W listopadowy wieczór, gdy wiatr niesie po cmentarnych alejach szelest suchych liści, a płomyki zniczy drżą w zadumie, Polska staje się cichym oceanem pamięci. W tę noc, gdy wspominamy tych, którzy odeszli, szczególne miejsce zajmują w naszych umysłach ci, którzy oddali życie nie tylko za wolność ojczyzny, ale także za godność człowieka pracy — za sprawiedliwość, równość i braterstwo. Oni, dawni towarzysze z Polskiej Partii Socjalistycznej, wierzyli, że niepodległa Polska nie może istnieć bez wolnego ludu.
Wspominamy dziś tych, którzy pod czerwonym sztandarem z orłem białym nieśli w sercach podwójne marzenie: o Polsce wolnej od zaborców i o Polsce sprawiedliwej społecznie. Ich groby rozsiane są po całej ziemi – od Cytadeli Warszawskiej po stepy Sybiru, od cmentarzy partyzanckich po bezimienne mogiły robotniczych bojowników.
Pierwszym, którego duch powraca w listopadowy zmierzch, jest Bolesław Limanowski – nestor polskiego socjalizmu, ojciec PPS. To on uczył młodych, że miłość do ojczyzny nie jest przywilejem bogatych, lecz obowiązkiem wszystkich. W jego myśli Polska miała być wspólnotą pracy, a nie wyzysku. Zmarł na wolnej ziemi, doczekawszy odzyskania niepodległości, lecz całe życie poświęcił tym, którzy w jej imię cierpieli i ginęli.
Wspominamy Stanisława Wojciechowskiego – współtwórcę PPS i późniejszego prezydenta Rzeczypospolitej. Z jego biografii wyrasta idea łączenia patriotyzmu z etosem służby społecznej. To z tego ducha narodziła się PPS – partia czynu, a nie jedynie haseł.
Nade wszystko przychodzą jednak dziś na myśl ci, którzy zapłacili najwyższą cenę. Stefan Okrzeja, młody robotnik, który z uśmiechem na ustach szedł na szubienicę w Cytadeli Warszawskiej w 1905 roku. „Niech żyje Polska!” – zawołał, zanim pętla zacisnęła mu się na szyi. W jego geście była cała prawda o pokoleniu, które wierzyło, że wolność jest warta życia. Dla nich rewolucja nie była zbrodnią, lecz dramatyczną próbą wydobycia narodu z niewoli.
Z nim ginęli inni – Henryk Baron, Józef Montwiłł-Mirecki, Witold Jodko-Narkiewicz. Każdy z nich młody, wierny, odważny. Każdy z nich mógł żyć spokojnie, ale wybrał walkę – bo niepodległość, jak uczyli, to nie dar, lecz zadanie.
Wspominamy również tych, którzy zginęli później – w legionowych szeregach, w konspiracji, w partyzantce. PPS nigdy nie była partią słów, zawsze głoszone idee zamieniała w czyn. Nierzadko za nie płaciła krwią swych działaczy. Z szeregów naszej partii wyszli ludzie tacy jak Józef Piłsudski, którego droga ku wolności narodziła się właśnie wśród socjalistycznych bojowników. To oni nosili bomby w teczkach i drukowali ulotki w piwnicach; to oni budzili sumienia robotników, ucząc, że Polska bez sprawiedliwości będzie tylko cieniem marzenia.
Święto Zmarłych jest dniem światła i cienia. Dniem, gdy nad mogiłami pochylają się nie tylko rodziny, ale i narody. Dziś nad grobami dawnych socjalistów płonie ten sam ogień – cichy, ale niegasnący. To ogień wiary w człowieka. Wiarę, że niepodległość ma sens tylko wtedy, gdy służy wszystkim, a nie nielicznym.
Na cmentarzach w Łodzi, Radomiu, Lublinie, Warszawie, Krakowie – tam, gdzie leżą bojownicy PPS – zapalamy znicze nie tylko z wdzięczności, ale i z nadziei. Bo ich sen o Polsce równej i solidarnej wciąż nie jest w pełni spełniony. Ich ofiara nie była daremna, lecz domaga się pamięci – i kontynuacji.
Niech więc tego listopadowego dnia, w ciszy zniczy i mgły, każdy z nas pomyśli o nich – o tych, którzy wierzyli, że prawdziwa wolność to wolność człowieka pracy, że Polska nie może być sprawiedliwa, jeśli jej dzieci głodują. Niech płomień świecy stanie się naszym wspólnym zobowiązaniem: by ich sen o Polsce wolnej i sprawiedliwej trwał w nas, nie tylko w historii.
Bo choć oni dawno odeszli, ich słowa wciąż brzmią w naszych sercach:
„Za wolność naszą i waszą – za Polskę ludową, za Polskę uczciwą”.
PPS Łódź-Polesie


Stanisław Dubois to niewątpliwie lider młodzieży robotniczej w Drugiej Rzeczpospolitej, od początku swojej działalności zaangażowany w poprawę jej bytu. Przykładał ogromną wagę do wciągnięcia jej w orbitę wpływów PPS, do jej aktywności w życiu publicznym, łącząc walory edukacyjne z wypoczynkiem, łącząc młodzież pod jednym sztandarem.
„Przemoc, pokój, prawa człowieka” to książka Jerzego Oniszczuka wydana co prawda w roku 2016, niemniej jej aktualność w ostatnich latach okazała się niezwykle ważna, dotyczy bowiem filozofii konfliktu i dopuszczalności przemocy, co autor wyraźnie podkreśla we wstępie.






Książka „Przegląd Socjalistyczny: Almanach 2004 – 2024” jest zbiorem wybranych artykułów, które ukazały się w okresie ostatnich 20 lat na łamach kwartalnika. Stanowią one niewielką, ale ważną cześć dorobku pisma. Jest to zbiór 60 artykułów: esejów, materiałów publicystycznych, felietonów napisanych przez 42 wybitnych autorów.
