Lewica wróci. I co dalej?

Drukuj PDF

Maciej Wiśniowski rozmawia z Piotrem Gadzinowskim, posłem z ramienia SLD w latach 1997-2007, obecnie ostatnim na liście Lewicy w Warszawie.

Ile kadencji byłeś posłem?


Piotr Gadzinowski: - Niepełne trzy. 10 lat.

Powiedz mi zatem: głosowałeś za lex Blida?

- Nie pamiętam. To nie jest unik, naprawdę nie pamiętam. Mógłbym sprawdzić, ale cóż z tego, że mogłem być wtedy przeciw, skoro większość mojego klubu zagłosowała za. Głosowałem, już za rządów PiS, przeciwko likwidacji podatku od spadku. Z takim samym skutkiem. Podatku od spadku nie ma. Wiem na pewno, że było kilka takich głosowań, kiedy klub SLD- UP, głosował stadnie. Czyli bezmyślnie.

Tak się usprawiedliwiasz?

- Nie, próbuję wyjaśnić . Teraz także w interesie przyszłych parlamentarzystów. Każdy sejmowy projekt ustawy pilotuje jeden, dwójka posłów. Oni na posiedzenia klubu parlamentarnego referują treść projektu, jego skutki społeczne i budżetowe. Czasem zgodność projektu z naszym programem wyborczym. Oni też rekomendują członkom klubu parlamentarnego, czy powinniśmy być za, przeciw, czy wstrzymać się.
Wtedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej i przerabialiśmy po 600-700 ustaw w czasie kadencji. Większość parlamentarzystów nie czytała wszystkich przegłosowanych projektów ustaw. Skupiali się na ich uzasadnieniach i rekomendacjach posłów pilotujących ustawy. Ja także wszystkich nie przeczytałem, choć należałem do grona tych więcej czytających, bo jako zawodowy redaktor potrafię czytać szybko i nawet ze zrozumieniem.
Warto pamiętać, że w latach 2001- 2004 jako klub SLD głosowaliśmy stadnie, bo często obowiązywała dyscyplina, bo trzeba było szybko podnieść rękę, bo był przepełniony sejmowy porządek obrad i zwykle każdy projekt ustawy miał bardzo dobre rekomendacje. Czasem było tak, że głosowaliśmy ustawę i dopiero potem okazywało się, jakie są naprawdę jej dodatkowe skutki, o których posłowie pilotujący jedynie wiedzieli, bo mieli w tym swój interes. Bywało też tak, że nikt tych skutków nie przewidział. Bo procedowano za szybko, bo nie zaproszono odpowiednich ekspertów i praktyków. Myślę, że jednak większym błędem SLD było nie to, że przegłosowano na fali neoliberalnego entuzjazmu lex Blida, lecz to, że się z niej szybko nie wycofano.

A można było?

- Każdą ustawę można znowelizować. Trzeba być tylko świadomym tego, co wynika z takiego radosnego, stadnego, szybkiego głosowania. Obserwować potem skutki ustawy i umieć przyznawać się do błędu. A to jest w naszym kraju deficytową cechą.

Pamiętam, jak rozmawialiśmy o Twoich poselskich doświadczeniach, kiedy już przestałeś być parlamentarzystą. Powiedziałeś wtedy ważną rzecz – że utrata ideowego dziewictwa w parlamencie trwa około 3 miesięcy. Naładowany ideami poseł wchodzi do Sejmu i wyobraża sobie, jak zmienia świat. A potem przychodzi do niego kolega z opozycyjnego ugrupowania i mówi: „panie pośle, pański projekt ustawy jest szalenie interesujący. I my go możemy poprzeć, tylko mamy prośbę, żeby za trzy tygodnie, kiedy my będziemy głosowali za naszym projektem, żeby pan nie przyszedł do sejmu, albo się choćby wstrzymał”. Krótko mówiąc, nawet nie zauważasz, kiedy z ideowego posła zamieniasz się w politycznego geszefciarza. Teraz też tak będzie?

- Zawsze jest grono debiutujących parlamentarzystów, którzy przychodzą naładowani chęcią zmiany rzeczywistości i zderzają się z parlamentarną maszyną, która wymusza grę drużynową. Poseł, który obiecuje wyborcom, że będzie uprawiał politykę indywidualną, jest śmieszny. W parlamencie liczy się większość. Jeżeli masz taką większość jak PiS, i jeszcze swojego prezydenta, który nie wetuje przesyłanych mu ustaw, nawet jeśli jawnie łamią one prawo, to nie musisz się układać i targować. Nie musisz zabiegać o głosy opozycji i niezdecydowanych, dzięki którym możesz to prezydenckie weto obalić. Ale jeżeli Sejm jest bardziej zróżnicowany, a wygląda na to, że ten nowy takim będzie, to z jednej strony musisz zachować pryncypia, a z drugiej trzeba będzie mądrze do gry parlamentarnej wejść. A polega ona na tym, że zwykle jest coś za coś. Nie zawsze trzeba dać coś od razu, na zasadzie wymiany handlowej. Nie zawsze też parlamentarne ustępstwa kończą rozwiązywanie problemu.
Przed naszym wejściem do Unii Europejskiej, w 2002 roku, przedstawiliśmy projekt ustawy o związkach partnerskich. Wzorowany był na francuskich rozwiązaniach, nie wchodził w konflikt z Konstytucją RP. Pilotką projektu była senator Maria Szyszkowska, popierali i propagowali go posłowie związani z tygodnikiem „Nie” i Ruchem NIE. Wycofaliśmy go w końcu 2003 roku, bo otrzymaliśmy mocną ”prośbę” od kierownictwa klubu, żebyśmy go zamrozili.

Dlaczego?!

- Kierownictwo przekonywało, że sejmowa debata o nim otworzy nam kolejny front wojny z Kościołem. A wtedy ważyły się losy wyniku referendum decydującym o wejściu Polski do Unii Europejskiej. Poparcie Kościoła, albo przynajmniej nieagresja, było nam bardzo potrzebne. Tak wtedy sprzedaliśmy politycznie sprawę związków partnerskich za rozszerzenie Unii Europejskiej.
Teraz sprawa związków partnerskich, małżeństw homoseksualnych wraca, i to z większym poparciem. Bo obywatele jeżdżą swobodnie po Europie, mieszkają tam, widzą, jak może być. Kościół katolicki stracił też w Polsce rząd dusz. Nawet „Gazeta Wyborcza”, kiedyś głosząca, że SLD mniej wolno, broniąca „kompromisu” z Kościołem, zradykalizowała się i nie cenzoruje już naszych antyklerykalnych działań. Zresztą czasy, kiedy politycy SLD rozpoczynali swój dzień od lektury „Gazet” i drżeli przed wykluczeniem ich z grona „porządnych ludzi” też już minął. Możemy więc rozważać, czy wtedy trzeba było upierać się i walczyć o ustawę bez szans na wygraną, czy jednak warto było poczekać te kilkanaście lat, kiedy poparcie społeczne i polityczne jest dla związków partnerskich nieporównywalnie większe.

To ciekawy dylemat. Mnie jednak bardziej interesuje, czy dzisiaj równie łatwo znajda się wśród was ludzie, którzy będą oglądali się na Kościół.

- Kiedy dzisiaj patrzę na moje koleżanki i kolegów, i tych nowych, i tych przy lewicy wytrwałych, to trudno mi znaleźć kogoś, kto nie byłby przekonany, że trzeba zmienić ustawę antyaborcyjną i znieść przywileje Kościoła katolickiego. To są ludzie, którzy nie zawahają się nie przyjść na mszę poprzedzającą państwową czy samorządową uroczystość. Oni nie pojada na Jasną Górę, by tam klęczeć. To jest już inne pokolenie. Inni ludzie w innych czasach.

Ale przejście SLD na pozycje neoliberalne jest faktem.

- Rzeczywiście, wiele z moich koleżanek i kolegów z ówczesnego klubu miało wtedy dużo sentymentu do gospodarki neoliberalnej. A jeśli mieli jakieś dobre wspomnienia o gospodarce państwowej, to je starannie tłumili, ponieważ wtedy każda deklaracja „a może zajęłoby się tym państwo”, wywoływała niesłychany hejt, przede wszystkim mediów głównego nurtu pod hasłem; „o, wraca komuna”. Ale to jest już czas przeszły, dokonany. To przecież było 15 lat temu, a nawet wcześniej.

Ale czy wyście wyciągnęli z historii waszego upadku jakieś wnioski? Czy jak na was zagłosuję, to zagwarantujecie, że żadne z was już nigdy nie będzie rozpoczynało dnia od lektury „Gazety Wyborczej” i czy mogę liczyć na to, że będąc w Sejmie będziecie próbowali zmieniać świat na sprawiedliwszy, a nie będziecie go tylko reperować?

- Oczywiście powinniśmy czytać wspomnianą przez Ciebie gazetę, ale nie tylko pod kątem „co oni o nas napisali” i nie z nastawieniem: jeżeli nas skrytykowali, to już drżą nam kolana, jakby nasza pani w szkole nas skrzyczała. Jesteśmy lewicą po przejściach, z „przeszłością”, ale też z wiele obiecującą przyszłością.

Zmieniliście się?

- Myśmy się zmienili, ale przede wszystkim rzeczywistość się zmieniła. Zauważ, kto pozostał w SLD, a kogo już nie ma. Wojtek Olejniczak pracuje w banku, Grzesiek Napieralski staruje z listy PO, Bartosz Arłukowicz tak samo, Kasia Piekarska też jest w PO, Darek Joński podobnie, a Piotr Guział sprawdza się w biznesie. Nastąpił proces pewnego, czasem wymuszonego „samooczyszczenia”. Zwłaszcza, że wielu innych , którzy przyszli do SLD jako do partii władzy, jako pierwsi też odeszli. Ci, którzy zostali lub niedawno przyszli, to już nowa jakość. Przyszli w nowych czasach, o czym warto pamiętać.

Jak więc scharakteryzowałbyś obecną lewicę, która startuje pod szyldem Lewicy?

- Jest koktajlem złożonym z SLD, zwykle ludzi starszych i bardziej doświadczonych, oraz członków Razem i Wiosny. Częściej młodszych i debiutujących. Nie ma już w „Lewicy” ludzi, jakich kiedyś mogłem dostrzec w SLD, kiedy była to partia władzy. Nie ma na przykład kategorii „polityk – przedsiębiorca”. Jeżeli nawet zdarzy się taki, to zwykle jest właściciel małej firmy, a nie deweloper. Jest to mieszanka programowa trzech partii, ale o dość jednorodnym smaku. To połączenie liberalizmu kulturowego z socjalizmem, socjaldemokracją w gospodarce.
Wszyscy jesteśmy przekonani, że neoliberalizm skończył się w Polsce w 2015 roku i to stawia nowe wyzwania intelektualne i organizacyjne przed politykami lewicy. I naszymi intelektualistami też.
Wtedy PiS zaczął mówić innym językiem, przestał się wstydzić większej roli państwa.

Program PiS ma cechy faszystowskiego, korporacyjnego państwa. To co mówi Kaczyński czy Morawiecki, to jest odnowiony model państwa Salazara, Mussoliniego. Obiecują dbać o robotników, którzy mają mieć należyte uposażenie, dobre warunki mieszkaniowe i prawo do wypoczynku. W zamian mają jednak nie protestować. Kaczyści chętnie zlikwidują związki zawodowe zostawiając jakieś formy stowarzyszeń pracowników działających na zasadzie systemów wczesnego ostrzegania. Mamy być państwem wyznaniowym, narodowokatolickim, paternalistycznym. Autarkią kulturalną, skansenem krzewiącym staropolskość.

- Będziemy państwem, w którym łaskawy, ludzki pan Prezes będzie rozdawał nam nasze pieniądze, abyśmy za nie zbudowali sobie w naszym domu nasze, swojskie „państwo dobrobytu”. Za kolejne programy 500+ kupimy sobie pakiety w prywatnych przychodniach, ukraińską pomoc domową, jeśli wyrzeknie się kultu Bandery i ideologii LGBT, korepetycje dla naszych dzieci, no i pojedziemy na wczasy, koniecznie do „stref Polaka”.

A jaką Polskę chcecie zbudować?

- Stworzymy instytucje państwa dobrobytu. One będą ułatwiać życie zawodowe i rodzinne obywateli naszego kraju. Dla nas zdrowie, kultura, edukacja nie jest towarem, dlatego instytucje państwowe działające w tych obszarach nie będą nastawione na zysk. Szpitale będą leczyć, szkoły będą uczyć, a nie zarabiać na dodatkowych usługach, kosztem podstawowej działalności. Uważamy, że państwo i samorządy powinni więcej dawać pieniędzy na żłobki i przedszkola. PiS uważa, że lepiej jest kiedy matka sama wychowuje dzieci i za to dostaje państwowe pieniądze. PiS teraz wiele mówi o sprawiedliwości, ale nie bierze się za reformę służby zdrowia, jednego z najważniejszych problemów społecznych, który jest filarem sprawiedliwego państwa.
Polskie społeczeństwo będzie się starzeć. Mimo tego mamy teraz więcej duszpasterzy w szpitalach niż geriatrów. Nie wystarczy obiecać bon lekarski albo kolejne 500 plus. Opieka zdrowotna powinna być państwowa, państwowy też będzie deweloper. Co nie oznacza, że jeśli ktoś zechce prywatnie budować luksusowe domy, to mu tego zabronimy.
Na pewno chcemy zlikwidować przywileje Kościoła i go opodatkować. Jak bardzo, zobaczymy. Bez wahania przyłożymy rękę, by zlikwidować wszelkie dopłaty państwa do nauki religii. Natomiast jeśli chodzi o sama religię w szkołach, to ja bym decyzję oddał rodzicom. Jeżeli są rodzice, którzy chcą posyłać dzieci na religię i akurat jest na to miejsce w szkole, i jest tak im wygodniej niż jeździć z dziećmi do odległych sal katechetycznych, to niech to tak będzie. Nie będziemy ludziom utrudniać życia tylko dlatego, że są katolikami.

Czarzasty wykonał ostatnio jednak pojednawcze gesty pod adresem Kościoła i opozycji. Jaką mam gwarancję, że SLD po wyborach nie skręci ostro w stronę liberalnej opozycji i Kościoła?

- Stuprocentowej gwarancji nigdy nie ma. Nigdzie.

Nie odpowiadasz mi na pytanie: czym się różnicie od Koalicji Europejskiej?

- Mentalnością i programem. My nie uważany się za Polaków lepszego sortu, podczas gdy koledzy z PO uważają się za jedynych, prawdziwych demokratów, arystokrację demokracji wręcz. Ja zaś jestem tylko tym „postkomuchem”, który teraz jest OK, bo walczy z PiS. Oni to husaria demokracji, my – szara piechota łanowa. Oni są teraz nieco bardziej liberalni obyczajowo i nadal wielce neoliberalni w gospodarce. My, jak już mówiłem, jesteśmy socjalistami i zwolennikami wzmocnienia państwa. Dla PiS jesteśmy Polakami gorszego, choć jak czytam PiS tygodniki, to jeszcze gorsza jest Konfederacja i KO. Książęta kościoła katolickiego nie chcą nawet do nas zagadać. Jesteśmy dla nich gorsi niż islam.
Przyszły klub parlamentarny Lewicy to będzie ciekawy miks radykalnej lewicy z Razem, starszych lewicowców z SLD i liberałów obyczajowych z Wiosny. Ktoś mi niedawno zwrócił uwagę, ze jestem jedynym na czterdziestoosobowej warszawskiej liście Lewicy kandydatem z parlamentarnym stażem. Reszta to potencjalni debiutanci! Zatem niech starsi wniosą swe doświadczenia organizacyjno- zarządzająco-dyscyplinujące, a ci, którzy do tej pory robili lewicę na ulicy i w Internecie – świeżość ideową. Ci, którzy znajdą się w Sejmie i Senacie przekonają się szybko, że praca tam wymaga nielimitowanego czasu i przysłowiowej twardej dupy. Romantyzm radykalnej lewicy zderzy się z mozołem czytania ustaw ze zrozumienie, pisaniem poprawek, debatowaniem, poszukiwaniem większości.

O czym posłowie lewicy muszą pamiętać?

- Że klub parlamentarny to drużyna, ale nie wszyscy muszą być Lewandowskimi. Są gwiazdy i solidni rzemieślnicy. Wszyscy są jednakowo potrzebni. Mam nadzieję, że ten lewicowy koktajl będzie dobrze wymieszany. Ale nikt spośród nas nie będzie wstydził się swojej lewicowości.
Mamy bowiem dobry program i dobre zaplecze intelektualne do jego realizacji. Mamy grono praktyków, jak ja, i wielkie zaplecze debiutantów. Są wśród nas, ci którzy kiedyś już wybory wygrali. I większość, która je przegrywała. Ale żeby wygrać, warto czasem dobrze przegrać. Czasem warto przegrać razem z mądrymi niż załapać się na zwycięstwo z szalbierzami. My takie lekcje też mamy za sobą.

Rozmawiał Maciej Wiśniowski
https://www.facebook.com/piotr.gadzinowski.77

 

Wydanie bieżące

Recenzje

Są książki, które próbują objaśnić geopolitykę. „Odessanie” Anety Wybieralskiej i Janka Sanockiego robią coś trochę innego: zamiast zaczynać od map, sojuszy i interesów wielkich państw, pozwalają najpierw wejść do miasta i pobyć w nim przez chwilę.

Więcej …
 

Opracowanie „O racji stanu. Ignacy Daszyński 1866-1936” powstało w Roku Daszyńskiego ogłoszonym przez Sejm RP z okazji 90 rocznicy śmierci wybitnego socjalisty i jednego z twórców niepodległości Polski w 1918 roku.

Więcej …
 

W czerwcu, w warszawskim Klubie Księgarza na Rynku Starego Miasta miała miejsce promocja książki prof. Zdzisławy Janowskiej „Dobro wspólne a rzeczywistość polska. Patologia rządzenia”. Książka ta została napisana w oparciu o własne badania Uczonej, o dokumenty i obserwacje uczestniczące. Autorką jest uczoną i zarazem politykiem.

Więcej …
 

 

 
 
 
 
 

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 24 gości 

Statystyka

Odsłon : 8437104

Książka „Przegląd Socjalistyczny: Almanach 2004 – 2024” jest zbiorem wybranych artykułów, które ukazały się w okresie ostatnich 20 lat na łamach kwartalnika. Stanowią one niewielką, ale ważną cześć dorobku pisma. Jest to zbiór 60 artykułów: esejów, materiałów publicystycznych, felietonów napisanych przez 42 wybitnych autorów.

Więcej …
 

Więcej …
 

Więcej …

Temat dnia

Spory na lewicy i "samozadowolenie" rządu

6 października br. poseł Adrian Zandberg z koła Razem podczas obrad Sejmu skrytykował zapisy projektu ustawy budżetowej na 2027 r. Zwrócił uwagę na zachodzący wzrost inflacji i stwierdził, że "grubo ponad 3 miliony pracowników w wyniku przyjęcia obecnego kształtu budżetu realnie zbiednieją". Podkreślił, że jednym ze źródeł obecnego wzrostu cen są koszty paliw, co wiąże się z sytuacją międzynarodową, ale odpowiedzialność za sposób reagowania na to zjawisko spoczywa na rządzących. Jak zaznaczył, zaplanowany w ustawie budżetowej nominalny wzrost najniższych wynagrodzeń nie zrekompensuje polskim pracownikom kosztów związanych z inflacją.

Więcej …
 
PPS Łódź-Polesie - powrót do korzeni

Polska Partia Socjalistyczna znajduje się dzisiaj na zakręcie, z którego wyjście wymaga odważnego zwrotu wstecz – do jej własnych, bezkompromisowych fundamentów. Latami polska lewica ulegała iluzji, że nowoczesna polityka prospołeczna polega na stałym poszukiwaniu kompromisu z rynkiem, gładzeniu pod włos wielkiego kapitału i rozmywaniu własnej tożsamości na rzecz bezpiecznego, centrowego pragmatyzmu. Efekt? Całkowita marginalizacja tradycyjnej myśli socjalistycznej i utrata wiarygodności w oczach ludzi pracy.

Więcej …
 

Na lewicy

W dniu 12 września 2026 roku w Warszawie odbyło się posiedzenie Rady Mazowieckiej PPS.
Podczas posiedzenia przedyskutowano aktualną sytuację polityczną w kraju. Zwrócono uwagę na potrzebę podjęcia dyskusji na temat przygotowań do mających się odbyć w roku przyszłym wyborów parlamentarnych.

Więcej …
 

W dniu 31 lipca 2026 roku, w przeddzień kolejnej, 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego w Kwaterze powstańców na Cmentarzu Bródnowskim, w której pochowano bojowców PPS, odbyła się uroczystość złożenia kwiatów.

Więcej …
 

W dniu 23 czerwca 2026 roku w Warszawie z okazji 80-tych urodzin upamiętniono Józefa Oleksego, marszałka Sejmu ( II i IV kadencji w latach 1993–1995 i 2004–2005) i premiera (1995–1996). W godzinach rannych grupa przyjaciół złożyła wieńce na grobie na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Józef Oleksy zmarł 9 stycznia 2015 roku.

Więcej …
 

25 maja 2026 roku obchodziliśmy 100 rocznicę urodzin Jana Józefa Lipskiego, człowieka zasłużonego również dla ruchu socjalistycznego. W latach 1990-1991 pełnił funkcję przewodniczącego Rady Naczelnej PPS.

Więcej …
 

W dniu 12 maja 2026 roku w Akademii Piotrkowskiej odbyła się konferencja naukowa z okazji 100 rocznicy zamachu majowego pt. „Wojna Polsko – Polska”.

Więcej …
 

W dniu 9 maja 2026 roku w Warszawie w obrębie ulicy Śmiałej na Żoliborzu dokonano otwarcia skweru imienia prof. Krzysztofa Dunin-Wąsowicza, wybitnego historyka, działacza Polskiej Partii Socjalistycznej, uczestnika ruchu oporu podczas II wojny światowej.

Więcej …
 

W dniu 8 maja 2026 roku w 81 rocznicę zakończenia II wojny światowej przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie odbyła się uroczystość poświęcona przypomnieniu również polskiego wysiłku zbrojnego w zdobyciu Berlina w 1945 roku.
Złożono wieńce od centralnych instytucji państwowych, organizacji i stowarzyszeń kombatantów oraz ugrupowań politycznych.

Więcej …
 

W dniu 1 maja 2026 roku Polska Partia Socjalistyczna była organizatorem wiecu pod obeliskiem poświęconym wydarzeniom jakie miały miejsce 13 listopada 1904 roku na Placu Grzybowskim w Warszawie. To tutaj PPS przeszła swój pierwszy „chrzest bojowy” w walce z caratem, co zapoczątkowało późniejsze wydarzenia określane jako Rewolucja 1905 roku.

Więcej …
 

W dniu 26 kwietnia 2026 roku w Warszawie odbyła się uroczystość upamiętnienia powołania przez 50 laty, w 1976 roku związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej oraz przed 35 laty Stowarzyszenia „Pokolenia”.
W Domu Chłopa w Warszawie zebrało się kilkaset osób, które uczestniczyły w powstaniu i działalności  tych organizacji.

Więcej …
 

W dniu 18 kwietnia 2026 roku w Warszawie odbyło się posiedzenie Rady Mazowieckiej Polskiej Partii Socjalistycznej.
Omówiono bieżące problemy polityczne i społeczne rzutujące na zobowiązania PPS wobec społeczeństwa.

Więcej …
 

W dniu 17 stycznia 2026 r. w uroczystościach z okazji 81 rocznicy wyzwolenia Warszawy przez żołnierzy 1 Armii Wojska Polskiego w ramach operacji Wiślańsko-odrzańskiej u boku Armii Czerwonej udział wzięły następujące delegacje:
- Zarządu Głównego Związku Kombatantów RP i BWP;

Więcej …
 

W dniu 17 grudnia 2025 roku w Warszawie odbyło się Walne Zgromadzenie członków Stowarzyszenia Porozumienie Socjalistów na podsumowanie kadencji 2022-2025. Miało ono charakter sprawozdawczo-wyborczy.

Więcej …