Dwadzieścia jeden lat to dużo i mało zarazem. Dość, by zmienił się świat, język polityki i dekoracje sceny publicznej. Za mało, by zniknęła pamięć o człowieku, który potrafił łączyć upór z życzliwością, zasadę z rozmową. Dziś mija 21. rocznica śmierci Jan Mulak — Janka, którego znałem nie z podręczników ani archiwów, lecz z zebrań, sporów i codziennej pracy w PPS.
Miałem zaszczyt z nim współpracować w Polskiej Partii Socjalistycznej, gdy był przewodniczącym Rady Naczelnej, a później honorowym przewodniczącym. „Zaszczyt” to słowo używane często na wyrost, ale w tym przypadku nie jest ozdobnikiem. Janek traktował funkcje poważnie, ale nigdy nabożnie. Nie były dla niego tytułem do dominacji, lecz zobowiązaniem do służby — słowem, które dziś brzmi staroświecko, a wtedy było naturalne.
Był socjalistą z krwi i kości, ale bez skłonności do sekciarstwa. Nie potrzebował wielkich deklaracji, by wiedzieć, po której stoi stronie. Sprawiedliwość społeczna nie była dla niego hasłem, lecz praktyką: w sposobie prowadzenia zebrania, w cierpliwości do młodszych, w gotowości wysłuchania argumentu, nawet jeśli się z nim nie zgadzał. Uczył, że lewica nie polega na tym, by mieć zawsze rację, lecz by umieć brać odpowiedzialność za swoje racje.
Janek miał w sobie coś, co dziś wydaje się niemal nie do pogodzenia z polityką: spokój. Nie był naiwny — widział konflikty, ambicje, małe gry. Ale nie pozwalał, by one zdefiniowały całość. Kiedy spory w PPS bywały ostre, potrafił je rozbroić jednym zdaniem, często półżartem, często przypomnieniem, że partia to nie jest miejsce do leczenia własnych frustracji, lecz narzędzie zmiany świata — nawet jeśli ta zmiana przychodzi powoli.
Patrząc z dzisiejszej perspektywy, trudno nie pomyśleć, jak bardzo brakuje takich postaci. Nie dlatego, że były bezbłędne, lecz dlatego, że potrafiły łączyć tradycję z teraźniejszością bez popadania w nostalgię. Janek nie idealizował przeszłości PPS. Wiedział, że historia lewicy to także błędy i porażki. Ale traktował ją serio — nie jako kostium, który zakłada się na rocznice, lecz jako ciągłość odpowiedzialności.
Dwadzieścia jeden lat po jego śmierci lewica znów stoi przed pytaniami o sens, formę i odwagę. Łatwo dziś mówić o wartościach, trudniej je praktykować. Łatwo przywoływać nazwiska, trudniej naśladować postawę. Janek pewnie machnąłby na to ręką i powiedział, że nie o pomniki chodzi, tylko o robotę do zrobienia. I miałby rację.
Dlatego ta rocznica nie jest dla mnie tylko wspomnieniem. Jest przypomnieniem pewnego standardu — tego, że można być twardym w sprawach zasad i jednocześnie ludzkim w relacjach. Że polityka nie musi być ani cyniczna, ani hałaśliwa, by była skuteczna. I że lewica bez pamięci o takich ludziach jak Jan Mulak ryzykuje, że stanie się tylko zbiorem haseł, a nie wspólnotą działania.
Dobrze, że dziś o nim myślimy. Jeszcze lepiej byłoby, gdybyśmy potrafili — choć trochę — działać w jego duchu.
Czesław Kulesza


Stanisław Dubois to niewątpliwie lider młodzieży robotniczej w Drugiej Rzeczpospolitej, od początku swojej działalności zaangażowany w poprawę jej bytu. Przykładał ogromną wagę do wciągnięcia jej w orbitę wpływów PPS, do jej aktywności w życiu publicznym, łącząc walory edukacyjne z wypoczynkiem, łącząc młodzież pod jednym sztandarem.
„Przemoc, pokój, prawa człowieka” to książka Jerzego Oniszczuka wydana co prawda w roku 2016, niemniej jej aktualność w ostatnich latach okazała się niezwykle ważna, dotyczy bowiem filozofii konfliktu i dopuszczalności przemocy, co autor wyraźnie podkreśla we wstępie.






Książka „Przegląd Socjalistyczny: Almanach 2004 – 2024” jest zbiorem wybranych artykułów, które ukazały się w okresie ostatnich 20 lat na łamach kwartalnika. Stanowią one niewielką, ale ważną cześć dorobku pisma. Jest to zbiór 60 artykułów: esejów, materiałów publicystycznych, felietonów napisanych przez 42 wybitnych autorów.

Rozmowa z dr. Bolesławem Borysiukiem przewodniczącym Związku Zawodowego Rolnictwa i Obszarów Wiejskich „Regiony”.