Intensyfikacja wypłukiwania polskości

Proces wynarodowiania, zwany też depolonizacją, znany jest dobrze w historii Polski od dawien dawna. Na wielką skalę został on zapoczątkowany przez mocarstwa ościenne już od 1. rozbioru w postaci germanizacji i rusyfikacji. Od tamtej pory, depolonizacja trwa nieprzerwanie do dziś, ulegając systematycznemu rozszerzaniu i pogłębianiu. Zmieniają się też treści, formy i metody depolonizacji – stosownie do nowych uwarunkowań ogólnych oraz do specyficznych wymagań i zapotrzebowań kolejnych depolonizatorów. Spośród nich, największe szkody ludzkie, materialne i moralne w tym zakresie spowodował hitleryzm – w wyniku 2. wojny światowej i okupacji Polski, choć nie była ona tak długotrwała jak okres rozbiorów. Miejsce hitleryzmu zajął sowietyzm – do roku 1989, przy czym poważne szkody przezeń spowodowane nie były porównywalne do tych wyrządzonych przez hitleryzm. Zresztą, przez pewien czas, obie te formacje współpracowały między sobą w procesie depolonizacji (pakt Ribbentrop-Mołotow, wzięcie Polski w kleszcze agresji, Katyń i in.).
W obydwu przypadkach, depolonizacja była dokonywana głównie metodami siłowymi, siejącymi śmierć, rany i cierpienia narodu. Naród zdołał on jednak przetrwać wszystkie dotychczasowe etapy depolonizacji, zachować swą tożsamość, kulturę, język, religię i oryginalność w rodzinie wszystkich narodów Europy i świata. Dość łatwo można wyobrazić sobie, jak wyglądałaby dziś Polska bez zmory i bez konsekwencji nieustającej od wieków depolonizacji?
Kolejny powrót Polski „na Zachód” w roku 1989, proces transformacji systemowej, przystąpienie do UE i do NATO oraz inne współczesne zjawiska nie zahamowały i nie przerwały bynajmniej owego fatum depolonizacji, które nadal wisi nad naszym krajem – jako wręcz niesamowity „miecz Damoklesa”. Mało tego, depolonizacja dokonywana jest nieustannie ze zwiększającą się intensywnością i na wielką skalę – przy czym większość społeczeństwa nie jest świadoma tego, co się dzieje na jego żywym organizmie? Kiedy dotrze to wreszcie do świadomości ludzi, może być już za późno! We współczesnej depolonizacji stosowane są instrumenty bardziej wyrafinowane, wręcz niezauważalne i zakamuflowane oraz głównie pokojowe, ale nadrzędne cele długofalowe depolonizacji są niezmienne – pozbawienie narodu i państwa polskiego ich najważniejszych atrybutów państwowych i materialnych, zniewolenie umysłów, unicestwianie fizyczne itp. Jednym słowem – chodzi o odebranie Polakowi życiodajnego środowiska, ciała i duszy tak, aby przestał on być sobą. Stawka w tej grze jest więc maksymalna. Inne narody i społeczeństwa nie napotykają na tak silną presję wynarodowienia i na analogiczne przeciwności na drodze swego rozwoju, może z wyjątkiem Palestyńczyków, Kurdów, Indian, Ukraińców. Przyjęcie Polski do Unii Europejskiej i do NATO oznaczało jednocześnie, o ironio, początek nowego etapu relatywnie łagodnej, ale bardzo efektywnej i szkodliwej depolonizacji we wszystkich najważniejszych dziedzinach.

W sferze politycznej, Polakom narzucono, z zaskoczenia, obcy system (ustrój) nie wynikający bynajmniej z narodowych tradycji i doświadczeń – czyli neokapitalizm, neoliberalizm i „demokrację” w stylu zachodnim. Tymczasem, nasz system powinien być miejscowy - oryginalny, innowacyjny, czerpiący z najlepszych doświadczeń zagranicznych i dostosowany do realiów polskich (czyli rzeczywista demokracja i społeczna gospodarka rynkowa). Stosunkowo szybko okazało się, iż owa „demokracja” zachodnia prowadzi w Polsce do anarchii widocznej już dziś gołym okiem, do patologicznych i skorumpowanych rządów autorytarnych sprawowanych dla dobra niewielkich grup interesów, do nierzadko   kierowania sprawami państwowymi i społecznymi „z tylnego siedzenia” i z zagranicy, do niebywałej dehumanizacji w ewolucji polityczno-społecznej oraz do terroryzmu państwowo-biurokratycznego. Bardzo wymowna jest apatia i niski udział uprawnionych obywateli w kolejnych „wyborach” różnego rodzaju oraz brak charyzmatycznych przywódców politycznych (ojca narodu). W takiej sytuacji, zaprawdę, nie ma znaczenia, jak nazywają się przywódcy i jak brzmią nazwy partii rządzących bowiem i tak nie oni i nie one rządzą. Również sławetne „zabetonowanie” polskiej sceny politycznej nie odgrywa, przy tym, większej roli. Dlatego też, podobnie jak we Francji i w Niemczech, coraz bardziej realna jest w Polsce perspektywa alternatywy prawicowej i nacjonalistycznej.
Przystępując do UE i do NATO, Polska musiała zrezygnować, naturalnie, z lwiej części swej suwerenności i niezależności. Główne decyzje dotyczące naszej teraźniejszości i przyszłości od ćwierćwiecza nie zapadają w Warszawie oraz podejmowane są nie z myślą o polskich interesach. Konsekwencje depolonizacyjne takich decyzji są tym gorsze dla naszego społeczeństwa, gdyż sama UE i NATO oraz główne państwa zachodnie przeżywają poważne perypetie systemowe i kryzysowe, nie dopracowawszy się jeszcze własnej optymalnej i ostatecznej formuły instytucjonalnej. Jednym słowem, jeśli system (ustrój) jest niedopasowany i nieodpowiedni dla danego kraju, to nie funkcjonuje on normalnie w całości oraz w swych poszczególnych komponentach. Dlatego też rozwój takiego kraju i społeczeństwa nie może być płynny i efektywny. Wprawdzie obywatele trudzą się bardzo i starają się jakoś żyć, ale owoce ich pracy są relatywnie mizerne i – w końcu – wypompowywane za granicę oraz marnotrawione wskutek wad ustrojowych i załamań kryzysowych. W każdym razie, depolonizacja polityczna tworzy ogólne ramy systemowe, w których proces ten dokonuje się także w innych kluczowych sferach.

A mianowicie aspekty strategiczne: kryzys ukraiński ujawnił jaskrawo prawdę o nadspodziewanie trudnej sytuacji Polski w kwestiach bezpieczeństwa własnego i regionalnego. Nazwijmy rzeczy po imieniu. Po rozpadzie Związku Radzieckiego, Zachód, szczególnie USA, NATO i UE, przeciągnęły na swoją stronę większość państw i państewek z naszego regionu. Niegdysiejsi członkowie RWPG i Układu Warszawskiego zostali włączeni do UE i do NATO. Jak nie byli oni wiarygodni dla swych patronów i sponsorów w poprzednim układzie sił w Europie, tak teraz też nie są wiarygodni dla obecnych „starszych braci” - w nowym układzie. Ale jesteśmy realistami, a realia są takie, jakie są.  Ostatnio do wzięcia pozostał Zachodowi jeszcze kęs najważniejszy – Ukraina, po którą sięgnęły USA i NATO. Z wyjątkiem Niemiec, UE spełnia raczej drugorzędną rolę w tym zakresie z uwagi na swe specyficzne stosunki z odradzającym się imperium rosyjskim.
Na tle ukraińskim doszło, z początkiem 2014 r., do ostrej i bezpośredniej konfrontacji między USA/NATO a Rosją. Ci pierwsi bardzo obawiają się renesansu imperium i starają się pokrzyżować już teraz jego plany długofalowe. Jak do tej pory, zamiary te spaliły na panewce. Aż dziw, że strategia amerykańska okazała się wyjątkowo nieskuteczna i niedopracowana – ale stan bezpośredniej konfrontacji trwa i będzie trwał nadal. Sytuacja wymyka się jednak Zachodowi spod kontroli.
Dla Polski oznacza to w kategoriach strategicznych i militarnych iż, z dnia na dzień, znalazła się ona ponownie na pierwszej linii frontu między Wschodem i Zachodem. Nie tyle w sytuacji pomostowej i kleszczowej między Rosją a Niemcami, jak to już nie raz bywało, ile między USA a Rosją. Tego polscy włodarze nie przewidzieli i nie zadbali odpowiednio o siły zbrojne, o przemysł obronny oraz o innowacyjną doktrynę militarną. Pretensjonalna „reforma” wojska polskiego – to tylko parawan, fikcja i pozoracja. Fatalnym błędem strategicznym jest fetyszyzowanie Ameryki i antagonizowanie Rosji. Ameryka znajduje się daleko, a Rosja – tuż za miedzą. Ponadto, Obama (najwyższy dowódca sił zbrojnych USA) ulega syndromowi Napoleona i Hitlera tzn. aktywizuje jednocześnie zbyt wiele frontów na świecie, niekiedy bardzo odległych od USA (Bliski i Daleki Wschód, Europa Środkowo-Wschodnia + terroryści i in.). Ów syndrom świadczy o tym, że taka strategia nie jest do utrzymania i do wygrania. Po 2. wojnie światowej, USA nie odniosły zwycięstwa w żadnej z prowadzonych przez się wojen (Korea, Wietnam, Irak, Afganistan, Bliski Wschód, terroryzm i in.). Co się stanie teraz, jeśli USA będą musiały walczyć na wielu frontach jednocześnie? Co wtedy z Polską? Jej bezpieczeństwo jest więc zagrożone – jak jeszcze nigdy w naszej historii nie bywało.
Faktu tego nie zmienią nerwowe i gorączkowe działania obronne władz oraz zapewnienia krajowe i sojusznicze o rzekomych gwarancjach tego bezpieczeństwa. Bowiem, zakładając hipotetycznie, że NATO-wskie gwarancje tego rodzaju wobec RP zostaną spełnione nawet w 100 proc. w przypadku, gdyby terytorium Polski stało się, w pierwszej kolejności (nie daj Boże!), polem bitewnym między powaśnionymi stronami – to wówczas nie pozostałby tu kamień na kamieniu a straty ludzkie i materialne byłyby niewyobrażalne. Bazy NATO już są w Polsce i to one właśnie będą najpierw obiektem ataku ze strony przeciwnej. Jeffrey Tayler, znany analityk zachodni ostrzega: w przypadku starcia militarnego na tle konfliktu ukraińskiego, najpierw Warszawa a potem Wilno staną się obiektami uderzenia nuklearnego ze strony Rosji (czasopismo „Foreign Policy” z września 2014 r.). W kategoriach strategicznych i jakościowych jest to więc sytuacja absolutnie nowa i bezprecedensowa dla RP. Żaden inny kraj z naszego regionu nie znajduje się w analogicznym położeniu (Ukraina nie należy jeszcze do NATO). Co gorsza, decydowanie i wyciąganie wniosków z tej sytuacji nie leży już w gestii Polski. Jesteśmy zdani na niełaskę i łaskę pańską, która „na pstrym koniu jeździ”.
Bowiem, z chwilą przystąpienia do NATO, o bezpieczeństwie naszego kraju (i innych państw) decyduje się w kwaterze głównej Sojuszu i w Pentagonie. Nolens volens, zostaliśmy wmanewrowani w geopolitykę i w geostrategię supermocarstwową, przy czym nie mamy nic do powiedzenia i niewiele do zrobienia w tym zakresie. To rola pionka na szachownicy globalnej. Np., początkowo, Warszawa usiłowała uczestniczyć bezskutecznie i niezdarnie w grze ukraińskiej, ale szybko została odstawiona na bok przez czołowych „sojuszników”. W monstrualnej skali nastąpiła więc depolonizacja strategiczna w kwestii naszego samodzielnego decydowania o własnym i o regionalnym bezpieczeństwie. Stosunki PL – US/UE nie są partnerskie i przypominają raczej podporządkowanie niewolnika – panu. Władze RP wyraziły zgodę na „więzienia CIA” w naszym kraju, na wspólne manewry polsko-izraelskie, na zakupy przestarzałego uzbrojenia zachodniego itp. Zaś, słabowite i zdezorganizowane polskie siły zbrojne zostały zmuszone do współudziału w agresji zachodniej na bardzo odległych „teatrach działań bojowych” (Irak, Afganistan, Afryka Środkowa, Bliski Wschód i in.). Zwiększa to bardzo poważnie zagrożenia terrorystyczne wobec Polski. Warszawa panicznie boi się powrotu z wojskiem do Iraku i konfrontacji z kalifatem islamskim.
W wyniku ww. agresji, USA osiągnęły skutki wręcz odwrotne od zamierzonych (nieustający bałagan, zniszczenia i rozlew krwi we wspomnianych krajach, rewolucje islamskie, utworzenie kalifatu islamskiego, wojna palestyńsko-izraelska itp.). O niepowodzeniu naszych sojuszników amerykańskich najlepiej świadczy fakt, iż US Army wycofuje się z Afganistanu i z Iraku – nie osiągnąwszy żadnego z zamierzonych celów (m.in.: amerykanizacji ww. krajów, militaryzacji gospodarki USA, zapewnienia sobie dostaw ropy naftowej i bezpieczeństwa Izraelowi itp.). Współudział wojska polskiego ww. „misjach zagranicznych” jest absolutnie niepotrzebny i sprzeczny z naszymi narodowymi interesami strategicznymi. Mało tego, „misje” te są również szkodliwe i nieefektywne dla samych USA i dla ich partnerów zachodnich. Miliardowe nakłady poniesione na te cele zwiększyły tylko bilionowe straty spowodowane przez kryzys globalny, nie mówiąc już o olbrzymich szkodach materialnych i o bardzo licznych ofiarach ludzkich ponoszonych ciągle, np., przez Irak, Afganistan, Palestynę i in. Tak, w skrócie, prezentuje się druga strona medalu depolonizacji strategicznej – bardzo groźnej dla Polski oraz jej kontekstu globalnego. Co gorsza, zwasalizowana RP nie ma obecnie dobrego i optymalnego wyjścia z tej sytuacji oraz będzie, zapewne, czekać jeszcze długo na przełomowe i na jakościowe jej rozwiązanie, o ile ono w ogóle nastąpi i za jaką cenę!?

Kwestie ekonomiczne: depolonizacja gospodarcza stanowi fundament materialny, na którym opiera się ten proces we wszystkich innych dziedzinach egzystencji naszego kraju i jego obywateli. W ciągu ponad 25 lat transformacji systemowej, państwo i społeczeństwo polskie zostało pozbawione własnych fundamentów wytwarzania i rozwoju gospodarczego, które zostały zastąpione fundamentami zagranicznymi. W wyniku tego, konstrukcja domu polskiego została mocno nadwyrężona, co grozi jego zawaleniem (np. w razie nagłego wycofania się kapitału zagranicznego z RP). Wszystkie kluczowe, strategiczne branże gospodarki narodowej są już w obcych rękach. Do „sprywatyzowania”, czyli do najzwyklejszej wyprzedaży za pół ceny, czy – wręcz za bezcen – pozostało już bardzo niewiele obiektów, przedsiębiorstw, nieruchomości czy całych dziedzin gospodarki (np. kopalnie, koleje, linie lotnicze, ziemia, lasy). Rynek polski został prawie w zupełności opanowany przez koncerny, banki i firmy zagraniczne, dla których „podmioty” polskie są jedynie podwykonawcami. RP plasuje się na jednym z ostatnich miejsc w Europie pod względem konkurencyjności i innowacyjności gospodarki.  W ślad za tym, ponad 50 proc. wartości PKB RP wypompowywanych jest corocznie za granicę. Polskie „firmy–córki” pracują głównie dla zachodnich „firm–matek”. Przereklamowane dotacje unijne dla RP wracają, w 80 proc., z powrotem na Zachód, szczególnie do Niemiec.
Słowem, wewnętrzne (własne) czynniki rozwoju gospodarczego naszego kraju zostały, w przeważającej mierze, zastąpione przez czynniki zewnętrzne (obce). Polska stała się już półkolonią zachodnio-unijną i – w linii prostej – najwyraźniej zmierza do statusu kolonii, głównie jako rynek zbytu dla producentów zachodnich. Oto nieostateczne jeszcze skutki neokapitalizmu, neoliberalizmu i tzw. transformacji systemowej zaaplikowanej Polsce przez tandem: Sachs – Mazowiecki – Balcerowicz, na polecenie mocodawców z Waszyngtonu, z Berlina i z Brukseli. De facto, nasz kraj (ro-) zwija się na kredyt i popada w coraz głębszą otchłań zadłużenia państwa i społeczeństwa, które przekroczyło już – łącznie 6 bln złotych. Jest ono przerzucane perfidnie na barki przyszłych pokoleń. Celem pozyskania środków płatniczych na długi zagraniczne oraz na finansowanie monstrualnej biurokracji, władze utrzymują na niezwykle niskim poziomie (średnio 5 razy mniej niż, np., w Niemczech) wszelkie świadczenia na rzecz społeczeństwa, szczególnie płace, renty, emerytury i wypłaty socjalne oraz śrubują podatki i wyciągają, wszelkimi możliwymi sposobami, pieniądze z kieszeni obywateli.
Wolnoamerykanka neoliberalna, szczególnie ideologia pieniądza, konsekwencje kryzysu, irracjonalna propaganda „sukcesu” ekonomicznego i in. kreują w Polsce zjawiska patologiczne w bezprecedensowej skali: dehumanizacja, zacofanie infrastrukturalne, nieumiejętne zarządzanie, bezrobocie, zadłużenie, kreatywna księgowość, mafijność, aferalność, korupcja, przestępczość, alkoholizm, narkomania, pedofilia, niewydolność wymiaru sprawiedliwości i służby zdrowia oraz wiele innych – długo by jeszcze wymieniać! Władza jest niewolnikiem pieniądza, neokapitalistów i decydentów krajowych i zagranicznych oraz – jako taka – czuje się bezkarna. Właściwie żadna z wielkich afer i przestępstw gospodarczych z okresu transformacji nie została rozliczona. Metodologia chowania ich pod dywan sięga zenitu. Ciągłe utrzymywanie zadłużenia i stopy bezrobocia na wysokim poziomie (dyscyplinowanie społeczeństwa) oraz coraz bardziej nieznośne warunki życia i pracy w RP, brak perspektyw itp. powodują wzrost frustracji społecznej i emigracji zarobkowej, szczególnie wśród milionowych rzesz młodzieży. Słowem, rozliczne negatywne czynniki i zjawiska gospodarczo-finansowe wpływają coraz silniej na depolonizację właśnie z takich przyczyn i degradują społeczeństwo. Gospodarczo-finansowe przesłanki depolonizacji mogą ulec znacznemu zaostrzeniu już niedługo w związku z prognozowaną kolejną zapaścią kryzysową (to już czwarta litera W: WWWW) oraz ze znacznym pogorszeniem się sytuacji międzynarodowej w naszym regionie (zagrożenie wojenne, sankcje, embarga, zmniejszenie obrotów handlowych itp.). Generalnie, społeczeństwo i państwo polskie – jako całość – popada w coraz większe uzależnienie od zagranicy oraz traci swoją podmiotowość i tożsamość. Tak oto wygląda realnie „społeczna gospodarka rynkowa” – zapisana w Konstytucji RP.

Problematyka społeczna: sumaryczne konsekwencje zjawisk i poczynań depolonizacyjnych we wszystkich ww. (i innych) dziedzinach nawarstwiają się i skupiają się, jak w soczewce, w całym społeczeństwie i w każdym obywatelu – z osobna. W tej mierze, w czasach pokoju, sytuacja jeszcze nigdy nie była tak dramatyczna, jak obecnie, w całej nowożytnej historii Polski. Dramaturgia ta wynika, nade wszystko z faktu, iż nowoczesne środki stosowane w tym zakresie są znacznie bardziej skuteczne niż kiedyś, dzięki czemu zwiększa się poważnie tempo i szkodliwość depolonizacji. Ryzyko i widmo wynarodowienia jest więc nie tylko kategorią teoretyczną lecz również coraz bardziej realną perspektywą praktyczną. Jakimi metodami dokonywana jest dziś depolonizacja w płaszczyźnie społecznej? Najogólniej rzecz biorąc poprzez eksterminację fizyczną oraz poprzez degradację psychiczną! Konkretnie: w 1. zakresie, poprzez zespół poczynań, bardziej świadomych niż nieświadomych, zmierzających do wyludnienia kraju, do eliminowania zeń elementu polskiego i do radykalnego zmniejszania liczby ludności polskiej. Statystyki ONZ-owskie prognozują, iż – do roku 2050 – liczba ta spadnie do około 15-16 mln osób! Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele: polityka antyrodzinna, niszczenie tradycyjnego modelu rodziny, wysokie koszty (i niechęć) posiadania dzieci, niedożywienie i bieda, emigracja za chlebem, alkoholizm i narkomania, duża liczba śmiertelnych wypadków drogowych, utonięć, zabójstw, samobójstw i dzieciobójstw, niedopuszczalny wzrost śmiertelności („niepotrzebne zgony”) wskutek niewydolności i dezorganizacji „służby zdrowia” i in. Mamy tu więc do czynienia z depolonizacją demograficzną sensu stricto – w wymiarze  fizycznym oraz psychicznym (poniżej).
Ww. degradacja psychiczna, rzutująca bardzo negatywnie na eksterminację fizyczną, dokonywana jest poprzez tworzenie i podsycanie w społeczeństwie klimatu strachu, trwogi, stresu, aury państwa policyjnego, niepewności jutra, izolacjonizmu, indywidualizmu i alienacji (wyobcowania). Człowiek, szczególnie będący w potrzebie, który może liczyć tylko na siebie i niemający pomocy znikąd, jest z reguły, osobnikiem niepełnowartościowym, pasywnym i bezradnym. Tym bardziej, iż oddziaływuje nań presja w postaci terroryzmu medialnego i państwowo-biurokratycznego, wymuszającego posłuszeństwo i potulność, straszenie wojną, bombą atomową i innymi zagrożeniami dla życia i dla zdrowia, a nawet mocami niebieskimi. W obliczu coraz poważniejszych zagrożeń, znamienne jest zobojętnienie, bezczynność i impotencja poważniejszych ruchów społecznych w Polsce – pacyfistycznych, ekologicznych, związkowych, religijnych, pozarządowych i in. W takiej to atmosferze strachu, pasywności, nonszlancji i niepewności, gwałtownie wzrasta liczba obywateli cierpiących na zaburzenia psychiczne (ok. 10 mln osób) oraz samobójców, szczególnie wśród mężczyzn, dzieci i młodzieży.
W bezprecedensowej skali depolonizacja ideologiczno-świadomościowa i intelektualna dokonuje się, przede wszystkim, poprzez manipulowany i celowo sterowany system oświaty i szkolnictwa wyższego, niedoinwestowaną naukę i technikę (ucieczka uczonych i talentów za granicę), potulne i służalcze media, bezkrytyczne absorbowanie subkultury zachodniej i jej „małpowanie”, naśladowanie tzw. celebrytów, deformacje językowe oraz cały zestaw środków z zakresu opisanego jeszcze przez Juliusza Słowackiego w 1839 r.: „Polsko! Lecz Ciebie błyskotkami łudzą. Pawiem narodów byłaś i papugą, a teraz jesteś służebnicą cudzą...; sęp Ci wyjada nie serce – lecz mózgi” (poemat „Grób Agamemnona”). Te prorocze słowa wieszcza są dziś po stokroć bardziej aktualne niż w jego czasach!
A teraz po kolei: w systemie oświaty i szkolnictwa wyższego kształceni są marni i niedouczeni ćwierćinteligenci, nieprzygotowani do życia we współczesnym i w przyszłym świecie, nie mający pojęcia o nim i o własnym kraju oraz nie wytrzymujący konkurencji z kolegami zagranicznymi. Szkoła nie uczy, jak należy uczyć się samemu – stale i do końca życia. Ogłupianie społeczeństwa jest na rękę rządzącym, bowiem głupimi zawiaduje się łatwiej. Krok za krokiem, z mózgownic opisanych przez Słowackiego, wypłukuje się im wszelkie ważniejsze kategorie intelektualne i patriotyczne, które są zastępowane elementami drugorzędnymi – kosmopolitycznymi i ponadnarodowymi. Tak tworzy się potencjalnych emigrantów i bezpaństwowców. W nawiązaniu do ww. rozważań strategicznych, można stwierdzić z pełnym przekonaniem, iż – w przypadku maksymalnego zagrożenia – nie starczy młodych polskich patriotów, którzy mogliby i chcieliby stanąć murem w obronie ojczyzny.
Osobny rozdział – to multimedia, szczególnie TV i Internet oraz brukowce. Ich działania depolonizacyjne są wyjątkowo szkodliwe i karygodne. Po części, nie dziwota – skoro większość z nich znajduje się w obcych rękach. Np. wydawane po polsku gazety, będące własnością koncernu Axel Springer Verlag, uprawiają przewrotnie i sprytnie propagandę antypolską oraz kształtują poglądy społeczne i wypłukują mózgi – we własnych interesach. W okresie transformacji nastąpiła i pogłębia się nadal totalna westernizacja „polskich” multimediów. W całej rozciągłości uległy one neoliberalnemu urynkowieniu, lansując, zamiast poważnych i cennych treści, niepoważne i tanie sensacje ociekające krwią. Rzekomo „ludzie to lubią, ludzie to kupią...”. Niewiele lepiej ma się sytuacja w tzw. multimediach „publicznych” i prywatnych. Tym także udzieliła się owa westernizacja i komercjalizacja (trzeba być konkurencyjnym?!) – z jednoczesną utratą obiektywizmu. Lansowane są przeważnie treści prorządowe – zawoalowane, od czasu do czasu  pozorowaną krytyką władz. W owej stajni multimedialnej zatrudniane są całe tabuny wypróbowanych aktorów, prezenterów i gadających głów, które już same siebie nie przeskoczą, ale społeczeństwa też nie przekonają. Zmanipulują i zastraszą – co najwyżej. Ponadto, stawiamy im zarzut depolonizacji językowej, czyli masowego niszczenia języka polskiego, poprzez wprowadzanie doń nieznośnych neologizmów i amerykanizmów. Ogólnie skutek jest odwrotny w stosunku do zamierzonego – zamiast rzetelnego informowania, wyjaśniania i argumentowania, potęguje się dezinformacja, frustracja, niedowierzanie i zobojętnienie społeczne oraz „upadek ducha w narodzie”. Ale multimedialne wysiłki depolonizacyjne trwają nadal i przybierają na sile coraz bardziej.
I wreszcie westernizacja i komercjalizacja udzieliła się także kulturze i sztuce narodowej. Przeżywa ona głęboki kryzys – nie tyle z braku talentów i arcydzieł, ile z uwagi na niedostatek pieniędzy oraz odbiorców dzieł kultury i sztuki, którzy też znajdują się w tarapatach finansowych. Komercjalizacja kultury i sztuki (podobnie jak szpitalnictwa) jest wielkim błędem popełnionym w trakcie pseudotransformacji (casus zespołu „Mazowsze” jest tego dramatycznym dowodem). Skutki zapaści kulturalnej i artystycznej już są przerażające i bardzo szkodliwe dla przyszłości narodu. Np. młodzież nie czyta książek, skacze bezpłodnie i bezmyślnie z krzaczka na krzaczek w Internecie, pomija dobra najwyższego rzędu w kulturze i w sztuce światowej oraz rodzimej, koncentrując się na płyciznach, niemoralnościach i miernotach subkultury zachodniej. Czy nie jest dowodem depolonizacji kulturowej fakt, iż niektórzy polscy piosenkarze wykonują polskie piosenki... po angielsku lub też małpują niezdarnie subkulturowe utwory zagraniczne? Położenie kresu depolonizacji kulturalnej i artystycznej jest warunkiem sine qua non przetrwania i rozwoju społeczeństwa i państwa polskiego – teraz i w przyszłości.

Polityka zagraniczna: nie ma pewności, że służy ona odpowiednio interesom Polski. Wątpliwości są nader poważne i wymagające głębszej analizy. Podobnie, jak w innych dziedzinach, tu również trzeba odróżnić dyplomację propagandową od Realaussenpolitik! Pewne jest już jedno: polityka zagraniczna RP, w całym okresie od 1989 r., nie wspiera w wystarczającym stopniu polityki wewnętrznej naszego kraju i nie zapewnia mu optymalnych zewnętrznych warunków rozwoju i bezpieczeństwa. Gruntownej rewizji wymaga, w szczególności, polityka sojuszów. Samo wstąpienie RP do UE i do NATO jeszcze niczego nie przesądza, bowiem nasz kraj traktowany jest, w nowej konstelacji, instrumentalnie a nie partnersko. Rola Polski – jako „strefy buforowej” między Wschodem i Zachodem bynajmniej nie uległa zmianie. Kryzys ukraiński potwierdza to niezwykle jaskrawo. Z tym wszakże, iż do tej roli dodano nam funkcję „niezatapialnego lotniskowca” i bazy rakietowej.
Z jakich głównych powodów nieuchronna jest krytyczna analiza i ocena efektywności polityki zagranicznej RP? Po pierwsze, dlatego, że jest ona nieadekwatna do współczesnych i do przewidywalnych realiów w naszym regionie, w Eurazji i na całym świecie. Po drugie, nie uwzględnia ona zmian dokonujących się w globalnym układzie sił w wyniku dążenia do wielobiegunowości i przesuwania się centrum rozwoju cywilizacji z obszarów Północnego Atlantyku do Azji/Pacyfiku. Po trzecie, dyplomacja RP toleruje i nie przeciwstawia się w wystarczającej mierze poczynaniom antypolskim podejmowanym w różnych krajach świata, nawet połączonych więzami sojuszniczymi z Polską (np. USA, W. Brytania i Niemcy). Po czwarte, Polonia zagraniczna, której liczebność szacowana jest na 15-21 mln obywateli o polskich korzeniach, nie znalazła jeszcze właściwego i godnego miejsca w polityce zagranicznej Warszawy (np. perypetie Polaków na Litwie). Po piąte, Polska nie ma własnej polityki zagranicznej i jest podporządkowana w tej mierze decyzjom i poczynaniom UE i NATO. Szkopuł polega jednak na tym, że obie te instytucje też nie mają własnej i wspólnej polityki zagranicznej oraz odpowiednich ośrodków decyzyjnych i koordynacyjnych w tej dziedzinie!
Nie można więc powiedzieć, że polityka zagraniczna RP jest prowadzona w interesie całego narodu i państwa polskiego. Wręcz przeciwnie, jest ona podporządkowana wymaganiom wpływowych ośrodków zagranicznych, szczególnie w Niemczech i w USA oraz określonych grup interesów w Polsce. Ale nawet dla nich – polityka tego rodzaju nie jest zbyt korzystna i efektywna, bowiem zasadza się na anachronicznych i na konserwatywnych przesłankach z czasów postjałtańskiej dwubiegunowości i jednobiegunowości. Kardynalnym błędem merytorycznym i metodologicznym jest oparcie polityki zagranicznej tylko na 2 filarach: amerykańskim i europejskim. Najwyraźniej, brakuje w tym układzie innych coraz silniejszych filarów, na których już opiera się budowanie przyszłego świata wielobiegunowego. Wymaganiem teraźniejszości i przyszłości jest przeto uwzględnianie tych epokowych przemian globalnych w polskiej polityce zagranicznej, umiejętne przewidywanie zdarzeń i naszych reakcji na nie, a nie tylko ustosunkowywanie się do tych zdarzeń post factum. W sumie, dotychczasowa restrykcyjna polityka sojuszów jest nie do utrzymania na dalszą metę. Potrzebna jest stabilna równowaga i odpowiednie proporcje w tym zakresie oraz dogłębna i radykalna reforma polskiej polityki zagranicznej – w kategoriach merytorycznych i metodologicznych oraz całej służby zagranicznej RP. Bowiem obecny stan jej dezorganizacji, zanarchizowania i braku koordynacji między poszczególnymi uczestnikami stosunków RP z resztą świata stanowi pożywkę dla aktów depolonizacji podejmowanych bez przerwy poza granicami naszego kraju.

Konkluzje: ostatnie wybory do parlamentu europejskiego (2014 r.) i mianowanie najwyższych urzędników UE stanowią dobitną ilustrację absolutnej już supremacji Niemiec w tej organizacji. Jest ona niezbędnym i niezastąpionym atrybutem i atutem supermocarstwowości niemieckiej w stosunkach z innymi supermocarstwami świata. Po ostatnich wyborach do parlamentu europejskiego, gremia kierownicze UE, szczególnie pani kanclerz federalna i przedstawiciele wielkiego kapitału niemieckiego mianowali swych zaufanych na najwyższe stanowiska w tej organizacji – tzn. przewodniczących Parlamentu (Niemiec), Komisji Europejskiej (Luksemburczyk) i Rady Europy (Polak) oraz wysokiego przedstawiciela UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa (Włoszka). Ten układ personalno-kompetencyjny jest zrozumiały i logiczny – 2 wysokich funkcjonariuszy UE zajmuje się, poza wszystkim, Europą Zachodnią, 1 – Europą Środkowo-Wschodnią i 1 – Europą Południową.
Awansowanie b. premiera RP na dość wysokie, ale nie decyzyjne stanowisko unijne świadczy o: - wynagrodzeniu go za jego dotychczasowe „zasługi” oraz o zachęcaniu go do dalszych starań na rzecz mocodawców zachodnich, szczególnie niemieckich, - łagodnym zdymisjonowaniu („soft landing”) D. Tuska w Warszawie poprzez emigrację do Brukseli, gdyż w Polsce jego przyszłość polityczna jest niepewna, - oczekiwaniu zarządców UE na przedłużenie dotychczasowych rządów („Tusk w spódnicy”) i na kolejne zwycięstwo wyborcze obecnej koalicji rządzącej w RP, - zademonstrowaniu następcom b. premiera i innym czołowym politykom, że „jeśli będziecie dla nas dobrzy i nam posłuszni, to was odpowiednio wynagrodzimy”.
Tymczasem, w świetle powyższej analizy i faktografii, wniosek ogólny jest uzasadniony i tragiczny: w okresie rządów Donalda Tuska proces depolonizacji naszego społeczeństwa i państwa osiągnął bardzo wysoki pułap, niespotykany w całej historii Polski postjałtańskiej, a nawet wcześniej. Istnieje obawa, iż tendencja ta będzie się nasilać coraz bardziej, bowiem b. premier dysponuje dziś znacznie mocniejszym mandatem i większymi możliwościami działania przyznanymi mu przez mocodawców. Ale jednocześnie ich obecne wymagania i apetyty też są większe niż poprzednio.

Jakie są perspektywy i jakie czynniki zewnętrzne będą oddziaływać na dalszy przebieg procesu depolonizacji? Oto najważniejsze spośród nich:
1. germanizacja – koła kierownicze RFN, jako emanacja niemieckiego wielkiego kapitału i kompleksu wojskowo-przemysłowego, będą zmierzać coraz bardziej zdecydowanie i energicznie do kształtowania, po swojej myśli, sceny politycznej, społecznej i ustrojowej Polski. Zaś w płaszczyźnie ekonomicznej i finansowej będą one dążyły do zacieśniania więzów integracyjnych między gospodarką niemiecką i polską – we wszystkich najważniejszych dziedzinach, w infrastrukturze, w systemie rynkowym, w nabywaniu gruntów itp. Już dziś, półkolonialne uzależnienie Polski od Niemiec jest bardzo duże – a będzie coraz większe. Szczególnie ważną sprawą w tym zakresie, jest przyszły status „ziem odzyskanych” oraz „autonomii śląskiej”. Zdaje się, że sprawa jest już przesądzona w tej materii.
2. Amerykanizacja - w pewnym sensie, będzie ona konkurować z germanizacją na gruncie polskim – ale nie konfliktowo. Znaczenie rynku polskiego dla Ameryki jest bez porównania mniejsze niż dla Niemiec. Stanom Zjednoczonym udało się, bez większych nakładów, zaaplikować swą „demokrację”, swój neoliberalizm i swoją subkulturę oraz uplasować swych ludzi w Polsce i – póki co – to im procentuje, i to wystarczy. Natomiast, jak wynika z najnowszych doświadczeń znaczenie terytorialne, strategiczne i militarne Polski dla USA we współczesnej konfrontacji z Rosją znów jest już mniej więcej takie same, jak w czasach krucjaty antyradzieckiej, prowadzonej przez Stany Zjednoczone, co doprowadziło do osłabienia i do obalenia ZSRR. Logiczne i uzasadnione jest, ponadto, oczekiwanie, że znaczenie to będzie systematycznie wzrastać, co może mieć – w efekcie – katastrofalne konsekwencje dla Polski, np., w przypadku bezpośredniego zbrojnego konfliktu amerykańsko-rosyjskiego w naszym regionie itp.
3. Judaizacja – historia, liczącego sobie kilkaset lat, współżycia polsko-żydowskiego na ziemiach polskich i gdzie indziej jest niezwykle bogata, interesująca i burzliwa. Stanowi swoistą przeplatankę znakomitych dokonań i wielkich, jakże często niepotrzebnych, tragedii. W sumie, jest to historia zmarnowanych szans i możliwości. Ale żyć i pracować trzeba dalej oraz wyciągać mądre wnioski z przeszłości – dla przyszłości. Obecna sytuacja mniejszości żydowskiej w Polsce jest wprost komfortowa, najlepsza w całym kontekście postjałtańskim (a i wcześniejszym), zaś jej wpływy – niezwykle silne. Cała sztuka polega teraz na tym, aby nie przesadzić z tymi wpływami i z tymi możliwościami oraz nie przekroczyć kruchej bariery bezpieczeństwa. Państwo Izrael i jego obywatele są coraz bardziej zagrożeni w wyniku perturbacji i ekspansji islamu. Gdzie szukać ratunku – w razie czego? Historia nie może się powtórzyć. Judaizacja nie powinna wykraczać poza ramy umiaru, realizmu i racjonalizmu. Nic na siłę! To tym ważniejsze, iż – w efekcie kryzysu – również w Polsce umacnia się nacjonalizm i inne siły prawicowe, co – w połączeniu z zewnętrznym oddziaływaniem fundamentalizmu i terroryzmu islamskiego może spowodować niedobre skutki dla wszystkich zainteresowanych stron. Ostrzegamy.
4. Rusyfikacja – wbrew pozorom, nie chodzi tu o pomyłkę czy też o fetyszyzowanie i o wyolbrzymianie tego zjawiska. To ewidentny fakt. Naturalnie, nie dokonuje się w Polsce rusyfikacja sensu stricto, którą znamy z historii rozbiorowej, carskiej czy radzieckiej, ale trwa i nasila się rusyfikacja nowego typu, bardziej efektywna i wyrafinowana. Bowiem, wszelkiego rodzaju wpływy rosyjskie w Polsce, od góry do dołu, umacniają się coraz bardziej. Co więcej, Rosja znakomicie współpracuje z Niemcami, co – jak uczy historia – nigdy nie wróżyło nic dobrego dla Polski. Tym razem, jesteśmy mocno trzymani w szachu rosyjskim – z uwagi na dostawy surowców energetycznych i na zbyt naszych towarów na tamtejszym rynku. Podobnie, jak w przypadku amerykanizacji, na tych samych zasadach, wzrasta również strategiczne znaczenie Polski dla Rosji, w razie jej ewentualnej konfrontacji z USA – również na naszym gruncie. Dlatego też, w żywotnym interesie Polski leży normalizacja stosunków z Rosją i znalezienie „złotego środka” równowagi w stosunkach polsko-rosyjsko-amerykańsko-niemieckich. Jest to niezwykle trudne, ale całkowicie możliwe.
W kontekście depolonizacji, wszystkie ww. czynniki zewnętrzne (i inne) sprawnie kooperują między sobą.
Sytuacja jest więc nie do pozazdroszczenia. Neoliberałowie nie są zdolni do uporania się z nią. Trzeba znaleźć wyjście z błędnego koła: nawet jeśli obroni nas sojusznik, to niesojusznik w nas uderzy i zniszczy. I na odwrót. To już przerabialiśmy tyle razy w historii. A przecież, historia powinna być „nauczycielką życia” („magistra vitae”). Trzeba tylko chcieć i umieć uczyć się historii i wyciągać z niej stosowne wnioski.

Sylwester Szafarz

 

Wydanie bieżące

Recenzje

Przez okres ostatnich dwóch lat, z różną intensywnością, na ogół jednak raz w tygodniu, publikowałem na łamach gazety Trybuna materiały publicystyczne, eseje i komentarze w ramach cyklu My Socjaliści. Obejmowały one szeroki wachlarz  problemów, choć założeniem moim było ukazanie otaczającej nas rzeczywistości społeczno-politycznej poprzez doświadczenia i wartości ideowe polskich socjalistów. Sytuacja ta była konsekwencją mojego zaangażowania w działalność w ruchu socjalistycznym, szczególnie w ramach PPS a także aktywną, prowadzoną od lat działalność dziennikarską i publicystyczną na łamach wielu pism i w Internecie.

Więcej …
 

Niewiele  jest w polskiej historii osób tak bardzo zasłużonych i zapomnianych jednocześnie. Jego życiorys to gotowy scenariusz na serial telewizyjny. Jan Józef Lipski, bohater biografii Łukasza Garbala, doczekał się w końcu kompletnej monografii.

Więcej …
 

W dzisiejszych czasach coraz trudniej o pasjonującą powieść poświęconą ludziom lewicy. Dosyć często pomija się ich wkład w kształtowanie polskiej państwowości czy w walkę o sprawiedliwość społeczną. Szablonowo traktuje się ich losy, wpisując w obowiązującą narrację.

Więcej …
 

 

 
 
 
 
 

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 17 gości 

Statystyka

Odsłon : 4843497

Więcej …
 

Więcej …
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Więcej …

Temat dnia

Wybory, wybory, i już po…

Mimo niepewności, co do wyników wyborów, tę najtrudniejszą po 1989 roku kampanię mamy już za sobą. Obfitowała ona w emocje, jakich nikt od lat nie zafundował Polakom. Walka toczyła się o zwycięstwo zjednoczonych: prawicowej koalicji i częściowo zjednoczonej, ale podzielonej nadal i pełnej determinacji opozycji. Bez względu na wynik tych wyborów, dwa co najmniej fakty są pewne. Po pierwsze – scena polityczna nie będzie zmierzać, mimo starań pana d’Hondta, do modelu dwubiegunowego i po drugie – na scenie tej znajdzie się na pewno na powrót, koalicja lewicowa.

Więcej …

Na lewicy

Biuro Prasowe PPS opublikowało w dniu 16 października 2019 roku informację na temat udziału PPS w wyborach parlamentarnych 2019.

Więcej …
 

Państwowa Komisja Wyborcza podała w dniu 14 października 2019 roku oficjalne wyniki wyborów parlamentarnych 2019. W Sejmie Prawo i Sprawiedliwość zdobyło 235 mandatów (43,59 procent głosów); Koalicja Obywatelska - 134 mandaty (27,40 procent głosów); SLD - 49 mandatów (12,56 procent głosów);

Więcej …
 

W dniu 11 października 2019 roku w Warszawie Porozumienie Socjalistów zorganizowało konferencję naukową z okazji 70. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej oraz 70. rocznicy nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Chinami a Polską.
W części oficjalnej konferencji wystąpili: ambasador nadzwyczajny i pełnomocny ChRL w Polsce, JE Liu Guangyuan oraz poseł do Parlamentu Europejskiego, prof. Bogusław Liberadzki.

Więcej …
 

Jak podała PAP, w dniu 5 października 2019 roku odbyła się Konwencja Lewicy w Katowicach. Wziął w niej udział m.in. były prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Więcej …
 

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych ma nowego Przewodniczącego. W dniu 25 września 2019 roku głosami członków Rady OPZZ został nim Andrzej Radzikowski, który do tej pory pełnił funkcje Wiceprzewodniczącego OPZZ.

Więcej …
 

Polacy mają głód solidarności. Tylko Lewica może go zaspokoić – to motto wyborcze odbywającej się w dniu 20 września 2019 roku w Studiu Filmowym „Panika” w Gdyni Konwencji wyborczej Lewicy. Podczas Konwencji zaprezentowali się liderzy list na Pomorzu, a także liderzy ugrupowań: Wiosny, Razem i SLD.

Więcej …
 

W dniu 10 września 2019 roku odbyło się w Warszawie spotkanie sygnatariuszy Porozumienia Socjalistów. Przedyskutowano sytuację polityczną przed wyborami parlamentarnymi w październiku 2019 roku. Przyjęta została deklaracja „Polsce potrzebna jest lewica”, w której podkreślono wzrost oczekiwań społecznych, co potwierdzają badania, na aktywny udział lewicy w nowym Sejmie i Senacie oraz zwiększenie wpływu wartości ideowych lewicy na treści stanowionego prawa.

Więcej …
 

W dniu 31 sierpnia 2019 roku uległa uprawomocnieniu decyzja Krajowego Rejestru Sądowego w sprawie rejestracji stowarzyszenia Porozumienie Socjalistów.

Więcej …
 

W dniu 31 sierpnia 2019 roku obradowała w Warszawie Rada Naczelna Polskiej Partii Socjalistycznej. Przedyskutowano sprawy związane z wyborami parlamentarnymi.

Więcej …
 

W dniu 18 sierpnia 2019 roku w Warszawie odbyła się prezentacja kandydatów na pierwsze miejsca na listach wyborczych Lewicy. Działacze Lewicy Razem otrzymali 6 miejsc, działacze SLD – 17 a działacze Wiosny – 18.

Więcej …
 

W dniu 14 sierpnia 2019 roku Komitet Wyborczy Sojusz Lewicy Demokratycznej uzupełnił wady zawiadomienia do Państwowej Komisji Wyborczej dotyczące skrótu nazwy komitetu; nowy skrót to "KW Sojusz Lewicy Demokratycznej", a nie "KW Lewica" - poinformowała szefowa Krajowego Biura Wyborczego Magdalena Pietrzak.

Więcej …
 

11 sierpnia 2019 roku Prezydium RN PPS odbyło posiedzenie poświęcone ocenie przebiegu kampanii wyborczej do parlamentu RP 2019 roku. Towarzysze zapoznali się z działaniami sztabów wyborczych i udziałem w nich członków naszej Partii.

Więcej …