Trzeba to powiedzieć jasno – po latach politycznych przepychanek, awantur z Komisją Europejską i mrożenia miliardów, rząd Donalda Tuska zrobił coś, co wcześniej wydawało się niemożliwe: odblokował pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy. Sukces jest realny, bo bez tych środków Polska nie tylko zwalniałaby gospodarczo, ale też traciła szansę na skok cywilizacyjny w transformacji energetycznej i modernizacji infrastruktury.
Problem w tym, że sukces ten właśnie zaczyna przyjmować odcień szarości. Ostatnie doniesienia o przekazywaniu środków na wątpliwe projekty prywatnych firm pokazują, że kapitalistyczne reguły gry działają nie tylko w sferze wolnego rynku, ale też w dystrybucji publicznych pieniędzy. Tam, gdzie są miliardy, pojawia się cała armia pośredników, doradców i beneficjentów, którzy w cudowny sposób potrafią uzasadnić, że ich prywatny biznes to inwestycja w „dobro wspólne”.
Premier Tusk reaguje ostro – zapowiada kontrole, korekty, przejrzystość. Ale deklaracje, nawet najszczersze, nie zmienią podstawowego faktu: system oparty na prywatnej własności i maksymalizacji zysku zawsze będzie rodził patologie. To nie jest wyłącznie polski problem. To logika kapitalizmu w czystej postaci – publiczne środki są świetnym paliwem dla prywatnych zysków.
Opozycja oczywiście rzuciła się do ataku. PiS, Konfederacja, część Lewicy – każdy ma tu swoją wersję oskarżeń. Jednak czy nie jest to przypadkiem scena z teatru hipokryzji? Bo przecież pamiętamy, jak to w poprzednich latach również „nasi przedsiębiorcy” otrzymywali publiczne pieniądze, granty, ulgi, i to nierzadko bez większego sensu ekonomicznego dla społeczeństwa. Pamiętamy tarcze antycovidowe, w których niektóre firmy zarabiały więcej na pomocy państwa niż na własnej działalności. Pamiętamy też, jak partie dziś krzyczące o „prywatyzacji KPO” same w najlepsze wspierały reprezentantów świata kapitału – bo „inwestycje muszą się opłacać” i „rynek wie lepiej”.
Być może więc obecny spór o KPO jest mniej o moralność, a bardziej o to, kto w danym momencie siedzi przy kasie. Bo dopóki logika systemu się nie zmieni, dopóty każdy rząd – czy to liberalny, konserwatywny, czy nawet nominalnie lewicowy – będzie się zmagał z tą samą chorobą: prywatyzacją zysków i uspołecznianiem kosztów.
A prawdziwe pytanie brzmi: kto odważy się wreszcie to powiedzieć głośno, zamiast udawać, że problemem jest tylko „ta druga strona”?
Czesław Kulesza


W czerwcu, w warszawskim Klubie Księgarza na Rynku Starego Miasta miała miejsce promocja książki prof. Zdzisławy Janowskiej „Dobro wspólne a rzeczywistość polska. Patologia rządzenia”. Książka ta została napisana w oparciu o własne badania Uczonej, o dokumenty i obserwacje uczestniczące. Autorką jest uczoną i zarazem politykiem.
Stanisław Dubois to niewątpliwie lider młodzieży robotniczej w Drugiej Rzeczpospolitej, od początku swojej działalności zaangażowany w poprawę jej bytu. Przykładał ogromną wagę do wciągnięcia jej w orbitę wpływów PPS, do jej aktywności w życiu publicznym, łącząc walory edukacyjne z wypoczynkiem, łącząc młodzież pod jednym sztandarem.







Książka „Przegląd Socjalistyczny: Almanach 2004 – 2024” jest zbiorem wybranych artykułów, które ukazały się w okresie ostatnich 20 lat na łamach kwartalnika. Stanowią one niewielką, ale ważną cześć dorobku pisma. Jest to zbiór 60 artykułów: esejów, materiałów publicystycznych, felietonów napisanych przez 42 wybitnych autorów.
