Krzysztof Podgórski
Nowy rok 2026 — wszystko na to wskazuje — będzie rokiem wojen. Zatem Szczęśliwego Nowego Roku, bo szczęście będzie nam potrzebne jak rzadko kiedy. Niezapomniana powieść, nasza lektura ze szkoły średniej, „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza, jak Państwo zapewne pamiętają, zaczyna się tak: „Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia”. Podobnie było w kończącym się dziś 2025 roku. Rozmaite znaki wskazują, że rok 2026 będzie pełen klęsk, a na pewno wojen.
Więcej…
Z dr. hab. Sebastianem Gajewskim, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej rozmawia Przemysław Prekiel.
Ministerstwo prowadzi pilotaż skróconego czasu pracy. Jakie są jego główne cele i warunki uczestnictwa?
Podstawowym celem jest przetestowanie w firmach, z różnych branż, o różnej wielkości, różnych modeli skracania czasu pracy. Wychodzimy z założenia, że skracanie czasu pracy nie może mieć charakteru automatycznego, i ten proces musi być szyty na miarę.
To znaczy?
Inaczej skraca się czas pracy w firmach branży produkcyjnej, inaczej w firmach z branży usługowej, inaczej w urzędach czy w podmiotach publicznych. Zupełnie inaczej będzie to wyglądać w mikro firmach, inaczej w małych, jeszcze inaczej w dużych. Istnieją różne modele skracania czasu pracy. To może być czterodniowy tydzień pracy, to może być 35-godzin pracy w tygodniu, to mogą być cztery dni po 8 godzin, jeden dzień po 3 lub 4 godziny. Mogą to być wreszcie dodatkowe dni urlopu wypoczynkowego czy dodatkowe dni wolne poza urlopem wypoczynkowym, które są udzielane wtedy, kiedy firma ma mniej zamówień, czy mniej zleceń i pracuje mniej intensywnie.
Więcej…
Janina Łagoda
W niekończącym się politycznym dyskursie sporo miejsca zajmują argumenty po brzegi wymoszczone słowem patriotyzm, różnorako rozumianym i najczęściej wytaczanym jako ostateczny i rozpaczliwy powód, mający przeważyć szalę sporu na korzyść tego, który nim desperacko szermuje, a że wyraz ten jest w nadmiarze eksploatowany, to i skuteczność jego matowieje. Kłótnie, awantury, zawistne spory nie są dobrym podglebiem dla posiłkowania się tym jakże znaczącym pojęciem, mającym rodowód w starożytnej Grecji, gdzie słowo „patria”, tj. ojczyzna, ale także rodzina, grupa społeczna, naród oznaczało postawę szacunku, umiłowania i oddania krajowi oraz gotowość ponoszenia za niego ofiar. Głębia tego pojęcia nie straciła nic na aktualności. Rzecz w tym, aby nie roztrwaniać jego mocy sprawczej w tandetnych partykularnych waśniach. Patriotyzm to takie słowo, które jest głęboko umocowane w naszym jestestwie, a uzewnętrznia się dopiero w sytuacjach szczególnych. Dlatego też posiłkować się nim należy z ogromnym szacunkiem i to wyłącznie w uzasadnionych chwilach. Codzienność rysuje nieco inny obraz, który nie zawsze jest przyjazny etosowi patriotyzmu, i co smutne, wykorzystywanie tak ważkiego dla narodu przymiotu do niecnych celów przez domorosłych politykierów, bo polityk z prawdziwego zdarzenia, a jest ich niewielu, nie pozwoliłby sobie na nonszalancką eksploatację tego moralnego dobra.
Więcej…
Sylwester Szafarz
Od „Adama i Ewy” poczynając, aż do dziś, również głupota ludzka (angielska formuła: „human stupidity” pochodzi od łacińskiego czasownika stupere) jest niezwykle szkodliwym i permanentnym zjawiskiem (czy też „instytucją” – jak kto woli?) w odwiecznej nader burzliwej ewolucji człowieczeństwa oraz jego kolejnych pokoleń. Zjawisko to szerzy się nieprzerwanie we wszystkich dziedzinach życia, pracy i działalności ludzi, poszczególnych społeczeństw oraz ogółu ludzkości, w funkcjonowaniu państw i organizacji międzynarodowych, w teorii i w praktyce, słowem wszędzie tam, gdzie człowiek coś robi lub nic nie robi z ewidentną stratą dla siebie. Bez wątpienia, można mówić o odwiecznej globalizacji głupoty. Niepewność, szkody i zagrożenia antyludzkie są coraz poważniejsze, jako że głupoty ciągle przybywa, ale skutecznego lekarstwa na nią jeszcze nie znaleziono. Nie wiem, kiedy i jak ten gigantyczny dylemat cywilizacyjny może zostać rozwiązany, tak aby racjonalna mądrość mogła zniweczyć irracjonalną głupotę?
Więcej…
Z prof. dr hab., historykiem Andrzejem Friszke rozmawia Przemysław Prekiel
Jakie główne ośrodki skupiała emigracyjna PPS?
W pierwszych latach powojennych oprócz dwóch największych ośrodków: Wielkiej Brytanii i Francji, były jeszcze Włochy, zwłaszcza do momentu przywiezienia w 1946 r. 2 Korpusu do Wielkiej Brytanii. Po tym czasie zostały we Włoszech pojedyncze osoby. Dość liczna była PPS w pierwszych latach powojennych w Niemczech, gdzie przebywała w tym czasie ogromna liczba Polaków. Przeważnie byli to ci, których wywieziono na roboty, mniejsza część stanowiły osoby, które wyszły z obozów koncentracyjnych i obozów jenieckich. W połowie 1946 r. było to pół miliona ludzi, około połowy zdecydowało się nie wracać do kraju. W kręgu tych osób działają koła PPS, ale to się kończy pod koniec lat 40.
Więcej…
Jan Woźniak
Polskie Stronnictwo Ludowe kierowane przez Władysława Kosiniaka-Kamysza w lipcu br. ogłosiło projekt nowelizacji Kodeksu Wyborczego wycofującej zakaz/ograniczenie pełnienia funkcji prezydentów i burmistrzów polskich miast oraz wójtów gmin wiejskich (w tych samych jednostkach samorządu terytorialnego) dłużej, niż przez dwie kadencje. We wrześniu br. w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu PSL. Inicjatywę skierowano do dalszych prac legislacyjnych w komisji nadzwyczajnej ds. zmian w kodyfikacjach. Ograniczenie pełnienia funkcji „włodarzy” do dwóch kadencji w tej samej gminie miejskiej lub wiejskiej zostało przyjęte pod rządami Zjednoczonej Prawicy (głównie partii Prawo i Sprawiedliwość) ustawą z 2018 r. i zaczęło obowiązywać od, wydłużonej w związku z tzw. pandemią, kadencji samorządowej 2018-2024. Oznacza ono, że prezydenci, burmistrzowie czy też wójtowie w danej miejscowości, którzy wygrali wybory na te stanowiska w 2018 r. - mogli jeszcze ponownie kandydować na nie w 2024 r., jednak z zakazem kandydowania i obejmowania ich w kolejnych takich wyborach w 2029 r. W związku z ogólną zasadą zakazu „działania prawa wstecz” - nie ma przy tym znaczenia, czy przed wprowadzeniem nowych przepisów, a więc przed 2018 r., także pełnili te same funkcje oraz ew. przez ile kadencji. Jako cel wprowadzenia takiego ograniczenia podawano do wiadomości publicznej chęć odnowienia lokalnych elit i przeciwdziałania utrzymywaniu się układów. Reforma ta została pozytywnie odebrana i oceniona przez wiele niezależnych organizacji pozarządowych, prowadzących działalność na rzecz transparentności władzy oraz społeczeństwa obywatelskiego i uczestniczącego.
Więcej…
Tadeusz Stolarski
W 100-lecie śmierci Stefana Żeromskiego
Kielecczyzna to jeden z najbogatszych pod względem tradycji literackich region, z którym łączą się nazwiska wielu twórców literatury, a wśród nich gwiazdą pierwszej wielkości jest niewątpliwie Stefan Żeromski[1]. Urodził się półtora roku po powstaniu styczniowym, 14 października 1864 r. (w metryce 1 listopada) w niezamożnej rodzinie szlacheckiej w Strawczynie w ówczesnej guberni kieleckiej. Jego ojciec, Wincenty Żeromski, utraciwszy majątek w 1863 r., był dzierżawcą folwarcznym. Miejsce i okolice swego urodzenia pisarz głęboko ukochał i będzie do nich wracał przez całe życie w swej twórczości w postaci bohaterów utworów literackich. Ziemia świętokrzyska otrzymała najpiękniejszy bodaj wizerunek spośród wszystkich upamiętnionych w literaturze regionów kraju. Po przemieszkaniu w Strawczynie około roku rodzice przenieśli się do Woli Kopcowej, po trzech latach do Krajna, a stąd do Ciekot – u podnóża Gór Świętokrzyskich. Chłopiec – jako 10-latek – po kilkumiesięcznym pobycie w elementarnej szkole w Psarach koło Bodzentyna – zostaje uczniem klasy wstępnej kieleckiego gimnazjum (1874 r.). Lubi czytać książki w samotności. To matka, Józefa z Katerlów[2], urodzona we wsi Boczkowice niedaleko Włoszczowy (rodzice przyszłego pisarza brali ślub w kościele parafialnym w Węgleszynie w pobliżu Oksy) rozbudziła w swym jedynaku zainteresowanie poezją i książkami. Bardzo wcześnie, bo już w latach gimnazjalnych, musiał pracować na utrzymanie, udzielając korepetycji. Rodzice zmarli dość wcześnie – matka w 1879 r., ojciec – pięć lat później. Jeszcze przez wiele lat będzie borykał się z trudnościami materialnymi.
Więcej…
Felieton - Czas nagli Czesław Kulesza
Donald Tusk zapowiedział formalne połączenie Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej i Inicjatywy Polskiej. Oficjalnie mówi się o „racjonalizacji” i „wzmocnieniu zaplecza rządowego”. W praktyce to raczej ruch defensywny – próba utrzymania równowagi w coraz bardziej rozedrganej koalicji i pokazania, że przynajmniej jedna część układu władzy ma plan. Bo wokół widać zmęczenie. Polska 2050 przeżywa kryzys tożsamości – ugrupowanie, które miało być nową jakością, stało się politycznym dylematem: ani do końca liberalne, ani naprawdę centrowe, bez wyraźnej twarzy i z liderem, który coraz częściej przypomina komentatora niż uczestnika gry. PSL, widząc słabość partnera, walczy o swoje – tradycyjnie pragmatycznie, trochę po chłopsku, ale coraz bardziej otwarcie. Próbując balansować między lokalnym realizmem a ogólnopolską widocznością, szuka sposobu, by nie stać się przybudówką Tuska.
Więcej…
Paweł Mościcki
Wciąż nic się nie zmieniło: dla naszego społeczeństwa dołączenie Polski do wojny będzie katastrofą. Ale nasze elity polityczne i medialne dążą do niej wytrwale - tu też nic się nie zmieniło.
„When I make friends with enemy. I destroy the enemy”. Abraham Lincoln
„Najpierw ona mi powiedziała, że ma dwie wiadomości: dobrą i złą. Przechylając się przez bar: To którą chcę najpierw. Ja mówię, że dobrą. To ona mi powiedziała, że w mieście jest podobno wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną”.1 Dorota Masłowska
Wojna czy nie wojna?
Przeżywamy w dzisiejszej Polsce osobliwy moment. Osobliwy pod wieloma względami, ale chyba najbardziej pod względem mentalnym. Za wschodnią granicą toczy się od ponad trzech lat wojna, a my nie wiemy dokładnie co nas w zasadzie z nią wiąże. Poza tym, że jesteśmy obiektem wojny hybrydowej. Ale kto nas w niej atakuje? I czy na pewno ci, którzy podobno nas bronią, nie atakują nas także? Coraz trudniej o dobrą orientację w tym grząskim terenie.
Więcej…
Felieton – Czas nagli Czesław Kulesza
Polska od lat żyje w cieniu wojny domowej — nie z bronią w ręku, lecz z mikrofonem na mównicy i kamerą telewizyjną w tle. „Wojna polsko-polska” toczy się nieustannie: liberałowie i narodowi konserwatyści walczą o rząd dusz, a obie strony z równą pasją oskarżają się o zdradę, brak patriotyzmu czy brak nowoczesności. Na pierwszy rzut oka konflikt wydaje się prawdziwy — zderzenie dwóch wizji Polski. Ale jeśli przyjrzeć się bliżej, można dostrzec, że gra toczy się przede wszystkim o władzę, wpływy i kapitał polityczny. W praktyce liberałowie i narodowi konserwatyści potrzebują siebie nawzajem. Jeden obóz bez drugiego nie miałby sensu: liberałowie potrzebują Kaczyńskiego, by straszyć „ciemnogrodem”; konserwatyści potrzebują Tuska, by mobilizować „prawdziwych Polaków” przeciw elitom.
Więcej…
Sylwester Szafarz
Generalna analiza sytuacji
Podobnie jak cały świat również Polki i Polacy ekscytują się coraz bardziej skomplikowaną sytuacją międzynarodową, oraz, w szczególności, licznymi ogniskami napięć, konfliktami zbrojnymi i niszczycielskimi wojnami, jak np. na Ukrainie, w Palestynie, w Sudanie i in. Nie ma pewności, czy współczesne pokolenia doczekają się jeszcze spokojniejszych i pomyślniejszych czasów? Mamy do czynienia z niektórymi bojowo usposobionymi przywódcami, jacy każą mordować i rujnować oraz z takimi, którzy woleliby przywrócić ludziom nadzieję, pokój, bezpieczeństwo oraz lepszą wspólną przyszłość. W takiej to zagmatwanej, skrajnie sprzecznej i bezprecedensowo niebezpiecznej sytuacji międzynarodowej doszło niedawno do spotkania na Alasce, (której północna część jest zaliczana do Arktyki) dwóch Panów Prezydentów: Donalda Trumpa i Władimira Putina.
Więcej…
|
|