Kto zmieni Polskę, a kto tylko przeciwnika?
Czesław Kulesza
Walka o prawicowego wyborcę nabiera tempa. Prawo i Sprawiedliwość, które przez lata przyzwyczaiło się do roli niekwestionowanego reprezentanta tej części społeczeństwa, musi dziś zabiegać o poparcie ludzi coraz chętniej spoglądających w stronę Konfederacji. Nie wystarcza już przypominanie o własnych rządach, programach socjalnych czy patriotycznych zasługach. Trzeba udowodnić, że jest się równie stanowczym, a najlepiej jeszcze bardziej radykalnym niż konkurenci. Wskazanie Przemysława Czarnka jako kandydata PiS na premiera trudno odczytywać w oderwaniu od tej rywalizacji. Były minister edukacji nie kojarzy się przecież z poszukiwaniem kompromisu ani łagodzeniem społecznych konfliktów. Jego polityczna rozpoznawalność została zbudowana przede wszystkim na zdecydowanym konserwatyzmie obyczajowym, sporach światopoglądowych i języku konfrontacji. Taki kandydat ma przekonać prawicowych wyborców, że nie muszą szukać bardziej wyrazistej reprezentacji poza PiS. Jest to jednak również ryzyko. Próbując odzyskać wyborców Konfederacji, partia Kaczyńskiego może jeszcze bardziej oddalić się od tych, których wcześniej przyciągała obietnicą stabilizacji i bezpieczeństwa socjalnego.
Więcej…
Daszyński: socjalista i patriota – Przemysław Prekiel dla PAP
PAP: Urodzony w 1866 roku Ignacy Daszyński należał do tego samego pokolenia polskich polityków co Stanisław Wojciechowski (1869), Józef Piłsudski (1867) czy Roman Dmowski (1864). Jednak jego droga polityczna była odmienna. Najwcześniej z wymienionych uzyskał mandat demokratyczny, bo już jako niespełna 30-latek wszedł do austriackiej Izby Posłów jako najmłodszy deputowany. Co nadało bieg jego politycznej drodze i jego politycznym poglądom? - Przemysław Prekiel: W pierwszym okresie życia Ignacego Daszyńskiego wielką rolę odegrał jego starszy brat Feliks, który po śmierci ojca stał się naturalnym autorytetem dla młodszego brata. To właśnie brat wprowadził go do środowiska działaczy socjalistycznych, pokazał prasę socjalistyczną, w której sam publikował. Istotne były także doświadczenia ze Stanisławowa i Drohobycza, gdzie Daszyński zetknął się z klasą robotniczą, między innymi z pracownikami przemysłu naftowego. Zobaczył, w jak ciężkich, urągających ludzkiej godności warunkach żyją i pracują robotnicy. Uznał, że jest to niemoralne. Już po odzyskaniu niepodległości wielokrotnie wracał do tamtych doświadczeń. Uważał, że robotnik żyjący w podłych warunkach nie będzie się utożsamiał z polskim państwem, jeśli to państwo pozostawi go swojemu losowi.
Więcej…
Przeciw kościelnej patodeweloperce
Jan Woźniak W Poznaniu na Osiedlu Maltańskim doszło do pierwszych eksmisji mieszkańców, przeciwko którym czynnie protestują ich sąsiedzi oraz aktywiści społeczni związani ze środowiskami lokatorskimi. Protesty te są tłumione, z użyciem przemocy, przez funkcjonariuszy policji. Są to tereny o powierzchni blisko 12 hektarów, które Kościół rzymskokatolicki przejął (jak sam to określa - odzyskał w świetle prawa rewindykacyjnego) w 1994 roku. Następnie archidiecezja poznańska sprzedała je, z początkiem 2026 r., deweloperowi (spółce zależnej Mirbudu - JHM Development) za rekordową kwotę 421 milionów złotych. W sierpniu br. rozpoczęto realizację planu wysiedlania dotychczasowych mieszkańców z zamieszkiwanych przez nich budynków, celem urzeczywistnienia dalszych zamiarów dewelopera, a w tym wyburzeń i nowych, komercyjnych inwestycji.
Więcej…
Rzeczpospolita w partyjnych kleszczach
Janina Łagoda
Wielopartyjność stała się rytem na wizerunku funkcjonowania państwa demokratycznego, ale i zarazem jego ułomnością. To właśnie ugrupowania polityczne w swoich ideowych zamysłach, poprzez desygnowanych przez siebie przedstawicieli kształtują kierunki rozwoju państwa. Usiłują też stwarzać warunki dla realizacji własnych celów m.in. poprzez ustanawianie określonej struktury organów państwa z przypisanymi im zadaniami, które w sprzężeniu zwrotnym, poprzez wysublimowaną obsadę personalną tych instytucji, urzeczywistniają przede wszystkim oczekiwania własne z elektorskim wsparciem.
Więcej…
Rzeczpospolita łaknie zrównoważonego rozwoju
Janina Łagoda
Konstytucja RP wyraziście określa obowiązki i uprawnienia organów państwa. Są one czytelnie oznaczone, a ewentualne marginalne wątpliwości w rozumieniu niektórych sformułowań można w prozaiczny sposób rozsupłać, jeśli starcza dobrej woli, a z tym prezydent i jego kanceliści mają ogromne problemy. Lubują się w inspirowaniu kontrowersyjnych stanów prawnych, a wszystko po to, aby z jednej strony uzurpować sobie uprawnienia przynależne innym strukturom państwa, starając się w ten sposób akcentować wszechmoc głowy państwa, co jest zgubnym, bezprawnym i nade wszystko szkodzącym państwu pomysłem. Z drugiej strony nieskrywaną intencją Pałacu Prezydenckiego, często określanego Belwederem bądź Pałacem Namiestnikowskim, albo Dużym Pałacem jest utrudnianie pracy rządowi, w tym szczególnie jego szefowi, którego prezydent uznaje jako najgorszego premiera wszechczasów nie wskazując przekonywujących argumentów objaśniających taką ocenę. A wszystko jest kompatybilne z zamysłami prezesa prawej i sprawiedliwej partii (PiS, zwanej też Nowogrodzką) w jej drodze do parlamentarnego, oby nie, zwycięstwa i osiągnięcia stanu jedynowładztwa.
Więcej…
Polska mikromania na tle problemów, jakie niesie przyszłość
Andrzej Ziemski
Pod koniec lat 60-tych, w okresie moich studiów, pamiętam żywą dyskusję, jaką wywołała książka Zbigniewa Załuskiego „7 polskich grzechów głównych”, w której autor rozprawiał się ze zjawiskiem manipulowania historią, co przyczyniać się miało do pogłębiania pesymizmu narodowego. Publikacja ta, a również wiele innych, jak można dziś sądzić, przyczyniła się do przebudowania wówczas polskiej świadomości w kierunku odzyskania większej podmiotowości politycznej i narodowej na tle stagnacji trwającej w końcówce lat 60. Polska na tle pojawiania się symptomów rewolucji społecznej i technologicznej na Zachodzie potrzebowała impulsu dla własnego rozwoju. Sytuacja ta otworzyła drogę do przemian w myśleniu części elit politycznych i intelektualnych, które dały przyzwolenie na rozpoczęcie aktywnej polityki rozwojowej zapoczątkowanej przez ekipę Edwarda Gierka po kryzysie 1970. Mówiło się wówczas otwarcie o stanie świadomości społecznej, polskiej racji stanu i samodzielności w ramach układu politycznego, w jakim znaleźliśmy się jako Polska w wyniku decyzji w Jałcie. W tle tej dyskusji pojawiały się takie określenia jak mikromania.
Więcej…
Okrągłostołowe reminiscencje
Janina Łagoda
W historii naszego narodu do unikalnych wydarzeń należą koncyliacyjne rozmowy na szczytach władzy w sprawach ważkich dla państwa. Najczęściej przybierały one formułę aroganckich sporów, a nawet krwawych rebelianckich poruszeń, gubiąc w natłoku zdarzeń to, o co rozdzierano szaty. Efekty tego były smutne, a niekiedy kończyły się niewolą. Odzyskiwanie niepodległości i wytyczanie granic państwa były procesami trudnymi, opatrzonymi ogromnym ryzykiem w zadośćuczynieniu naszym oczekiwaniom. Po I wojnie światowej granice państwa częściowo zostały ustalone w wyniku porozumień, a reszta musiała zostać wywalczona, zaś ustrój wewnętrzny państwa wybrał naród. Inaczej sprawa naszych granic i państwowości wyglądała po II wojnie światowej. Tym razem niewiele mieliśmy do powiedzenia zarówno w odniesieniu do geograficznych parametrów granic państwa, jak i systemu politycznego, jakim zostaliśmy obdarowani przez Wielką Trójkę, i to bez prawa apelacji. Pozostawaliśmy pod ścisłą kontrolą wschodniego sąsiada, ale mimo tych rygorów znajdowano przestrzeń dla przebłysków wolności.
Więcej…
Pokolenie z piętnem traumy
Stanisław Kwiatkowski
Traumatyczne wydarzenia w dziejach państwa polskiego: kolejne rozbiory, powstania, wojny i okupacje, czyli warunki w jakich dorastały starsze pokolenia, i okoliczności w jakich zostały ukształtowane, miały konsekwencje psychospołeczne i kulturowe traumatycznych okoliczności. Wiemy z badań, że wiele zaburzeń psychicznych, czy psychosomatycznych, skaz osobowości, ma pierwotne przyczyny z lat wcześniejszych, życia w strachu i zagrożeniu czy doświadczeniu przemocy, że są wypadkową byłych zdarzeń i nawyków, powstają w trakcie nasiąkania codziennością traumatyzowanych rodzin. Przyczyny traumy się skończyły, ale skutki pozostały i dawały o sobie znać w dalszym życiu, miały także wpływ na to, co zostawało przekazane potomnym w spadku; przechodziły z pokolenia na pokolenie w procesie socjalizacji, utrzymały się nawet w charakterze narodowym Polaków.
Więcej…
|
|