiS więcej złego, niż w innych ważnych dla Polski formacjach: ludowych, lewicowych, narodowych, europolubnych, chadeckich. Wszystkie jednakowo budowały „państwa w państwie”, jednakowo zwiększały zatrudnienie nomenklaturowe, jednakowo powiększały zadłużenia budżetowe, jednakowo wytracały polską suwerenność, jednakowo wpędzały Państwo (urzędy-organy-służby-legislaturę) w „teoretyczność”, jednakowo kurczyły polskie sektory gospodarcze, jednakowo bajały, że Rosja jest przedłużeniem Kraju Rad, jednakowo udawały swoją własną demokratyczność, jednakowo dbały bardziej o swoje sitwy niż o naród elektorat-suwerena, jednakowo martwiły i martwią rzeczywistych obywateli, jednakowo wystawiają śmiesznych pajaców na pierwsze linie frontowe, itd. A co do reszty – to kwestia smaku. Polacy i tak nie słyną ani z wytrawnej kuchni politycznej, ani z wyczucia spraw globalnych, które dzieją się raczej poza nimi i ich kosztem.
Chodzi więc chyba wyłącznie o to, że „kaczory” najwyraźniej czymś wkurzają pozostałych, ale to by oznaczało brak wyrozumiałości i cierpliwości u tych wkurzonych.
Jestem w tyglu sondażowym ładnych kilka lat, od środka. Jedyne, co się zmienia w „opinii publicznej” – to wzmacnia się polaryzacja, zwana u nas „plemiennością”. Wątpię – polecam ponowną lekturę powyższych 10 punktów – że jedynym sprawcą jest akurat wkurzający wszystkich PiS, choć też dorzucał do pieca.

*             *             *

Dobrze, powiem to słowo: autorytaryzm. To taka maniera polityczna, którą dotknięci nie umieją albo nie chcą współpracować z ludźmi, z tyglem politycznym, wolą szast-prast załatwiać wszystko bez żmudnych debat, gier zakulisowych, przepychanek parlamentarnych.
Ale autorytaryzm to nie totalitaryzm! Połowa polskich stowarzyszeń, biznesów, samorządów, izb, fundacji, związków zawodowych, gildii-cechów, rodzin, spółdzielni – zarządzana jest autorytarnie, bo tacy jesteśmy: roszczeniowi i zarazem nie-asertywni . Ale mało kiedy skarżymy się na to (choć bywa, że jednak skarżymy), że rządzący-zarządzający próbują nami sterować ręcznie, przesadzają z opresyjnością w sądach, zaprowadzają policyjne porządki w każdym zakamarków, pomiatają szarakami zza uśmiechniętych geszeftów. Oczywiście, że są takie ciągotki – tyle że tyczy się to każdych, wszytskich rządzących-zarządzających w naszej Ojczyźnie. Taka sytuacja…
Ja, który ukułem pojęcie Mega-Neo-Totalitaryzmu, dużo wcześniej, zanim nastał PiS, pytam: jakie widzimy cechy obecnych rządów w Polsce, które znacząco nie obciążają pozostałych formacji  za ich rządów:

-    Cenzurę, dyspozycyjność mediów, pragnienie jedynomyślności?
-    Kontrolę doraźną życia prywatnego, sąsiedzkiego, pozarządowego?
-    Przekłamania w podręcznikach?
-    Fundusze wspierające tylko „swoich”?
-    Władza ma zawsze rację?
-    W relacjach Nomenklatura-Obywatel – sitwiarskie jest na wierzchu?
-    Kiedy kryzys – to najpierw kurczy się to co obywatelskie?
-    Władzy raz zdobytej – trudno jest się wyrzec?
-    Łże-politykę jako osobliwą polską normę?

Na mój rozumek, w przedstawieniu na kanwie bajki St. Trembeckiego „Myszka, kot i kogut” – zawsze PiS-owi przydzielonoby rolę koguta, a PO – rolę kota. I tylko my wszyscy, małe myszki, nie chcemy zapamiętać:
>>tę zdrową maksymę w twej pamięci napisz:
nie sądź nikogo po minie,
bo się w sądzeniu poszkapisz<<

I na odchodne: kiedy się PiS posypie, i nastanie Delfinarium – będziemy gorzko płakać. A o tym, że wiele łez wylaliśmy przez „demokratów-transformatorów”, że całe ponad-pokolenie wyrosło na trzęsawisku – muszę wciąż przypominać…?
Epoka PiS się kiedyś skończy, jak wszystkie inne. I co, będziemy szczać na groby? Oszczaliśmy już PRL, i co – pomogło…? Mało nam?
Aha, miałem coś wyjawić. Otóż świadkowałem kiedyś promocji książki „Raport gęgaczy”. To ona mnie zaszokowała wtedy – i nadal budzi mój niesmak. Pomyślałem sobie natychmiast: naskakują na niego. I pomyślałem te sobie: to nie w moim stylu. Bo co innego pośmiać się trochę, podworować z „kartofla”, a co innego – robić z niego dyżurny odgromnik na wszystkie możliwe frustracje. Im częściej do niej zaglądam – tym większy w niej widzę paszkwil. To samo środowisko wylansowało pajaca jako animatora KOD. O „legendzie etosu”, który sam, w pojedynkę oszwabił i obalił „komunę” – nie wspomnę. Bez złośliwości zatem mówię: nieomylność i przyzwoitość nie zawsze jest najmocniejszą stroną Obrońców Etosu.
A czyj to cytat…? > grozi nam nawet nie tyle katastrofa, ile miernota, prowincjonalizm, dryfowanie, poczucie bezradności, a przede wszystkim próżnia władzy<

Jan Herman

Odnośnik:
[1] Polityka historyczna – to wieloletnia kampania prowadzona przez ideowe ramię PiS w postaci IPN, której założeniem jest przywrócenie Narodowi (zdefiniowanemu jak w Konstytucji) dumy z polskości i z własnej historii, co jest zadaniem trudnym, w obliczu oczywistych błędów choćby Polski Szlacheckiej czy Polski Sanacyjnej. Postawiono na trzy filary: kult dawnej Rzeczpospolitej, kult Piłsudczyzny i kult Żołnierzy Wyklętych (stojących równocześnie przeciw Hitleryzmowi i Stalinizmowi). Zrozumiałe jest propagandowe zadęcie „polityki historycznej” w postaci jednostronnych wzorców osobowych i politycznych, zbyt łatwa jest jednak do wytknięcia grupa zbrodniczych „niepokornych” i zbyt rażące, nieprawdziwe jest utożsamianie stalinowskiego ZSRR czy powojennego PRL z komunizmem. Społeczny koszt tego zaplanowanego przekłamania narasta i może owocować „kolapsem” całej polityki;


Więcej: https://publications.webnode.com/news/po-co-komu-cicha-dyktatura/?fbclid=IwAR0vPQuPbvr4_4usPU5k4I3Sil4DIMvTtnkWYY0TorHON_ABXkiXf7Ld78c

Po co komu ich cicha dyktatura…?

2020-04-03 04:52

 

Najprawdopodobniej jestem demokratą. W dobrym stylu jest teraz dodawanie: dobrym, prawdziwym demokratą. To oznacza, że cokolwiek rodzi się w mojej głowie, sercu, sumieniu czy duszy – liczę się z tym, że innym rodzą się może całkiem inne, nawet odwrotne rzeczy, a do tego nie zawsze ludzie czy historia staną po mojej stronie. Czyli: wrzucam własne kamyki na szeroką toń, inni tez wrzucają – i niech fale się same ze sobą dogadują, moje niekoniecznie muszą okazać się „naj-mojsze”.

Ostatnio doświadczam w „swojej” przestrzeni , że Jarosław Kaczyński i jego formacja polityczna jest na cenzurowanym, i to tym bardziej, im więcej wygrywa potyczek o rację. A jeśli którąś przegra czasem, albo przynajmniej grozi mu przegrana – używają sobie na nim wszyscy. O takich mówiliśmy „dyżurny podpadziocha”. Pamiętacie sformułowanie „wina Tuska”? To była histeryczna obrona „wyznawców” polityka przed infamią, przed wskazywaniem palcem na domniemanego sprawcę - czegokolwiek.

„Wyznawcom” Kaczyńskiego nie pozwala się na symetryczną do tamtej obronę. Im jakby mniej wolno. Tuskowi wystarczało zachować spokój i robić dobrą minę. Kaczyński musiałby być dwa razy najlepszy we wszystkim, żeby wreszcie ktoś machnął ręką: no, dobrze, może on jest w porządku.

To mnie razi i przeraża. Powoduje moje odruchowe wejście między sforę i cierpkie uwagi wobec tych, którzy zdają się mieć sezonowy, a może dożywotni karnet na rację. Nie, nie macie tej racji na zawsze, nie w każdej sprawie. Nie wolno wam używać argumentu w stylu „wiadomo, to oczywiste”.

To, że Jarosław z bratem kiedyś podwędzili Księżyc – nie oznacza przecież, żeśmy wszyscy ów Księżyc utracili. To nie wafel, który raz zjedzony – znika bezpowrotnie. Nadal wszyscy mamy Księżyc na niebie, nadal każdy ma do niego równe prawo…

Są dwie metody „naukowego” uwiarygodniania własnych opinii-sądów. Pierwsza z nich sprowadza się do selekcji „dowodów”, znana jest w sądownictwie jako stronniczość. Druga z nich skupia się na torpedowaniu dowolnego argumentu, wyszydzaniu dowolnej racji przeciwników przyjętych opinii-sądów, używanie każdej wątpliwości w taki sposób, jakby bezwarunkowo je obalała.

Jestem (byłem) naocznym świadkiem przyjęcia przez pewne „wzięte” inteligenckie środowisko wróżebnej jeszcze wtedy tezy o tym, że zwycięstwo formacji kojarzonej głównie z PiS oznaczać będzie niechybne zaprowadzenie faszyzmu, być może „jedynie” piłsudczykowskiej sanacji, w każdym razie jakiejś zaawansowanej postaci totalitaryzmu.

Zanim powiem, na czym to moje świadkowanie polegało, spiszę jeszcze naprędce dziesięć (może być więcej) argumentów na to, co nazwałem swego czasu Mega-Neo-Totalitaryzmem i co spotkało się z reakcją lidera tego środowiska następującą: Janku, o Mega-Neo-Totalitaryzmie tutaj nie będziemy rozmawiać. Oto one (niektóre sięgają poza datę tego, czego byłem naocznym świadkiem):

  1. Transformację przeprowadzono w Polsce podstępem (tzw. pakiet Balcerowicza), dokładnie wbrew oczekiwaniom społecznym, redagowanym w słowach „socjalizm tak, wypaczenia nie”, równie wbrew projektowi tzw. Samorządnej Rzeczpospolitej uchwalonym przez Solidarność podczas jej „pierwszego festiwalu”: ani społeczeństwo, ani władze PRL-RP nie rozumiały głębokiego sensu cywilizacyjnego przemian ustrojowych;
  2. Na skutek Transformacji pojawiły się w Polsce: wielkie bezrobocie w świecie pracy, rwactwo dojutrkowe w gospodarce, szkolnictwo wyższe na poziomie „technikum gotowania na gazie”, upadek prawa pracy akceptowanego w krajach przodujących, drobna-rozpaczliwa przestępczość pospolita, oszustwa-afery zakotwiczone w Nomenklaturze, wykluczenia ekonomiczne i polityczne wielkich zbiorowości, likwidacja polskich sektorów w ważnych dziedzinach gospodarki, zupełne porzucenie sektora rolno-spożywczego, zanik zabezpieczeń społecznych, wyparcie polskich marek i kapitału z wielu obszarów handlu i konsumpcji, itd.;
  3. Narastało uzasadnione odczucie społeczne, znane pod hasłem Polska w Ruinie, oznaczające lawinowe zadłużenie ludności, kraju i administracji lokalnej, obniżenie średniego poziomu opieki medycznej i oświaty, wrogie przejęcia kluczowych podmiotów gospodarczych, wyprzedaż za bezcen sektora bankowości i ubezpieczeń, spekulację władz dobrami publicznymi, zaprzestanie tzw. konserwacji obiektów i urządzeń, szczególnie w infrastrukturze, itd. (patrz: kampania Tymińskiego, Leppera, Kukiza);
  4. W sferze przekazu medialnego rozprawiano się z wszelką krytyką Transformacji i jej skutków (michnikowszczyzna przeciw oszołomom), prawie równie energicznie rozprawiano się w Polsce z myśleniem socjalistycznym (na rzecz ludzi pracy i masowo wykluczanych, na rzecz samorządności i majątku wspólnego), celowo myląc to myślenie z komunizmem i oskarżając PRL o ten właśnie komunizm, w to miejsce wprowadzano w Polsce bezkrytyczny kult domniemanych wersji Wolności, Rynku, Demokracji, Przedsiębiorczości), reagując na krytykę ostracyzmem, stygmatyzacją, nagonkami i linczami (np. windykacyjnymi);
  5. Trzykrotnie poddano Polskę próbie kolonizacji w wykonaniu flibustierskiego-bukanierskiego kapitału rwaczego-spekulacyjnego: Najpierw Powszechna Prywatyzacja, potem cztery „reformy Buzka” (budżety samorządów, oświaty, zdrowia i emerytalne), na koniec – niedokończona – akcja ostatniego rządu Tuska znana jako Polskie Inwestycje Rozwojowe, powierzona niedoukowi-narcyzowi udającemu bankowca, co nas uratowało przed trzecią falą rujnującą, po której bylibyśmy już tylko „niedojrzałą inkluzją” Prawdziwej Europy;
  6. Pod hasłem „integracji europejskiej” w Polsce wypierano sukcesywnie rodzimy ład ustrojowy (usuwano wszelkie osobliwości narodowe, słowiańskie, polskie doświadczenia mocarstwowe i samorządowe, również doświadczenia mega-projektowe, jak Gdynia, COP, Chełm) – a w to miejsce przenoszono „żywcem” rozwiązania „zachodnie” nijak nie dające się kulturowo-mentalnie przyswoić bez strat moralnych i gospodarczych – wszystko to podlane sosem nowej Konstytucji, zawierającej kilka ewidentnych „ściem”, na przykład art. 20 i art. 104 czy instytucje „rzeczników”;
  7. Społeczeństwo na mocy „mądrości ludowej”  reagowało odwracając się od Solidarności i tzw. Etosu (wraz  jego tytularnym nosicielem, Wałęsą), a przekonało się o łże-lewicowości formacji, której liderował A. Kwaśniewski i L. Miller oraz ich „spadkobiercy”: to oznaczało ostateczny odwrót od „koncesjonowanej” lewicy i takiejż „ludowości”, ale szafarze obu skompromitowanych formacji zrobili wiele,  by nie zrodziła się postępowa konkurencja dla nich w ludowo-lewicowej przestrzeni ideowej i społecznej;
  8. Kosztem kolosalnego uzależnienia, uwiązania, wręcz kolonizacji Polski wobec Zachodu (odrębnie wobec Europy i Ameryki) – brnęliśmy w rozwiązania i sojusze (gospodarcze, ustrojowe), dla których ostatecznie byliśmy jedynie „królikiem doświadczalnym” (patrz: „terapia szokowa” i „reformy Buzka” w ich budżetowej istocie), czasem zaś pożytecznym idiotą (jak w przypadku Ukrainy – misja R. Sikorskiego „w imieniu” Trójkąta Weimarskiego), ale zarazem przyjmujemy „jak pelikany” zachodnie komplementy obliczone na dalszą „lemingizację”;
  9. Na użytek wyborów-głosowań 2005 uruchomiono wspólny-etosowy projekt ustrojowy pod zawołaniem IV Rzeczpospolitej: był to nieco podejrzany co do rzeczywistych intencji projekt samo-naprawy Państwa i ukłon w kierunku Elektoratu. W ostatniej chwili jednak tzw. POPiS rozpadł się po oczywistej wolcie Tuska (wcześniej aktywnego podczas operacji usunięcia Premiera J. Olszewskiego i sprawnego w eliminowaniu współ-założycieli PO)
  10. Niespodziewana (dla obu waśnionych „plemion” polskich ) przegrana wyborcza B. Komorowskiego naznaczona ostała dwoma znaczącymi spazmami politycznymi: przygotowaną na kolanie nowelizacją ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (w niej zapis o możliwości odsunięcia Prezydenta, tu: obcego politycznie) oraz nieco mniej niespodziewaną rejteradą Premiera który „pośród sukcesów” opuścił Kraj mimo trwającej kadencji – i udał się na oczywiste „saksy” w łonie biurokracji brukselskiej;

Mimo takich argumentów (wspieranych obficie przez nie tylko moją publicystykę) – wspomniane przeze mnie środowisko wciąż bezkrytycznie (poza kosmetycznymi uwagami) wielbiło Transformację i nosicieli Etosu. Tym bardziej szokowała zajadłość i łatwość, z jaką latem i jesienią 2015 wieszano psy na formacji skupionej wokół J. Kaczyńskiego, choć proponowałem w tym środowisku rzeczową dyskusję, np. ludziom z wykształceniem ekonomicznym i wprawą w debatach polityczno-społecznych.

Nikt nie twierdzi, że formacja dotąd zawiadywana przez J. Kaczyńskiego jest wzorcem cnót politycznych, wolnym od pogardy wobec maluczkich, od niekompetencji, wspierania swojaków, itp. Uderzająco jednak różni się ona od kosmopolitycznej „postsolidarności”, aktywnie sprzyjającej rabunkowej kolonizacji kraju, wpędzeniu ludności w pułapkę wykluczeń, służalczości wobec Euro-Zachodu. Po  jesieni 2015 podjęto nie dający się zignorować, historyczny wysiłek budżetowy zbliżający Polskę do rozwiązań bliskich Minimalnemu Dochodowi Gwarantowanemu i – nie do końca mądrze oraz prawdziwie – uruchomiła patriotyczne wątki „polityki historycznej”, w której wykonaniu grzeszy jednak inkwizycją-opryczniną-maccartyzmem.

Obwoływanie tej formacji – jeszcze przed objęciem władzy aż po dziś – faszystowską – jest grubym nadużyciem opartym na nieprawdzie. W przypisie daję akapit szerzej tę myśl objaśniający[1].

Jako ktoś, kto śledzi uważnie politykę polską i trochę w niej eksperymentuje – nie widzę w PiS więcej złego, niż w innych ważnych dla Polski formacjach: ludowych, lewicowych, narodowych, europolubnych, chadeckich. Wszystkie jednakowo budowały „państwa w państwie”, jednakowo zwiększały zatrudnienie nomenklaturowe, jednakowo powiększały zadłużenia budżetowe, jednakowo wytracały polską suwerenność, jednakowo wpędzały Państwo (urzędy-organy-służby-legislaturę) w „teoretyczność”, jednakowo kurczyły polskie sektory gospodarcze, jednakowo bajały, że Rosja jest przedłużeniem Kraju Rad, jednakowo udawały swoją własną demokratyczność, jednakowo dbały bardziej o swoje sitwy niż o naród elektorat-suwerena, jednakowo martwiły i martwią rzeczywistych obywateli, jednakowo wystawiają śmiesznych pajaców na pierwsze linie frontowe, itd. A co do reszty – to kwestia smaku. Polacy i tak nie słyną ani z wytrawnej kuchni politycznej, ani z wyczucia spraw globalnych, które dzieją się raczej poza nimi i ich kosztem.

Chodzi więc chyba wyłącznie o to, że „kaczory” najwyraźniej czymś wkurzają pozostałych, ale to by oznaczało brak wyrozumiałości i cierpliwości u tych wkurzonych.

Jestem w tyglu sondażowym ładnych kilka lat, od środka. Jedyne, co się zmienia w „opinii publicznej” – to wzmacnia się polaryzacja, zwana u nas „plemiennością”. Wątpię – polecam ponowną lekturę powyższych 10 punktów – że jedynym sprawcą jest akurat wkurzający wszystkich PiS, choć też dorzucał do pieca.

 

*             *             *

Dobrze, powiem to słowo: autorytaryzm. To taka maniera polityczna, którą dotknięci nie umieją albo nie chcą współpracować z ludźmi, z tyglem politycznym, wolą szast-prast załatwiać wszystko bez żmudnych debat, gier zakulisowych, przepychanek parlamentarnych.

Ale autorytaryzm to nie totalitaryzm! Połowa polskich stowarzyszeń, biznesów, samorządów, izb, fundacji, związków zawodowych, gildii-cechów, rodzin, spółdzielni – zarządzana jest autorytarnie, bo tacy jesteśmy: roszczeniowi i zarazem nie-asertywni . Ale mało kiedy skarżymy się na to (choć bywa, że jednak skarżymy), że rządzący-zarządzający próbują nami sterować ręcznie, przesadzają z opresyjnością w sądach, zaprowadzają policyjne porządki w każdym zakamarków, pomiatają szarakami zza uśmiechniętych geszeftów. Oczywiście, że są takie ciągotki – tyle że tyczy się to każdych, wszytskich rządzących-zarządzających w naszej Ojczyźnie. Taka sytuacja…

Ja, który ukułem pojęcie Mega-Neo-Totalitaryzmu, dużo wcześniej, zanim nastał PiS, pytam: jakie widzimy cechy obecnych rządów w Polsce, które znacząco nie obciążają pozostałych formacji  za ich rządów:

  1. Cenzurę, dyspozycyjność mediów, pragnienie jedynomyślności?
  2. Kontrolę doraźną życia prywatnego, sąsiedzkiego, pozarządowego?
  3. Przekłamania w podręcznikach?
  4. Fundusze wspierające tylko „swoich”?
  5. Władza ma zawsze rację?
  6. W relacjach Nomenklatura-Obywatel – sitwiarskie jest na wierzchu?
  7. Kiedy kryzys – to najpierw kurczy się to co obywatelskie?
  8. Władzy raz zdobytej – trudno jest się wyrzec?
  9. Łże-politykę jako osobliwą polską normę?

Na mój rozumek, w przedstawieniu na kanwie bajki St. Trembeckiego „Myszka, kot i kogut” – zawsze PiS-owi przydzielonoby rolę koguta, a PO – rolę kota. I tylko my wszyscy, małe myszki, nie chcemy zapamiętać:

>>tę zdrową maksymę w twej pamięci napisz:
nie sądź nikogo po minie,
bo się w sądzeniu poszkapisz<<

I na odchodne: kiedy się PiS posypie, i nastanie Delfinarium – będziemy gorzko płakać. A o tym, że wiele łez wylaliśmy przez „demokratów-transformatorów”, że całe ponad-pokolenie wyrosło na trzęsawisku – muszę wciąż przypominać…?

Epoka PiS się kiedyś skończy, jak wszystkie inne. I co, będziemy szczać na groby? Oszczaliśmy już PRL, i co – pomogło…? Mało nam?

Aha, miałem coś wyjawić. Otóż świadkowałem kiedyś promocji książki „Raport gęgaczy”. To ona mnie zaszokowała wtedy – i nadal budzi mój niesmak. Pomyślałem sobie natychmiast: naskakują na niego. I pomyślałem te sobie: to nie w moim stylu. Bo co innego pośmiać się trochę, podworować z „kartofla”, a co innego – robić z niego dyżurny odgromnik na wszystkie możliwe frustracje. Im częściej do niej zaglądam – tym większy w niej widzę paszkwil. To samo środowisko wylansowało pajaca jako animatora KOD. O „legendzie etosu”, który sam, w pojedynkę oszwabił i obalił „komunę” – nie wspomnę. Bez złośliwości zatem mówię: nieomylność i przyzwoitość nie zawsze jest najmocniejszą stroną Obrońców Etosu.

A czyj to cytat…? > grozi nam nawet nie tyle katastrofa, ile miernota, prowincjonalizm, dryfowanie, poczucie bezradności, a przede wszystkim próżnia władzy<

 

 



[1] Polityka historyczna – to wieloletnia kampania prowadzona przez ideowe ramię PiS w postaci IPN, której założeniem jest przywrócenie Narodowi (zdefiniowanemu jak w Konstytucji) dumy z polskości i z własnej historii, co jest zadaniem trudnym, w obliczu oczywistych błędów choćby Polski Szlacheckiej czy Polski Sanacyjnej. Postawiono na trzy filary: kult dawnej Rzeczpospolitej, kult Piłsudczyzny i kult Żołnierzy Wyklętych (stojących równocześnie przeciw Hitleryzmowi i Stalinizmowi). Zrozumiałe jest propagandowe zadęcie „polityki historycznej” w postaci jednostronnych wzorców osobowych i politycznych, zbyt łatwa jest jednak do wytknięcia grupa zbrodniczych „niepokornych” i zbyt rażące, nieprawdziwe jest utożsamianie stalinowskiego ZSRR czy powojennego PRL z komunizmem. Społeczny koszt tego zaplanowanego przekłamania narasta i może owocować „kolapsem” całej polityki;



Więcej: https://publications.webnode.com/news/po-co-komu-cicha-dyktatura/?fbclid=IwAR0vPQuPbvr4_4usPU5k4I3Sil4DIMvTtnkWYY0TorHON_ABXkiXf7Ld78c
 

Wydanie bieżące

Recenzje

Stanisław Dubois to niewątpliwie lider młodzieży robotniczej w Drugiej Rzeczpospolitej, od początku swojej działalności zaangażowany w poprawę jej bytu. Przykładał ogromną wagę do wciągnięcia jej w orbitę wpływów PPS, do jej aktywności w życiu publicznym, łącząc walory edukacyjne z wypoczynkiem, łącząc młodzież pod jednym sztandarem.

Więcej …
 

Redaktor Maciej Roślicki nie ustaje w promowaniu idei pokoju, pokojowego współistnienia i szerokiego porozumienia ludzi celem realizacji tych idei. W roku 2022 odbyła się w Krakowie Konferencja „Wojna w Europie – jaka będzie Unia Europejska”, która zgromadziła wielu wybitnych przedstawicieli świata polityki, kultury, duchowieństwa, uczonych i dziennikarzy.

Więcej …
 

„Przemoc, pokój, prawa człowieka” to książka Jerzego Oniszczuka wydana co prawda w roku 2016, niemniej jej aktualność w ostatnich latach okazała się niezwykle ważna, dotyczy bowiem filozofii konfliktu i dopuszczalności przemocy, co autor wyraźnie podkreśla we wstępie.

Więcej …
 

 

 
 
 
 
 

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 50 gości 

Statystyka

Odsłon : 8049201

Książka „Przegląd Socjalistyczny: Almanach 2004 – 2024” jest zbiorem wybranych artykułów, które ukazały się w okresie ostatnich 20 lat na łamach kwartalnika. Stanowią one niewielką, ale ważną cześć dorobku pisma. Jest to zbiór 60 artykułów: esejów, materiałów publicystycznych, felietonów napisanych przez 42 wybitnych autorów.

Więcej …
 

Więcej …
 

Więcej …

Temat dnia

"Łapy Trumpa w Wenezueli"

Atak sił zbrojnych/specjalnych USA na stolicę Wenezueli - Caracas i prezydenta Maduro - był przede wszystkim bandycki, pozbawiony wcześniejszej zgody amerykańskiego Kongresu, a ponadto jakiejkolwiek legitymacji prawa międzynarodowego. Oparty jedynie na zasadzie siły. Maduro był dyktatorem, a jego samego i jego otoczenie toczyły rozliczne, i poważne, choroby władzy. Jednak z inicjatywy Trumpa obalono go również w iście dyktatorski sposób.

Więcej …
 
Prawda o PRL

Co słychać (?), tradycyjnie pyta Fb. Ano słychać tak, że ręce opadają. Jeden z głównych wątków tzw. "debaty" publicznej to ocena PRLu. A zwłaszcza krytycznych momentów naszej historii z okresu 1945/1989.

Więcej …
 

Wywiad tygodnia

Gospodarstwa rodzinne – co dalej?

Rozmowa z dr. Bolesławem Borysiukiem przewodniczącym Związku Zawodowego Rolnictwa i Obszarów Wiejskich „Regiony”.

Jak wynika z informacji medialnych, w ostatnich dniach skierowaliście jako związek zawodowy reprezentujący głównie rolników indywidualnych list z poważnymi postulatami do prezesa Rady Ministrów w sprawie sytuacji w polskim rolnictwie. Jest on szczególnie ważny w okresie przekształceń rynków rolnych w Polsce i w skali globalnej. Co jest powodem bardzo krytycznego stanowiska związku wobec aktualnej polityki rolnej państwa?

Więcej …

Na lewicy

W dniu 17 stycznia 2026 r. w uroczystościach z okazji 81 rocznicy wyzwolenia Warszawy przez żołnierzy 1 Armii Wojska Polskiego w ramach operacji Wiślańsko-odrzańskiej u boku Armii Czerwonej udział wzięły następujące delegacje:
- Zarządu Głównego Związku Kombatantów RP i BWP;

Więcej …
 

W dniu 17 grudnia 2025 roku w Warszawie odbyło się Walne Zgromadzenie członków Stowarzyszenia Porozumienie Socjalistów na podsumowanie kadencji 2022-2025. Miało ono charakter sprawozdawczo-wyborczy.

Więcej …
 

W dniach 13-14 grudnia 2025 roku w Warszawie odbywał się Kongres Nowej Lewicy. Przyjęto założenia programowe i wybrano nowe władze partii.

Więcej …
 

Koło PPS Łódź Polesie w dniu 6 grudnia 2025 roku przyjęło stanowisko przeciw próbom delegalizacji Komunistycznej Partii Polski, podkreślając że pluralizm polityczny jako podstawę polskiej demokracji.

Więcej …
 

W dniu 15 listopada 2025 roku w Warszawie odbyło się posiedzenie Rady Mazowieckiej Polskiej Partii Socjalistycznej.

Więcej …
 

Tego  dnia w 1904 roku miało miejsce starcie warszawskich robotników pod dowództwem PPS z Kozakami cara rosyjskiego. Zginęło wielu demonstrantów. Dzień ten przeszedł do historii Polski jako chrzest bojowy Polskiej Partii Socjalistycznej.

Więcej …
 

W dniu 7 listopada 2025 roku w Warszawie przed pomnikiem Ignacego Daszyńskiego odbyła się manifestacja przedstawicieli ugrupowań lewicowych z okazji kolejnej rocznicy powstania w Lublinie w nocy 6/7 listopada 1918 roku Rządu Ludowego z premierem Ignacym Daszyńskim.

Więcej …
 

W dniu 11 października 2025 roku w Warszawie odbyło się posiedzenie Rady Wojewódzkiej PPS – Mazowsze. Podjęto sprawy bieżące oraz problemy dotyczące roli i umacniania  pozycji PPS na scenie politycznej.

Więcej …
 

W dniu 18 września 2025 roku w siedzibie węgierskiego Instytutu Liszta w Warszawie odbył się  pokaz fabularyzowanego dokumentu w reżyserii Grzegorza Łubczyka „ŻYCIE NA KRAWĘDZI. Henryk Sławik – József Antall senior".
Prezentowany film ukazuje wojenne losy Polaków i dzieci żydowskich, którzy trafili na Węgry w 1939 roku w wyniku wybuchu II wojny światowej i agresji niemieckiej na Polskę.

Więcej …
 

W dniu 30 sierpnia 2025 roku nowy Ambasador Chińskiej Republiki Ludowej w Warszawie Pan Lu Shan złożył wiązankę kwiatów pod Pomnikiem Powstania Warszawskiego przy Placu Krasińskich.
Na stronie Ambasady ChRL ukazał się podpisany przez Ambasadora tekst poświęcony relacjom polsko-chińskim w kontekście rocznicy Powstania.

Więcej …
 

Członkowie PPS rokrocznie biorą udział w uroczystościach upamiętnienia ofiar Powstania Warszawskiego.

Więcej …
 

W 81 rocznicę opublikowania Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego w dniu 22 lipca 1944 r. odbyło się spotkanie Społecznego Forum Wymiany Myśli w Bydgoszczy.

Więcej …