Powyborcze remanenty
Janina Łagoda
Klęskę lewicy w ostatnich prezydenckich wyborach można rozpatrywać także w kategoriach klasycznego dramatu, co wcale nie musi oznaczać skoku w przepaść i unicestwienia raz na zawsze lewicowości w umysłach Polaków. Na szczęście w tej chwili taka opcja nie wchodzi w rachubę. Do ostatecznego rozwiązania droga daleka.
Sypanie popiołu Przyczyny wyborczego niepowodzenia lewicy są i zapewne jeszcze długo będą solidnie analizowane z zastosowaniem merytorycznych, a nie emocjonalnych narzędzi. W tej chwili gorączkowe snucie wniosków ze sromoty byłoby szkodliwe, a żywiołowe wymyślanie haseł w stylu: odwołajmy przywódcę, rozwiążmy się, zmieńmy partyjne szyldy, twórzmy nowe byty, zrezygnujmy z dotychczasowego dorobku etc. niczemu nie służy, chyba że dalszemu zagubieniu elektoratu. A jego wartość należy przede wszystkim szanować. Cóż bowiem znaczy partia bez wyborców? Chyba tylko tyle, że może odbywać walne zgromadzenia w budce telefonicznej. Ma to wprawdzie niebagatelny wpływ na poziom kosztów funkcjonowania partii, ale już nie na jej skuteczność. Okazuje się, że ta konstatacja Cata-Mackiewicza raptem stała się aktualną perspektywą także dla rozdygotanej polskiej lewicy. A wybory parlamentarne tuż.
Więcej…
Narastają nierówności społeczne
Z Leszkiem Millerem, przewodniczącym SLD, b. prezesem Rady Ministrów, rozmawia Przemysław Prekiel
Panie premierze, czy jesienne wybory będą najważniejsze w całej historii SLD? Sondaże są dla lewicy bezlitosne. - Wszystkie wybory do Sejmu są ważne. Trudno dziś powiedzieć, czy akurat te będą najważniejsze. W 2001 roku wybory były również ważne, albowiem zanosiło się na to, iż przejmiemy władzę od szeroko rozumianej prawicy. I tak się stało. Zawsze, kiedy się przejmuje władzę, ma się poczucie niezwykłej ważności tego procesu. Natomiast jeśli patrzeć tylko na sondaże, to co się stanie na jesieni będzie miało ogromny wpływ na sytuację Polski, tym bardziej, że pojawią się nowe struktury, nowe partie, które będą próbowały zagospodarować w bardziej bądź mniej populistyczny sposób olbrzymie rzesze niezadowolonych.
Więcej…
Klincz - i trudne szanse jego przezwyciężenia
Wojciech Pomykało
Termin klincz zaczerpnięty ze sportu, może też obrazować sytuację polityczną. W sporcie, oznacza on taki układ, w którym walczące ze sobą strony nie potrafią odnieść zwycięstwa, w pewnym sensie zaklinowując się wzajemnie. W życiu społeczno-politycznym owe zaklinowanie (zakleszczenie się) wzajemne, jest szczególnie groźne w sytuacjach, w których wiele problemów jest nabrzmiałych i wymaga rozwiązania, choćby w imię interesów poszczególnych narodów. Taka sytuacja powstała we współczesnej Polsce w wyniku zwycięskich wyborów prezydenckich, w ramach których ustanowiony został prezydentem przedstawiciel partii, pozostającej w śmiertelnym zmaganiu ze swoim długoletnim, politycznym, intelektualnym i nawet moralnym przeciwnikiem. Przez najbliższe 6 miesięcy, nowy prezydent będzie zapewne kierował do Sejmu ustawy, mające być realizacją jego nierealnych pod względem ekonomicznym obietnic wyborczych, tworząc dla siebie tym samym alibi z racji ich niewykonalności. Rząd natomiast nie będzie chciał wziąć na siebie realizacji takich obietnic, a naród znajdzie się pod presją swoistego klinczu. Wojujące strony będą się na dodatek oskarżać wzajemnie o to, że to z winy przeciwnika nie staliśmy się krainą powszechnej szczęśliwości.
Więcej…
Zwycięstwo „wilkami” osaczone
Janina Łagoda
Od berlińskiego upadku minęło siedemdziesiąt lat, ale nie przeszkadza to rodzimym politykom, by stanąć przed trudnym zadaniem ustalenia dokładnej daty kapitulacji III Rzeszy. Do tej precyzji obliguje nasz wielki astronom, mimo że polityczne upływy ziemskiego czasu zbytnio go nie interesowały, raczej ruch w kosmosie.
Alianckie formalizmy Pierwszy akt kapitulacji parafowano w dniu 7 maja 1945 roku w kwaterze gen. Dwighta Eisenhowera we francuskim Reims, a zakończenie działań wojennych wyznaczono na 8 maja, godz. 23.01, zaś prezydent USA Harry Truman i premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill postanowili, że będzie to zarazem Dzień Zwycięstwa w Europie (wojna jeszcze trwała - Bliski Wschód, Azja). W tych pospiesznych i polityką podrasowanych gestach, zapomniano o kalendarzu trzeciego wielkiego koalicjanta. Stalin więc wymógł podpisanie kolejnego aktu poddania się Rzeszy, co stało się tym razem w radzieckiej kwaterze głównej marszałka Gieorgija Żukowa w Karlshorst pod Berlinem w dniu 8 maja o godzinie 22.16 czasu środkowoeuropejskiego, ale zgodnie z moskiewską miarą godzinową było już po północy, czyli 9 maja i tę datę Stalin uznał za Dzień Zwycięstwa. Polityczne rachunki i wówczas stanowiły niełatwe równania. W tych to okolicznościach Wielka Trójka, dokonując sektorowego podziału stref wpływów w Europie, zadekretowała odpowiednio dzień 8 i 9 maja jako emblematyczne daty pokonania nazizmu. Decyzja nader prosta i sprawdzała się przez dziesięciolecia. Umowny Zachód świętował zwycięstwo w dniu 8 maja, Wschód, a więc i Polska w dniu 9 maja.
Więcej…
Smutne barwy polskiej biedy
Tomasz Sosnowski
Nagłe olśnienie „Jestem szczęśliwy!”
Czytając książkę[1] doskonałego i legendarnego reportera „Polityki” Wojciecha Markiewicza czułem wstyd i zażenowanie. I to z kilku powodów. Po pierwsze uświadomiłem sobie, że powinienem czuć się szczęśliwy. Mieszkam, wprawdzie z rodzicami, w jasnym, przestronnym mieszkaniu w Warszawie, mam dostęp do Internetu i świetnych warszawskich bibliotek, mogę sobie pozwolić na podjęcie i kontynuowanie 4 letnich studiów doktoranckich z filozofii. Tak, moi rodzice dysponują niewielkimi, ale stałymi dochodami. Tak, nie mam stałej pracy. Tak choruję na rzadką chorobę neurologiczną i walczę od 3 lat o należną mi rentę. Jednak niemalże nie znam osób bardzo ubogich, chociaż wśród moich znajomych w wieku 25-35 lat mało kto dysponuje pracą na „normalnej”, nie „śmieciowej” umowie i własnym mieszkaniem.
Więcej…
Fakty przeciwko kłamstwom. Kto zbudował, a kto zburzył
Lech Kańtoch
Od lat mamy do czynienia z taką samą narracją: komuna pozostawiła po sobie zgliszcza, „Solidarność” zbudowała kwitnący kraj. PRL to czarna dziura. Rozwój nastąpił, gdy do władzy doszła „Solidarność”. Jest to oficjalna wykładnia polityki państwowotwórczej. Obecnie patronuje jej historyk – prezydent Bronisław Komorowski. W realizacji tych kłamstw uczestniczą środki masowego przekazu i sprzedajni dziennikarze. Oni dodatkowo twierdzą, że najlepszą polityką gospodarczą jest neoliberalizm.
Więcej…
Polska – Rosja: ku lepszemu?!
Sylwester Szafarz
Początki były miłe i obiecujące. Cóż mi pozostało w pamięci, w głowie i w sercu z owej pięknej legendy o trzech braciach (Lech, Czech i Rus), którą Matula opowiadała mi wielokrotnie do poduszki? Zachowały się, głównie i póki co, miłe wspomnienia i niespełnione jeszcze marzenia. A mym głównym marzeniem („Polish Dream” – jak to obecnie w modzie) jest niezmiennie: normalność, współpraca i braterstwo pomiędzy Lechem i Rusem oraz pomiędzy wszystkimi narodami i państwami słowiańskimi. Z owej trójki naszych legendarnych protoplastów, tylko Czech ułożył sobie jako tako – i całkiem nieźle – stosunki z pozostałymi braćmi. Z opowieści matczynych pamiętam jak dziś, że było to tak: naonczas trzej bracia mieszkali razem w lesie (chyba gdzieś na obszarach późniejszej północno-zachodniej Lechii). Działo się to około roku 500 – 550 n.e.? Pewnego pięknego dnia bracia postanowili zgodnie udać się na przechadzkę - aż doszli do skraju lasu. Wtedy ich oczom ukazał się piękny równinny krajobraz – pola zielone i łąki ukwiecone. Lech nie posiadał się z zachwytu. Na jednym z pagórków rosło potężne drzewo, a na nim biały orzeł uwił sobie gniazdo. Ja tu pozostanę, zawyrokował Lech, a ten piękny ptak niech będzie moim symbolem. I tak powstało Gniezno – od orlego gniazda; i tak orzeł biały stał się godłem Lechii, zwanej następnie państwem Polan i Polską (od słowa – pole) [1].
Więcej…
Mitologia polityczna
Jan Herman
Zgódźmy się, że mitologia to zbiór przyjmowanych z nabożeństwem opowieści o wielkich ludziach, wielkich misjach, wielkich dokonaniach, gdzie wszystko jest umownie przerośnięte i urzekająco-powalające, a całość jest przyjmowana bezkrytycznie, bo stanowi założycielską i integracyjną podbudowę kultury i społeczeństwa. Polska mitologia nie jest zwarta, bo jest polityczna. Składa się z trzech mega-mitów: 1. Mit solidarnościowy. Ten mega-mit odwołuje się do ciągu wydarzeń historycznych (Poznań, Gdańsk, Ursus-Radom), których zwieńczeniem stał się MKS z Lechem Wałęsą na czele, a potem Niezależny, Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”. Ruch społeczno-polityczny na skalę nieznaną światu, który zdołał wstrzelić się w globalne tąpnięcia i spowodował drgania, burzące najpierw Mur Berliński, a potem Związek Radziecki. Jeśli nie obalił doszczętnie, to poważnie przebudował paradygmaty ustroju kapitalizmu państwowego, a przede wszystkim dał prostym, szeregowym ludziom poczucie realnego sprawstwa politycznego, czyli podmiotowości politycznej;
Więcej…
|
|